Wielka Sobota🐣

Wczorajszej nocy do domu wróciłam przed północą. Nie byłam tak bardzo zmęczona jak myślałam. Wszystkie projekty zostały zapięte na ostatni guzik i z uśmiechem i śmiechem zamknęłyśmy drzwi za sobą, życząc wzajemnie spokojnych świąt.

Poranek przewitał mnie, dudniącym w rynnach deszczem. pigida będzie niezmuenna do poniedziałku włącznie. Chętnie bym święta spędziła na decku w blasku słońca i wielkiego księżyca. Niestety ale nie. Jeszcze w szlafroczku popijam kawę i układam plan od czego zacząć gotowanie i pieczenie. Galaretka owocowa potrzebuje czasu na stężenie. Więc do roboty!!!


Zanim rozpoczęłam prace kuchenne, musiałam przebrać cebulki tulipanów.

Zalegała w jadalni kuchennej sterta wyrwanych cebulek tulipanów. Proces gnilny cebulek już nastąpił. Obfite i dość częste opady deszczy całkowicie nie sprzyjają cebulkom. Ziemia przemieszana jest z piaskiem i kamyczkami lecz to nie zapobiega gniciu. Narcyze są bardziej odporniejsze i mogę je zostawiać w ziemi na zimę. Zimę, która tutaj jest polską jesienią. Podczas przebierania bardzo dużo cebulek musiałam wyrzucić, No cóż, wiosną ponownie kupię cebulki tulipanów. Nie jestem pewna czy te cebulko ktróre zaniosłam do piwnicy przetrwają do wiosny, jeśli nawet, czy będą na tyle silne i zdrowe aby zakwitnąć.

Galaretkę zrobiłam.

Sałatkę jarzynową z jajkiem i papryką i bez. Oczywiście, jak zawsze spóbowałam. Dodałam odrobinę soli i pieprzu ziołowego.

Próba sałatki była dużą porcją, że o kolacji już nie pomyślałam.

Następnie, zupa ogórkowa i malowanie jajek. Anek kupił mi farbki, nie muszę mazakiem szlaczki robić.

90% prac wykonanych.

Teraz tylko czekać na jutrzejszych gości.

Wszystkim spokojnych i pogodnych Świąt Wielkanocnych 🐥🌷

Niecodzienna codzienność

No bo w pracy, było jak zwykle. Więcej czasu było spędzonego na rozmowach o covidzie niż poświęconego czynnościom zawodowym. Covid jak covid zostanie z nami na zawsze. Aby nie zagłębiać się w temat, wyszłam wcześniej. Kto chce to widział lub udawał, że nie widzi. Mogę jeszcze troszkę poudawać. W końcu przeszłam covida.

Syn pojechał ponownie do lekarza rodzinnego. Plecy go bardzo bolały. Popukali, posłuchali i ma leżeć na tych bolących plecach, przypisali przeciwbólowe.

Drugi dzień piłują i tną drzewa u sąsiada. Na back yardzie nie zostawili ani jednego, od frontu jeszcze nie skończyli. Takiemu to dobrze, domek ma na płaskim terenie i z ulewą nie popłynie. Ziemia się nie osunie. Teraz na dach panele słoneczne może położyć. No niestety ale my tego zrobić nie możemy nad naszym dachem rozpościerają się gałęzie drzew aby ochłodzić dach i dom przed promieniami słonecznymi.

Niecodziennie spotyka się chorego na covid z testem negatywnym, godzina 8:15 pm właśnie wydrukowaliśmy. Mamy następny, kolejny test na covid, który jest negatywny a syn wstać z łóżka nie może.

Niecodziennie otrzymujesz informację, że znajoma leży na OIOM w Savannah. Szczętkowe informacje jakie jej mąż udzielił – miała wypadek. Wspaniała osoba, towarzyska i pomocna. Mam nadzieję, że wszystko będzie dobrze.

Moja codzienność, to nie posprzątane ozdoby choinkowe w domku i na zewnątz. Czekam na słoneczko. Przecież mój dom mogę tak zostawić, mniej pracy będzie przed świętami. Przecież Boże Narodzenie już całkiem nie daleko.

Jutro do pracy i jutro nie mam żadnych ulg. Ale ale…

Jutro urodziny mojej córci!!!!!! Zawsze uważałam, że matka dziecka jest ważniejsza przy narodzinach dziecka. No cóż obyczaje są obyczajami, mimo to życzę sobie aby córcia w dalszym ciągu zdobywała szczeble drabiny zawodowej, kupiła dom o jakim myśli bo marzenia są dalekie od myśli, była zdrowa i szczęśliwa. A sobie życzę radości i uśmiechu z obserwacji poczynań mojej córci. Jeśli córcia będzie szczęśliwa ja będę szczęśliwa również.

Maseczki na pyszczki i pójdziemy do naszej dzielnicowej restauracji. Syn zostanie w domu, jest pozytywny z negatywnym testem. A to dopiero…..

Pierwszy wieczór 2022 roku.

Spokój wewnętrzy i zewnętrzny.

MM siedzi w fotelu na przeciw mojego. Ogląda coś tam na komórce. Wyjątkowo łagodny i ugodowy.

Niestety, ale testów na covida nie zrobisz bez appointmenu, a wolnych terminów nie ma. Najbliższy wolny na 7 stycznia. Oczywiście można wybrać opcję płatną 199$. Można kupić test w pudełku za 99$ są i takie ponad 200$. Ktoś kasę musi przecież kosić. Ale dlaczego ludzie mają kupować? Wirus jest światowy, jeśli decydenci chcą zdrowych niewolników, powinni wyleczyć. Szczepionka nie jest lekarstwem na wirusa. Moim zdaniem jest odroczeniem choroby na czas późniejszy, z lżejszym jej przebiegiem. Więc, jak te ćmy z podpalonym jednym skrzydełkiem walamy się na łóżkach, krążymy po domu w poszukiwaniu żarełka w lodówce, popijamy sody ktorych żołądki nie lubią i ponownie w pierzyny.

