Sobotnie info….

Miałam kiedyś udział w domu letniskowym. Piętrowy, z garażem i użytkowym podpiwniczeniem. Działka nie duża ale las w odległości pięciu kroków i rzeka 200 metrów. Sklep spożywczy też nie daleko. Piękne dziewicze okolice. Do dużego miasta 17km. Jagody były na wyciągnięcie ręki, grzyby….śpiew ptaków, szum drzew. Z balkonu na piętrze rozciągała się zielona niespończoność aż po horyzont. Piękne widoki i wspomnienia.

Po śmierci Tatusia…..właśnie wtedy dom letniskowy został podzielony. Nie interesowały mnie podziały. Dbałam jedynie aby mamusi mojej nie zostawili na ulicy. Młodsza ciągnęła dla siebie jak najwięcej a mamusia miała otrzymać tylko służebność do domu jaki z tatusiem wybudowała w mieście i coś tam z domu letniskowwego. Starsza ciągnęła w swoją stronę, bo to dla syna chce. A mamusia siedząca na kanapie, ze łzami w oczach …ja nic nie chce – mówi. Patrzyłam na starowinkę i nie mogłam uwierzyć. Rozgrywała się wojna pomiędzy szwagrem, młodszą siostrą i starszą. Nie uszanowali nawet żałoby. Przykro mi było, kiedy mamusia tak powiedziała. Wiedziałam, że teraz te kruki ją rozszarpią.

U notariusza (podstawionego) miała mamusia podpisywać dokumenty. Nie muszę czytać o notariuszach i chciwych ludziach, w różnych mediach. Miałam to naocznie. Nie pozwoliłam mamusi iść samej do notariusza i nie pozoliłam aby mamusia pojechała z młodszą swoją córką. Była szarpanina słów, nie ustąpiłam. Mamusia po kątach popłakiwała a ja walczyłam o możliwość pojechania z mamusią. Każdy dokument był dokładnie przeze mnie przeczytany. Kategorycznie zarządałam aby notariusz przetłumaczł każdą kwestię zapisaną w dokumentach z polskiego na polski, tak aby mamusia zrozumiała. Ja rozumiałam. Młodsza siedziała ze spuszczona głową. Notariuszka musiała to uczynić. Gdyby cokolwiek podpisała zostałaby na ulicy. Nie doszło do podpisania żadnych dokumentów. W tamtym czasie mamusia miała 80 lat. Żałoba doprowadziła mamusię do stanu całkowitej bezradności. Na tym chciały pożerować moje dwie siostry.

Na pogrzebie Tatusia nie byłam, wiedziałam, że mamusi będę potrzebna przy papierach i rozszarpywaniu majątku.

Mimo wszystko nie zdołałam przekonać mamusi co do wielkości procentowego podziału w majątku. W domu mieszkalnym dostała 5% (tyle mi wystarczy – powiedziała) domu letniskowym 50%.

W 2017 roku darowizną przekazałam młodszej siostre 25% udziału w domu letniskowym. Starszej nie uprzedzałam, moja własność i co chcę to robię.

Dlaczego to uczyniłam? Nie mieszkam w Polsce, nie miałam wpływu na działania pozostałych współwłaścicieli ale wszelkie podatki i opłaty musiałam ponosić. Zresztą dzieci prosiły abym się tego pozbyła…kto zechce temu oddaj…I tak też zrobiłam. Mam dom w Polsce i to mi wystarczy. Jeszcze nie podjęłam decyzji o sprzedaży ale już mam takie myśli. Mam osobę doglądającą, ale mieszkam tu gdzie mieszkam. Dom trzymam jedynie z sentymentu. Czasami myślę jak go sprzedam to i ja odejdę.

Opłaciłam notariusza i wszelkie koszty z tym związane sama poniosłam. W rozpędzie mamusia również darowianą przekazała swoje 50% udziału w domu letniskowym swojej najstarszej wnunczce.. Przy okazji też sporządziła testament na 5% udziału w domu mieszkalnym na moją młodszą siostrę.

Na drugi dzień młodsza pokłóciła się ze swoją córką. Nie dogadały się co do używalności domu letniskowego. A przecież nie minęło jeszcze 24h od otrzymania dorowizny.

Później nastąpiła walka, próba uderzenia mamusi, zamknięcia w psychiatryku i akt wypędzenia mamusi z domu. Interwencja policji. To co usłyszałam z ust starszej i młodszej mojej siostry lepiej żeby nie zostało wypowiedziane. Po tym odsunęłam się od sióstr. Bo to nie są ludzie – to nawet nie zwierzęta. Jedna wraz z mężem walczy aby już moja mamusia zdechła bo już chce się wprowadzić do zajmowanej części przez mamusię. Druga nie daruje, że zostały dokonane darowizny i sporządzono testament na rzecz młodszej. Starsza kipi nienawiścią, że nikt jej nie przepisał domu letniskowego, a przecież mieszka w NYC i ma się dobrze. A te 5% …..nie przepuści….

Dosłowne szambo.

Sobotnie popołunie i … dzwoni telefon a na wyświetlaczy Siostra B… , Zastanawiałam się, odebrać, czy nie.

Odebrałam… słyszę krzyk. Bo ona, żadnych pieniędzy płacić nikomu nie będzie, do sądów jeździć czy latać też nie, pełnomocnika to ona nie zamierza wynajmować.

Oczywiście, że wysłuchałam, swego zdania nie wypowiedziałam. Bo w sumie co to mnie obchodzi dom letniskowy.

Na działce drzewa się zwaliło na samochód sąsiada a ten chce właściciela podać do sądu.

Pomyślałam – a co ja mam z tym wspólnego? Nie mój cyrk i nie moje małpy.

Zapomniało całe towarzystwo, że jak masz nieruchomość to trzeba o nią dbać, nieruchomość o siebie sama nie zadba jedynie się zawali. Obecnie jeden na drugiego w tym towarzystwie zwala winę.

Wszystko złożyłam jak puzle i wiem dlaczego tak wrzeszczeli na mamusię w sobotę rano. Byłam na telef z mamusią. Że moja mamusia ma już początki demencji , to przecież nie jej wina. Że zapomniała, że jadła zupę to nie powód, że durna. Że ją bardzo bolą nogi bo od końca 2019 roku nikt nie zawiósł mamusi do lekarza a ma ostoporozę, to jak długo można prosić. Ale młodsza wywrzeszczała się na mamusię, że brudaska. Słyszałam jak mamusia stara się wytłumaczyć, że długo nie może stać a wyciera się mokrym ręczniczkiem.

Dawniej dzwoniłam na skype, niestety Ipad został wyłączony a towarzystwo nie jest zainteresowane zrobić upgrade. Dzwonię na telefon stacjonarny, który posiada kilka słuchawek. Zrozumiałe jak 2+2 że jest na ciągłym podsłuchu. Jeśli mamusia lub ja wypowiadamy słowo niezgodne z wyobrażeniami, szpicla – podsłuchiwacza w przeciągu sekundy stoją i wrzeszczą na mamusię. Nie mam możliwości obronienia mamusi bo jestem na słuchawce, której w momencie krzyku nikt do ucha swojego nie podnosi.

Cenzura i wszelki monitoring jest w ciągłym użyciu.

Rozłączyłam się, później tel był niedostępny.

Wiem, że mamusia im przeszkadza. Gdy byłam ostatnio w 2019 roku wszystkie badania mamusi wykonałam, zastrzyk na ostoporozę również otrzymała (działał 6 miesięcy). Byłyśmy kilkakrotnie u psychologa, który stwierdził wczesne otępienie starcze. Moje ćwiczenia z mamusią dotyczące kolorów, zakończenia zdania lub wyrazu wykreskowanego, spotkały się z wyśmiewaniem i mnie i mamusi od idiotek. Szukałam pomocy rówież, ale dochodząca pomoc prywatna okazała się oszustką. Pomoc polegała na odkurzeniu mieszkania, zrobieniu zakupu wędliny lub mięsa bo podstawowe artykuły spożywcze mamusia sama kupowała w osiedlowym sklepiku. A państwowa pomoc się nie należała (jeszcze w tamtym czasie chodzącej osobie) ponieważ, mieszka z rodziną, która to powinna, w razie potrzeby zabezpieczyć opiekę.