Ćma matka zdecydowała, że usmaży naleśniki. Nakarmiła wszystkich puszystmi naleśnikami z serowym i dżemowym nadzieniem. Na wierzch dodała kremu i posypała borówkami. Matka ćma wylizała swoje skrzydełka, otrzepała i poczuła przypływ energii. Wymyła płytkę gazową, blaty w kuchni i już, już miała ochotę na wymapowanie podłogi, wytrzepanie chodniczków, podmuchanie liści z decku. Przystopowała, usiadła na krzesełku w jadalni kuchennej, pomyślała. … mogę to wszystko zrobić ale….święto!!!January 1st!!!relax!!!!

Ćma matka włączyła muzykę i usiadła wygodnie w fotelu. Latała w swoich wspomnieniach.

No…..jestem kobieta samodzielna, wyzwolona. Taka byłam od urodzenia, taka moja natura. Nie było moim marzeniem wyść za mąż, mieć rodzinę, dzieci. Miałam inny pomysł na swoje życie. W pewnym okresie życia odkryłam, że nauka jest dla mnie wszystkim, praca jaka by ona była, moim powołaniem. Koleżanki z ulicy powychodziły szybko za mąż, bawiłam się na ich ślubach. Koleżanki ze szkoły szybko porodziły dzieci. Niczego i nigdy nikomu nie zazdrościłam.

A ja? Wiele oświadczyn odrzuciłam a były to dobre partie. …zgłupiałaś on ciebie kocha… słyszałam. Każde odrzucenie było przemyślane. To nie był mój świat. Nie pasowałam do tego świata. Żeby nie ogromna miłość do rodziców, nie byłoby mnie na już dawno na tym świecie.

Rozważałam wstąpienie do klasztoru po zdaniu mtury.

Nie miałam pustego życia. Miałam bardzo ciekawe dzieciństwo, szkolne lata również. Potrafiłam zająć się sobą i nigdy się nie nudziłam.

W wieku 15 lat poznałam młodego człowieka. Od tamtego momentu byliśmy nierozłączni. Jeśli rozłączni to nie z naszej winy. Mieszkaliśmy po przeciwnych stronach miasta. On w dzielnicy blokowisk nowo pobudowanych, ja w dzielnicy domów jednorodzinnych. Komunikacja miejska nie była rozwinięta na takim poziomie jak obecnie. Spotykaliśmy się w niedzielę i to nie każdą. Moi rodzice nie pilnowali mnie jak starszej czy młodszej siostry. Mnie nie trzeba było pilnować, sama siebie pilnowałam. Wiedziałam co wypada a co nie, wiedziałam jak się zachować. Po skończeniu 18 moje kochanie poszedł do wojska.

Kochałam młodego człowieka całym sercem z wzajemnością, czekałam, aż wyjdzie z wojska. Byliśmy jak dwie połówki, papużki nierozłczki zawsze razem i wszędzie. Gdy pracował na drugiej zmianie czekałam pod bramą.

….Krysieńku!!!! wsiadaj pojeździmy po mieście…wolał. Skuterkiem robiliśmy kilka okrążeń po mieście. Tak tak, wiatr we włosach a miałam długie.

Na maturze to on czekał pod drzwiami auli. To on nauczyl mnie prowadzić samochód i dzięki niemu zdałam egzamin na prawo jazdy. Budowę silnika samochodowego, gaźnika i wymianę oleju w samochodzie on mnie uczył pokazowo.

Ale…bałam się dnia kiedy się oświadczy. W tym dniu zerwałam z nim na zawsze. Ale to nie było zerwanie w zgodzie z sercem. Skrzywdziłam nas oboje. Nigdy, o sobie nie zapomnieliśmy. Aby po wielu latach się spotkać i przeżyć 5 cudownych lat. Znów przyszedł moment, że z nim zerwałam.

Kochając całym secem znów zerwałam. Nie potrafię wyjaśnić ani wytłumaczyć, dlaczego.

Przed drugim spotkaniem z Nim byłam w momencie rozwodu z mężem a On w momencie rozwodu ze swoją żoną. Nikogo nie krzywdziliśmy. Myślałam, że to będzie na zawsze. Po drugim jak pierwszym zerwaniu z nim bardzo przeżywałam lecz nie potrafiłam go przyjąć lub wrócić. Niby rozdział zamknięty ale wciąż niedomknięty. Nie pozwoliłam sobie na szczęście. A jeśli to nie miało być szczęście?

Czy żałowałam? NIE! Tak musiałam postąpić. Nie ma odpowiedzi na pytanie … dlaczego musiałaś?…

Musiałam i koniec.

Jeszcze raz. Nie żałuję. Ale…. Kochałam i kocham tak samo silnie jak ON mnie.

Nie szukałam i nie szukam żadnej winy. Po prostu się stało. A dziś taki relaksowy i nastrojowy dzień, że wspomniałam.


Moje życie, było i jest ciekawe, czasami przeplatane jakimś dramatem.

 


 

23 godziny do 2022roku

Trudno jest mi usnąć. Wczorajszej nocy błyskawice z piorunami a teraz sowa wrzeszczy. Może wrzeszczy z radości lub smutku, że jest głodna.

Kto to wie?

Myśli krążą po głowie i nie są to miłe myśli. Utwierdzam się w przekonaniu, że sytuacja w tym domu nie jest przyjemna.

Pewien starszy pan powiedział. – Krysztyna, żyj swoim życiem, masz pasje i hobby, zajmij się tym co lubisz. Zacznij żyć dla siebie.

No niby prawda, ale czy to nie jest ignorowanie drugiego człowieka?


Pomyślę o tym rano.


16 godzin do nowego roku. W domu cicho jak makiem zasiał. Pisek który zrzygał sie na pluszowy dywan, za pozwoleniem MM, jest znów na piętrze pod drzwiami mojej sypialni. On się nie odzywa, nawet zamknął drzwi do swojej sypialni. A to co teraz robi to jest manifestacja obrażonego dziecka. Kuźwa zamiast zapieprzać do sklepu po kwiaty, czekoladki lub amerykańskie pączki i prosić o wybaczenie to bawi się w dziecko. Bo mamusia – Krysia przyjdzie i po główce pogłaszcze.

Dość głaskania starego faceta, który nie chce być mężczyzną. Który bardziej kocha sowy na drzewie, niż ludzi.

Dobra, dość narzekania i użalania się. Nikt mnie nie pogłaszcze i nikt nie powie durne … wszystko będzie dobrze, tylko trzeba czasu.

Więc…. Krysia wszystko będzie dobrze, nie martw się, to jest twój dom i bierz się do roboty. Wyłaź z łóżka. Dziś jest Sylwester i będziesz się bawić.

Nie pozwóle zamienić swego domu w dom pogrzebowy!!!!

Trzeci raz💉💉💉🔬

Dzisiejszego poranka zaszczepiliśmy się po raz trzeci.

 

Kiedy to było?

17 grudnia poszliśmy na party z okazji świąt,  jakie organizował MMa klub sportowy CrossFit. A że nie bardzo MM był chętny do uczestniczenia w tej imprezie to i nic nie szykowałam. W ostatniej chwili ubrałam się i powiedziałam aby nie marudził i się szykowal. Na pytanie co zawieziemy – na przeciw jest alkoholowy, zawieziemy pełne butelki. Jak powiedziałam, tak zrobiliśmy.

Ludzi było sporo. MM wszystkich nie znał, ale poznał. Jest z tych osób, że skutecznie unika ludzi, twierdząc, że woli zwierzęta niż ludzi. W wielu przypadkach popieram. Żyjemy wśród ludzi i trydno uniknąć kontaktów nawet w dobie cowida-19. Praca, mimo że zdalna, do wykonania zadań służbowych niezbędzni są współpracownicy, chociażby na video komunikatorach. 

MM jeśli korzysta z GYM to we wczesnych godzinach porannych 4:30 pm. Poznałam kilka osób oraz kobietkę o nazwisku Papuga. Hahahahaha. Pradziadkowie polacy i tak nazwisko pozostało. Robiłam zdjęcia jedynie telefonem, aparatu jakoś mi się brać nie chciało. Miałam zdjęcia przesłać na emaila trenera ale…. 

18 grudnia, sobota. Czekała na mnie niezbyt miła niespodzianka. Jedna osoba uczestnicząca w party ma covid-19. Była zaszepiona dwukrotnie, po imprezie poczuła sie na tyle żle, że zrobiony test okazał sie dodatni. 

Kosternacja.

Zaszczepiona i miała jakieś objawy. Chora!!!

Sięgnęłam do telefonu i rozpoczęłam szukanie tej osoby. Bingo!!!!! Robiłam jej zdjęcie, wyszło ciekawie. Następne zdjęcie z nagrodą za osiągnięcie czegoś tam.  Robiąc pierwsze zdjęcie byłam 2-3 kroki od niej. Zdjęcie robione z profilu. Drugie już z większej odległości i nie byłam narażona na bezpośredni jej oddech. Muszę zaznaczyć, że wszyscy uczestnicy imprezy byli zaszczepieni co najmniej 2 razy  lecz  ….. nikt nie miał założonej maseczki. Moja też była na wysokości brody. 

I co teraz? Pytanie. MM jako ten herod to jego nic nie weźmie, a mnie to nic nie odpuści. Każde kichnięcie, sapnięcie i pierdnięcie stawiało moich domowników na baczność. Z drugiego końca domu słyszałam…..mamusia wszystko dobrze? jak się czujesz? nie przemęczaj!!! nie spoć się!!!! Kryszia OK???????

22 grudnia zapakowaliśmy swoje litery do samochodu i pojechaliśmy szukać punktu tesowego drive-thru inne tylko z appointmentem. Tylko, wszelkie umówinienia się były dopiero na po świętach. Zdecydowaliśmy na punkt który znajduje się obok nas, walking distance. Podjeżdzamy i …..kolejka, samochodów z 50. Zajęty prawy pas który prowadzi do skrętu w prawo. Ale żaden samochód nie odjeżdżał nie podjeżdżał. To była kolejka do punktu testowego na covid-19. Nie trzeba było mi się dziwić, święta tuż tuż, ludzie udający sie podróż potrzebowali testu. Mój negatywny wynik testu również miał zapewnic bezpieczństwo moim domownikom. Wróciliśmy z MM do domu z niczym. 

Odczekałam ponad godzinkę i tak bliżej lunch, postanowiłam się przejść i zorientować jaka sytuacja jest po kilku godzinach. Porozmawiałam z kilkoma kierowcami z pracownikiem punktu i postanowiłam wrócić po samochód. 

Ustawiłam się w kolejkę, a MM doszedł do mnie po 1 godzinie. Po około 3 godzinach otrzymaliśmy negatywne wyniki. Mogłam zacząć przygotowania do świąt. 

Po powrocie z pracy zakładałam fartuch i pracowałam w kuchni. Przygotowanych potraw nie będę wymieniać. Wszystko było podane na stół w tym samym momencie. 

W miłej i wesołej atmosferze zjedliśmy kolację i po 8pm przeszliśmy do salonu aby zrywać kolorowy papier z prezentów i prezencików. Obdarowywani  cieszyli się z prezentów a ja byłam najbardziej szczęśliwa z panującej atmosfery. 

Lodówka jeszcze zapełniona ale do sylwestra pozostaną resztki, które podejrzewam trafia do śmietnika. 

Czasami ramię pobolewa, podałam do szczepienia lewe ramię. Będzie dobrze i mam nadzieję, że nie będzie jak ostatnim razem. 

__________________________________________

Każdego roku składam życzenia siostrze i jej dzieciom mieszkającym w NY. Do 2018 roku zawsze dzwoniłam do Polski i składałam życzenia młodszej siostrze. 

W tym roku …. już jestem na tyle dorosła i doświadczona nie lekkiego życia, że darowałam sobie dzwonienie w miejsca gdzie mnie nie potrzebują. Byłam potrzebna do wykorzystywania a ja obecnie  się nie daję,  to poszłam w zapomnienie, odstawkę. Nie, nie cierpię i nie mam żalu z tego powodu.

Piszę aby nie zapomnieć, a zapamietać. Jestem z tych osób, co złe wypiera z głowy a pozostawia wszystkie dobre zdarzenia. 

 

Wszystkim czytającym    

 

 

Cicho szaaaa🤫🤫🤫🤭🤭

W domu cichutko wszyscy śpią, tylko ja jak zwykle się krzątam.

Uwielbiam pierwszy dzień świąt i pierwszy dzień nowego roku. Emocje opadły i można na spokojnie wypić poranną kawcie lub ppopołudniowe piwo. U mnie piękna pogoda od rana +20C. Przez otwarte okna wpada wietrzyk tześki, pachcący i milusi. Wczoraj raniutko jeszcze piekłam dodatkową podwójną porcję serowych ciasteczek a dziś z braku zajęcia znalazłam, zajęcie. Lepiłam dodatkową podwójną porcję pierogów. Jedna porcja z pieczarkami, druga na słodko z borówkami. Wyszło 100×100 szt. Z pieczarkami pracowało się sprawniej, natomiast z borówkami nieco dłużej, uciekały mi na wszystkie strony.

Wieczorkiem, relax przy świątecznej muzyce i lampce wina.

Bardzo długo dyskutowaliśmy o sylwestrze i marcowym wyjeździe na Arubę. Decyzja została podjęta jednomyślnie – rezygnujemy. Nowo kupioną kreacje założę na sylwestrową domówkę. Będzie jak w ubiegłym roku, w domu. Strzelanie petardami na ulicy. W tym roku nie będzie pieczenia pizzy, zamówimy.

Czas jest wciąż bardzo niespokojny. Ryzykować wprawdzie mogłabym ale myślę, że na tej szali nie warto kłaść zdrowia.

Ustąpić miejsca

Miniony miesiąc nie należał do dobrych, cały rok również nie był dobry. Miniony i ten tydzień, lepiej nie wspominać i niech odejdzie w zapomnienie. Niełatwo a wręcz niemożliwe do wykonania, wykreślenie minionego dnia, tygodnia, miesiąca. Wszystkie dni przeszły do historii.

Cieszę z drobnostek, nawet bałagan jaki w domu stworzyłam napawa mnie radością. Jeszcze potrafię coś zrobić oprócz ukradkowego wycierania łez.

Świąteczby bałagan 1
Świąteczny bałagan 2

Nie jest łatwo. Każdy z nas inaczj przeżywa i każda sytuacja może być podobna ale jednak inna.

Robię więc bałagan. Choinkę kupiłam, inna niż dotychczas. Choinka Art. Nie ma za wiele gałązek ale za to grube igły.

Choineczka

Nie wiem, ale stanęłam przed nią i bardzo długo ją oglądałam. Takie coś a zapach powalający, cena również 250$. Zdecydowałam i kupiliśmy. Teraz wyzwaniem będzie dekoracja tego fajnego, uroczego wiechecia, roztrzepańca.

Lampki powiesiłam i zdjęłam. Zastanawiam się jakie bąbki i ile. Więcej na nią patrzę niż wkładam pracy. Siedzę, patrzę i widzę tylko kilka bombek, sznur światełek, łancuch błyszczący i koraliki. Myślę, że to będzie dobry pomysł. Czym dłużej na nią patrzę, tym bardziej mi się podoba. Inna, smukła a za razem roztrzepana. W dotyku mięsista aż palce w delikatne i długie igiełki wchodzą.

Cudo, wspaniałe nie spotykane cudo natury. Urosła ale nie rozwinęła się, zabrakło … słoneczka. A może za dużo człowiek ingerował w dna i przedobrzył. Żywot zakończy w moim domu i oby jej dobrze było w tych ostatnich dniach jej bytności.

Wsztstko się kończy aby nowe mogło nastąpić.

Dzień naszych urodzin🎂

2 sierpnia obchodziliśmy moje urodziny. Nie było żadnego gwizdania, okrzyków, ciche happy birthday i sto lat odśpiewane w naszej lokalnej meksykańskiej restsuracji. Sto lat odśpiewałam jedynie z moją córcią. Spędziliśmy bardzo miło czas w rodzinnym gronie. Jedynie syn nie uczestniczył w uroczystości, obowiązki służbowe – niestety.

A że mam wszystko, otrzymałam mnóstwo tulipanów od męża i córci. No i książki mojego ulubionego autora. od syna wiązankę kwiatów.

Tulipany od córki, musiałam podzielić na kilka flakonów, są jeszcze białe, żółte i fioletowe.
Żółte od MM. Nie przepadam za czerwonymi kwiatami i nie bawię się w odgadywanie znaczenia kolorów kwiatów.
Plik książek do przeczytania w prezencie od córci.
Wiązanka syna. Jak widać żółty kolor u mnie przeważa.

Jedną książkę już zaczęłam czytać. Nie jest ujęta w pliku powyżej. Otrzymałam dzień przed urodzinami.

Dziś natomiast były urodziny MM. Wybraliśmy się tylko we dwoje. Co za wspaniały wieczór spędziliśmy. A że MM również ma wszystko co potrzebuje. Dostał urodzinową kartkę i całusy.

Uwieńczeniem naszych urodzin będzie kolacja we dwoje w restauracji z dancingiem. Nie jesteśmy pewni co do dnia, piątek czy sobota. Na rezerwację miejsc mamy jeszcze ciutkę ale nie za wiele czasu. Nałożę nowo kupioną sukienkę na tę okazję. Oczywiście kolor paznokci muszę ponownie zmienić. Zrobię to jutro.

W takim razie do juta. 😁

Beznastrojowo

Wczoraj byle jak. Dziś nie lepiej. Zapowiadany barszcz ukraiński już ugotowany. MM nie może doczekać się kiedy wystygnie.

Myślałam, że dorosłam, dojrzałam, już przyszedł czas na oglądanie zdjęć w pudle. Jutro jakby nie było, będę starsza o cały rok. Rozłożyłam kilka zdjęć, otworzyłam album, nie jestem gotowa i chyba nigdy nie będę. Bo czego niby miałabym tam szukać? Siebie ładnej i powabnej? Ależ wciąż taka jestem tylko …. na inny sposób. Rodziny? Przeżywam zmęczenie starszą. Mamusię i tatusia pogłaskałam na zdjęciu a moje dzieci mam na codzień. Ex już nie żyje i ślubne zdjęcia nie aktualne. Obecny MM tak jak zgubił wagę, tak “fajnie” jemu jej przybywa. Pudło ze zdjęciami spakowałam i w closet wstawiłam. Nie ma potrzeby swojej głowy zamęczać wspomnieniami kiedy ciśnienie wysokie.

Zupka pyszności i humorek poprawiła. A może ja tylko głodna byłam. Wczoraj o suchej kanapeczce takiej 3×3 i nawet kawy nie wypiłam. Dziś kawy nie dopiłam i kanapeczka 2×2. Późne popołudnie zupkę wszamałam i góry mogę przenosić a doliny prostować.

Eh …..

Czas na położenie maseczki na twarzyczkę. Roczek przybędzie kalendarzowo a ubędzie maseczkowo. 🤣

Jutro mam być boska i nie tylko urodą i powabnością tryskać, humorkiem również. 🤣 Wiem, już się nakręcam.

Dlaczego mnie wczoraj nikt nie nakarmił ? zamęczałam rodzinkę i siebie samą.

Maseczka pomogła, bo to leżenia prawie 40 minut. Warto było.

W takim razie do jutra. 😊

dumna mamusia

Dzień Matki w USA obchodzony jest w drugą niedzielę maja. Niedziela jest oczywiście dniem wolnym od pracy i dzieci (rodzina) może poświęcić więcej czasu na spotkanie z matką, bacią i ogólnie celebrować Dzień Matki. Dawniej wysyłałam życzenia koleżankom na Dzień Kobiet, Dzień Matki, babciami jeszcze nie były. Oczywiście cieszyły się i serdecznie dziękowały. Obecnie zaniechałam takich praktyk. Czekałam, że może któraś wpadnie na pomysł i chociaż zadzwoni na whatappa, bo zawsze jakoś dziwnym zbiegiem okoliczności na komórkę jeszcze nikt nie zadzwonił, nie licząc adwokata, pana zaprzyjaźnionego opiekującego się domem, pana od urządzeń gazowych i pana ślusarza oraz mego wójka (brata mojej mamusi). Wujek dość często dzwoni. Panowie nie pożałowali 2zł. Mniejsza o to. Pewnie, że czasami byłam zawiedzina, już mi minęło.

Dzień Matki był bardzo miłym dniem. Córcia ugotowała obiad, syn robił ostatnie zakupy, a ja się piękniłam. Oczywiście się upiękniłam. Otrzymałam od swoich dzieciaczków mnóstwo przytulasków i kwiatów. 🌷🥀🌺🌸💐🌹 Obiad był wyśmienity, a może byłam tylko głodna?😂 Żartuję. Córcia umie gotować. Dzień Matki spędziliśmy tylko we trójkę. MM oraz niemąż mojej córci, byli nieobecni – obowiązki służbowe.

Od 9 do 13tego nic się nie dzialo. Deszczowe lenistwo. 🌧☔️⛈☔️⛈☔️ Nawet pieski nie miały chęci na wyjście – na siusiu. Kombinowałam: na backyard otwierałam drzwi pieskom kiedy padał mniejszy deszcz, ulewa – otwierałam drzwi garażowe, błyskało i padało – drzwi frontowe. Nie udało sie oszukać jedynie ze trzy razy. Wychylały głowy i chowały się wewnątrz domku. Wogóle się nie dziwiłam, bo i ja ostatnie kilogramy mąki wyciągałam z zakamarków i piekłam bułki słodkie, chleb i kajzerki. Jedno ciasto na chleb trafiło do śmietnika. Chciałam przyspieszyć proces rośnięcia ciasta. Dokładnie wiedziałam, że ciasto powinno rosnąć co najmniej 12 godzin, ale nie, ja się uparłam i po 4 godzinach wstawiłam do pieczenia.

Był niewypał, beton, gniot!

Szybciutko wyrobiłam ciasto na normalny chleb na suchych drożdżach. Następny dzień. Jabłka w ilości 4 sztuki ( pokrojone w kosteczkę)i sok z 2 mandarynek wrzuciłam na gotujący się syrop z brązowego cukru, oczywiście z dodatkiem wody i cukru waniliowego. Dżemik-marmolada, pyszności. Bułeczki słodziutkie z nadzieniem z własnej marmolady, pyszności. O kajzerkach można napisać poemat. Jeszcze cieplutkie, chrupiące, pożarłam całe 2 szt popijając mlekiem z lodówki( lodówki nie mylić z krową)😂

Takim to sposobem nastał MAJ 13.

Ten dzień jest szczególnym dniem. Moja córcia miała graduację MBA! Teraz rozgląda się za dalszym kształceniem. Oczywiście nauka w USA nie jest darmowa lecz w przypadku mojej córki, zakład pracy pokrywał 50% kosztów nauki. Ma nadzieję, że w dalszym ciągu zasponsorują. Chciałaby zrobić doktorat ale… na to trzeba mieć lata praktyki, bez tego nie ma możliwości dostania się. Chociaż na MBA udało się dostać bez praktyki z tym, że była honorowym studentem na uniwersytecie. Teraz również zakończyła studia celująco. Oczywiście, że jestem bezgranicznie dumna ze swojej córci. Myślę, że każdy byłby. Uroczystość odbyła się na stadionie z tym, że w reżimie sanitarnym.

Dwa lata temu… stadion był zapełniony w 75-80%. Nie były zajęte miejsca które nie umożliwiały widoczności podium. Przed podium na którym swoją obecność zaszycili profesorowie były postwione krzesełka na których siedzieli absolwenci uniwerystetu. Nie pamiętam ile było sekcji z krzesłami ale uroczystość trwała kilka godzin. Abolwenci sekcjami podchodzili do podium. Czekali na wywołanie po nazwisku. Wchodzili na podium – dziekan – uściski i wręczanie dyplomu. W momencie wchodzenia absolwenta na podium znajomi i rodzina po prostu ryczeli z radości. Były gwizd, krzyki i oklaski. Wykrzykiwane były imiona. To była niekończąca się radość. Oczywiście miała koniec, kiedy absolwent schodził z podium a na jego miejsce wchodziła inna osoba. Każdy miał czas i nikt się nie spieszył. Powiedziałam córci kiedy będzie na podium ….pomachaj do nas…Pomachała, mimo że byliśmy gdzieś tam w tłumie i nie mogła nas dojrzeć, ale ma fantastyczne zdjęcie.

Obecnie – część wstępna.

Na podium profesorowie. Przedmowa. Odśpiewanie hymnu. I na telebimie wyświetlanie nazwisk absolwentów. Nazwisko zmieniało się co kilka sekund, a więc zanimi rodzina, znajomi przestali wołać, krzyczeć i klaskać radośnie już na ekranie pojawiło się inne nazwisko. Czasami obok nazwiska było zdjęcie absolwenta lecz kto mógł to zauważyć. To była taśma produkcyjna! Szybko, żeby plan wykonać. Póżniej były fajerwerki i nie byłam bym sobą gdybym operatora kamery nie ściągnęła na swoją osobę, nie tyle wzrokiem jak machaniem. I mamy, mamy kawałeczek filmu z nami. Jestem ze swoimi dziećmi i partnerem córci. Jesteśmy w internecie!!!!!😂🤪 Może kiedyś moja córcia to obejrzy, może nigdy.

Tak jestem szczęśliwa!

Edukacja jest bardzo ważna. Mój TATUŚ zawsze powtarzał….wszystko mogą ci zabrać ale edukacji nigdy nikt ci nie zabierze…. Mój TATUŚ nie tylko był wykształconym człowiekiem ale też, bardzo uczciwym i pomocynym. Mimo swego wieku potrafił się dostosować do warunków panujących w naszym kraju. Całe życie powtarzałam swoim dzieciom ….edukacja jest bardzo ważna i jej nikt wam nigdy nie zabierze…..

Walentynki

już zaliczyłam. Byliśmy z MM w restauracji i na Yogli Mogli. To są lody jogurtowe. Nałożyłam do kubeczka trzy smaki waniliowy, truskawkowy i karmelowy, a  do tego dodatki, słodziutkie kawałeczki czekolady i owoce, polałam syropem karmelowym i marshmallow. Zjedliśmy już w domu.

Dopadło nas niesamowite lenistwo. Ja ległam na swoim fotelu a MM złożył swoją głowę na poduszecze w formie czerwonego serducha. Oczywiście, że zachwalał ale spostrzegłam, że ta poducha jest jakaś sztywna. No nic będzie poduchą ozdobną.

Po odpoczynku, musiałam jeszcze przysiąść się do komputera i pozałatwiać pilne sprawy.  Tak pracując nawet nie spostrzegłam, że dochodzi godzina 2am. Moje oczy szeroko otwarte i nawet nie chcą się zamknąć do snu. Jutro niedziela więc będę mogła odespać nockę.

Drugi dzień 2021

Nie wiem co odsypiam, ale śpię bardzo długo. Nie wyskakiwałam z łóżka, postawiłam równiuśko obie stopy na podłodze i…. bardzo zabolało w zgięciu stopy z nogą. To nie jest kosta, zabolało z wierzchu, tak bardziej 2 cm od zgięcia. Google poszły w ruch, ale tak naprawdę, to nie wiem dokładnie gdzie i co boli w tej nodze/stopie. Chodzenie utrudnione, zaczęłam kuśtykać. Posmarowałam maścią, poczekam aż trochę przestanie. Za chwilę południe a ja dopiero ścielę łóżko i doprowadzam się do porządku. Dziwne, ból po nasmarowaniu maścią przestaje, widocznie składnik przeciwbólowy zawarty w maści zaczął działać ale prawdziwy powód bólu nie został przeze mnie zdiagnozowany.

No i mój poranny dobry chumor prysł, stałam się bardziej drażliwa. Nie pojechałam z MM na pocztę oraz do sklepu. Nie chcę kuśtykać z obawy, że zaboli.

Do mamusi dziś również nie dodzwoniłam się. Wiem, że ipad jest naładowany bo dzwoni, u mnie, u niej niestety nie, może tylko zobaczyć, jeśli zobaczy, zielone małe kółeczko na które musi nacisnąć. A więc, jak zobaczy to kółeczko to naciśnie, najpierw będzie musiała wziąć swoją małą lupkę. To cały proces u starszej osoby. Jeśli za 200setnym razem nie spostrzeże zielonego kółeczka po prostu, zaniecham dzwonienia. Przyjmując 1 dzwonienie to około 1 minuta +/-3 godziny dzwonienia. Nikt jej nie pomoże, tak jak nikt nie ma życzenia wgrać jej nowego skypa.

Nie szkodzi, jakoś dam sobie radę.

U mnie pogoda śliczniutka, 17ºC. Spacerowa pogoda 😷🌞.

Mokry Nowy Rok

NOWY ROK przewitał nas deszczem. Zaczęło kropić jak puszczaliśmy fajerwerki. Cudne przedstawienie i bardzo drogie. Ale zabawę mieliśmy świetną.

Potańczyłam ze swoim MM. Powygłupialiśmy się, porozmawiali i wspominali. Bardzo miło spędziliśmy czas. Zwłoki swe złożyłam w łóżeczku po 4am. Dom doprowadziłam do porządku i dopiero po oględzinach czy wszystko jest ok mogłam udać się do sypialni. To już nie był deszcz, lecz ulewa.

MM z uwagi na chrapanko został przekierowany do sypialni gościnnej. Spał jak dziecię do 9 am. Nareszcie!!! Zwykle budzi się 3-4am. Tym razem na prawdę długo pospał i z tego jestem zadowolona, odpoczął.

Pamiętam w Polsce w NOWR ROK zawsze wyruszaliśmy na spacer na Planty. Bez znaczenia jaka była pogoda. Spacerujących zawsze było bardzo dużo i niejednokrotnie spotykało się znajomych. Zatrzymywaliśmy się na noworoczną pogawędkę.

Planowaliśmy z MM spacerek po parku miejskim ale deszcz pokrzyżował plany i zostaliśmy w domu.

Na razie żadnych niespodzianek Nowy Rok nam nie przyniósł. Zobaczymy jak dalej.

Do mamusi niestety ale się nie dodzwoniłam ani wczoraj, ani dziś. Smutno. Może jutro???

_____________________________________________________________________

Jest 2pm, na zewnątrz ciemno i ma się wrażenie, że wieczór nadchodzi.

Wieczorkiem obejrzeliśmy dobry film i przed północą do łóżeczka. Niby dzień był krótki ale z powodu szaroburodeszczowej pogody się dłużył.

Jutro drugi dzień nowego roku i tak każdego dnia o jeden dzień więcej. Co przyniosą? Odpowiedź zawsze otrzymamy wieczorkiem.

 

Był przed, dziś ostatni dzień 2020 roku.

2021rok przyjmę taki jaki się narodzi. Golusieńki, piękniutki i pachnący nowością.

Postaram się go pieścić, dogadzać nigdy na niego narzekać, ugaszczać najcieplejszymi słowami.

Aha….

Nie raz matka robi dla dziecka wszystko i ….

No właśnie…..

Rodzi się niewinne…..

Jeśli nowy roczek będzie miał geny po starym, to i pielęgnacja nic nie pomoże, obciąć rogi i po kłopocie.

Wszystkiego dobrego życzę🍾🍾🍾🍾🍾🥂🥂🥂🥂🥂🥂🥂

Życzenia…

Niech nigdy Was dobre nie omija

Niech będzie z Wami na zawsze

Niech zagubieni odnajdą drogę do domu

Niech omdleni od trudów życia odnajdą źródło które da im siłę do dalszej walki o życie dla siebie i innych

Niech wiara i ufność w drugiego człowieka będzie z Wami

Niech miłość otworzy Wasze serca i drzwi dla potrzebujących

Niedowiary!

Wczoraj był Dzień Babci. Wszystkie wnuki, duże i małe składały życzenia, wręczały kwiatki i laurki. Nie jedna babcia dostała czekoladkę czy bombonierkę.

Moje dzieci nie miały szczęścia dodzwonić się do babci i wcale nie dlatego, że telefon “się urywał”. Moja mama miała bardzo przykre zdarzenie. Wychodząc do sklepu zamknęła drzwi na klucz, zresztą jak zawsze. Po powrocie nie mogła niestety ich otworzyć. Zablokowały się. Dopiero wieczorkiem mogła się położyć do łóżka i odpocząć. Zdenerwowana i spłakana, nie mogła zasnąć do rana. A to dzięki szwagrowi, który nie szczędził szyderstw, a i mi się oberwało (przez telefon). Nieprzyjemna sytuacja.

Dziś mamusia była w lepszym nastroju. Porozmawiałam, uspokoiłam. Mój syn będąc u mnie, złożył babci swojej życzenia i chwilę porozmawiał.

A do mojej córci…..moja mamusia sama zadzwoniła ze skypa!!!!

Kobieta która skończyła 90 lat!!!

Dlatego niedowiary.

Niedowiary, że po instruktażu na wideo, wyłączyła i włączyła moją komórkę oraz włączyła głośność.

Moja córcia również była bardzo zaskoczona, tym bardziej, że była w pracy. Córcia moja miała również możliwość złożenia życzeń, spóźnionych ale szczerych.

Mam nadzieję, że nie było wiele babć, które w Dniu Babci płakały.

Zastanawiam się, czy pomóc zmienić testament mamusi czy go zostawić.

Mamusia została oszukana. Mnie też szwagier z siostrą zwiodł na manowce.

….będziemy się opiekować, pomagać, będzie ci dobrze….

Nie wytrzymali 2 miesięcy, chęć zdobycia majątku przywróciła ich w kanalje.

Wszystkie babcie, jeśli piszecie testament, nikomu nie mówcie!!!!

Nie mówcie mi, że u was jest, czy będzie inaczej. Też tak myślałam!!!!Teraz tylko kasa się liczy!!!

Babcie bądźcie ostrożne, bardzo ostrożne.

Wciąż pada☔️☔️☔️☔️☔️

Świąteczna choinka

Nie jest już świąteczną. W tym roku szybko ją rozebrałam, bo dzisiaj. Bąbki i wszystkie ozdoby spadały na podłogę a drzewko bardzo wyschło. Dbałam o drzewko podlewając ale od pierwszego dnia nie było spragnione. Kubeczek wody podlałam na drugi dzień. Woda w pojemniczku przez cały czas utrzymywała się na tym samym poziomie.

Postanowiłam zdjąć ozdoby

I przed wyrzuceniem obciąć gałązki jak zwykle to robię.

Stoi taka nagiusieńka, czeka na MM. Żeby nie było wody w pojemniku, nie potrzebowałabym pomocnika. Pojemnik pełen, więc operacja utrudnina.

Pierwszy raz zakupiłam srebrną choinkę, po raz ostatni.

Podobała mi się nie tylko z powodu srebrzystych gałązek ale również z powodu igiełek, nie kłuły. Nie kłkuły przy ubieraniu jej i rozbieraniu.

Za któtko cieszyłam się jej widokiem.

Szczęśliwego całego, calusieńkuego ROKU 2020 🍾🍾🍾🥂

Nigdy nie rozliczałam starego roku.

Minionych wydażeń nie można już zmienić, wykasować, wytrzeć gumką myszką.

Minione wydażenia nigdy się nie powtórzą. Mogą być podobne ale nie takie same. Każdy dzień jest jedyny, wyjątowy, niepowtarzalny, unikalny. Żadnego dnia nie można porównać do minionego.

Moj sylwester był również wyjątkowy, niepowtarzalny.

Ostatni dzień roku 2019

Z córcią rozmawiałam do północy. Jeszcze o północy dzwoniła do ubezpieczyciela. Jeszcze przed zadzwonieniem sprzeczała się … że późno, nie pracują itp… Moja odpowiedź brzmiała … każda pora dnia i nocy jest dobra do zarabiania pieniędzy…

Zadawałam córci pytania i na króre nie potrafiła mi odpowiedzieć, musiała znaleźć odpowiedź właśnie u ubezpeczyciela. Jestem bardzo (czasami i jak sytuacja wymaga) dociekliwa.

Jeszcze w łóżeczu jestem, wyjeżdżamy na ball po 3pm, więc jeszcze mam czas. Jest dopiero 7:45

Mam jechać do banku i sephory, więcej spraw do załatwienia nie mam. Później zrobić się na bóstwo i w drogę.


Wczoraj było przyjemnie cieplutko na zewnątrz, myślałam że poranną kawę w ostatnim dniu jeszcze tego roku wypiję na decku. Ale niestety, przy 3C nie byłoby przyjemnie siedzieć w cieniutkim szlafroczku.

Kawusię popijałam przy kuchennym stole, patrząc przez duże okno na wschodzące słońce.


5 godzin później

Szykuję się do wyjazdu. 🚘🚘🚘🚘🚘


Barman pamięta mnie z poprzedniego balu. Bo kto pije wermuth w ameryce? Tak bez rozcięczania jakimś sokiem. Zatrzymałam się przy barze na bardzo długą chwilę, pogawędziliśmy. Fajny facet. A przy stoliku stare się trafili, nic do starych nie mam żeby nie byli tacu starzy. Nie mam z nimi wspólnego tematu. Nawet gatunek muzyki jaki oni preferują nie jest w moim guście, lata 1960? Ja pierdziele ale to nie moje klimaty. Popijając kawę i wermuth czekam na zespół. Oj zz wyjdę na parkiet to chyba gwiazdę zrobię bo mnie energia rozpiera.


No i prawie zrobiłam. 10 minut do pólnocy już się wyszalałam, wytanczyłam. Czekam na przybycie Nowego Roku.

Wszystkim szczęśliwego Nowego 2020 Roku!!!

Świąteczny czas🎄🎄

W moich przygotowaniach nie było pośpiechu, nerwówki, stresu. Stosując się do zaleceń córci ” jak czegoś nie zrobisz to nie zrobisz i tak masę jedzenia będzie, powolutku, bo TY musisz być wypoczęta i uśmiechnięta, reszta nie ważna” , więc powtarzałam sobie między barszczem a kutią…powolutku, nie biegaj…. I tak było, powolutku, coś się nie ugotowało, zamiast tortu Napoleon zrobiłam sernik, pierożki były tylko z pieczarkami z kapustą nie robiłam.

Było trochę zmian ale wyszło na dobre. Prezenty też sprawiły, że rodzinka była wesoła, a nie było przecież wśród nich wykupionej wycieczki na Hawaje czy Ferarri na czteresz kołach z silnikiem odrzutowym.

Wczorajszy I Dzień Świąt odpoczywałam, jadłam, spałam i odpoczywałam. Pogoda była wiosennie-letnia ale i to nie zmotywowało mnie do zdjęcia pidżamy i wyjścia na zewnątrz.

Drugi Dzień Świąt jest dniem powszednim. MM schował się w office a ja mam w planach zakupy. Nie, nie wielkie tylko potrzebna mi jest pomadka taka której się nie zjada i oblizuje. Kolor czerwony bo ma pasować do pantofli. Oczywiście, że szykuję się do sylwestra. Sukieneczka srebrna i torebka srebrna. Pantofelki, usta, i paznokcie czerwone!!!!

Bal będzie na sto par a może mniej lub więcej. Jak co roku zostaniemy na noc w hotelu a po śniadaniu powrót do domu.

To będzie za tydzień.

Dziś – nie mam ochoty na żadne śniadanie. Nie to żebym się obiadła na święta. Z Polski wróciłam o 6-7kg lżejsza więc i jem jak kurczak. Zielona herbata mnie w zupełności zadawala w tej chwili.

Wszystkim miłego świątecznego wypoczynku życzę.

Przedświąteczne hello!!!

Nie wygrałam miliona w lotku ale mam wolne do 29-tego włącznie. Od jutra gotowanie, pieczenie i przygotowywanie wigilii i świąt. Pierwszy dzień i drugi będzie na odpoczynek, relax, spacer i jeśli co, to i na nudzenie się. Nie często zdarza mi się nudzić a wręcz nigdy, z przybywaniem lat życia może i przybędą dni w których będę się walać z nudów na kanapie. Na razie mi to nie grozi ale.. dziewczyny nie znacie dnia ani godziny kiedy nadejdzie taki dzień, że nie będzie wiadomo co ze sobą i wolnym czasem zrobić.

Menu świąteczne jest w mojej głowie. Większość produktów niezbędnych do zrealizowania menu jest zakupionych. Zapewne wyskoczy jakaś niespodzianka ale na takie momenty będę miała MM, który to, na sygnale pojedzie/popędzi do najbliższego sklepu.

Aby nie zapomnieć zrobić kuti, pęczak oraz mak leży w kuchni na widocznym miejscu. W ubiegłym roku kaszę gotowałam dosłownie w ostatniej minucie. To jest wigilijna słodka potrawa krórs lubiana jest przez wszystkich moich gości. MM również uwielbia. Oczywiście ryba po grecku – ryby MM nie jada ale … saładkę jarzynową z majonezem już tak.

Jutro będę musiała podjechać do Farmers Market po polskie ogórki kiszone. Miałam już odłżone na sałatkę lecz w tygodniu zużyłam do zupy ogórkowej i …. zupa była wyśmienita. Pamiętam dzień kiedy MM po raz pierwszy w życiu nieśmiało próbował zupy ogórkowej. Teraz kiedy wspomnę, że będę gotować, nie może się doczekać, a siorbać z garka nikomu nie pozwalam i sama tego nie czynię. Nie mogę zapomnieć też o jajkach w majonezie, syn na indyka był niepocieszony. Jajek nie przygotowałam. Wiele innych potraw będę szykować na wigilię i święta. Oczywiście, bigos również. Właśnie nie wiem czy uchowały się wędzone śliwki bo rodzynki to mam schowane. MM uwielbia rodzynki. Chlebek i chlebek turecki oraz bułeczki z makiem, upiekę sama.

Co będzie, a czego zabraknie okaże się podczas wieczerzy.

Wszystkim życzę, spokojnych świat w gronie rodzinnym i przyciaciół i aby nie zabrakło na naszym stole wigilijnym nakrycia dla wędrowca.🎄🌲🎄🌲🎄🌲🎄

ciepełko na serduszku

Dzień jeszcze świąteczny


Nie było tak jak sobie planowałam.
Chciałam mieć śniadanko w gronie rodziny lecz niestety się nie udało. Niektórzy członkowie rodziny pracowali lub po pracy smacznie spali, aby w godzinach południowych udać się do obowiązków służbowych. Inni mieszkają po drugiej stronie stanów, a jeszcze inni, zmęczeni podniebną podróżą nie myśleli o śniadaniu i obiedzie.

Śniadanko jak i obiad zjedliśmy z mężem tylko we dwoje. Ciesząc się ze swojej obecności. Radość również nie trwała długo, MM zaczął się szykować do wyjazdu i wylotu do innego stanu w którym pracuje. Zostałam z pieskiem.

Za chwilę syn wrócił z pracy, jak również córcia. Miałam w końcu ich dwoje przy jednym stole, a nie jak zwykle to bywa, gdzieś tam po drugiej stronie linii telefonicznej.
Musiałam szybko cieszyć się ich widokiem, bo już za chwilę miało ich nie być. Ostatnie egzaminy i trzeba sie uczyć.
Znów ja i piesek.

Pomimo tych szybkich i urywanych chwil, poczułam ciepło i radość w sercu. Że mam kochanych ludzi przy sobie.

Mam dla kogo żyć i na kogo czekać.