Ale nie przeszkadzało wzięcia 75% domu letniskowego i schowania testamentu jaki mamusia sporządziła. Biorąc testament (mam 2gi egzemptarz) – będę się mamusią opiekować i inne bla bla bla. Jak widać są rózne poglądy na udzielanie opieki.

Przyszedł covid i jeszcze bardziej zamieszał. Aby jeszcze bardziej zrobić tragicznie, siostra ze szwagrem obecnie siedzą w domach bo już emeryci, nie mając co z nudnym swoim życiem zrobić, znaleźli zabawę o nazwie ..dokuczanie starej…a najstarsza wnusia swoim rodzicom wtóruje.

Cierpię z tego powodu.

Nie mam możliwości pomocy.

napiszę o (nie marzeniu) pragnieniu

normalnej rodziny. Dorastałam w szczęśliwej (można powiedzieć) rodzinie. Mamusia niepracująca, zajmująca się na co dzień domem. Tatuś pracujący lecz często wyjeżdzający w delegacje, mimo to zawsze znalazł czas dla swoich trzech córek. Czas płynął, aż stałyśmy się dorosłymi panienkami. Już wtedy zauważałam, że nie jesteśmy ze sobą blisko. Zabrakło między nami tego czegoś, co łączy i wiąże. Jako druga (średnia) siostra, krążyłam między starszą i młodszą. Starsza błąkająca się i gubiąca w swoich marzeniach, młodsza rozpieszczona do granic możliwości, uważała że jej się wszystko należy o tak. Pstryknąć palcami i się stanie niebo złociste. Rodzice mieli ogród przydomowy, pieliłam, sadziłam i cieszyłam się, że mamusi pomagam. Kiedyś wspominałam, że mamusia moja była i jest egocentrycznką, co nie przeszkadzało i nie przeszkadza mi, w okazywaniu miłości.

Żeby, nie mąż który pracuje po przeciwnej stronie korytarza w swoim biurze, płakałabym jak bóbr.

To Tatuś był tą osobą scalającą rodzinę, to on pochylał się nad zranionym kolanem i szorowaniem pleców. Często wyjeżdzaliśmy na wycieczki do lasów i nad jeziora.

Z chwilą kiedy Tatuś zmarł (bo nie odszedł, odszedł to znaczy że może wrócić)wszystko wywróciło się do góry nogami. Zmarł “dzięki” starszej i młodszej. Starsza spowodowała, że spadł ze strychu. Zabrała drabinę po której tam wszedł. Młodsza wykończyła Tatusia wyzywając od h… aż przepisał na nią swój dom (mój rodzinny), zostawiając sobie tylko minimalną część. Po otrzymaniu tego co chciała, młodsza czekała na śmierć swego ojca. Czy zaprzestała używać okropnych słów, nie.

Zasłużył na szacunek, zasłużył na miłość, której od dwóch córek nie otrzymał.  Trzeba znać historię rodziny, a tego nie da się poznać jedynie z literek, to trzeba przeżyć jak ja to przeżywam,  to jest mój ogromny ból, żal i tragedia.

Moja mamusia,  też nie zasłużyła sobie na takie traktowanie jakie w tej chwili otrzymuje. Młodszą z córek kochała bardzo, pyłki zdmuchiwała, nie powiem ja też … w szkole podstawowej na przerwach, biegałam i sprawdzałam czy nie dzieje się jej, żadna krzywda. Stałam na pół piętrze, na schodach i obserwowałam.

Nikt nie zauważył że rośnie samolób, człowiek bez serca, któremu będzie wszystkiego mało. Mieszkania, samochody, działki, dom już ma, zatraciła się w swoich majątkach. Jeszcze ja darowałam jej 25% domu piętrowego letniskowego,  po Tatusiu. MAŁO !!!!

Teraz za mało mamusinej emerytury. Z mamusią rozmawiam obecnie 2-3 razy w tygodniu. Poprzednio każdego dnia, stwierdziłyśmy, że potrzebuję ciszy i spokoju.

Chciałabym (pragnę)…..

aby moja starsza siostra, potrafiła rozmawiać, a nie krzyczeć. Przestała liczyć pieniądze które chciałaby wyszarpać od mamusi. Zeby zadzwoniła chociaż jeden raz na pół roku do mamusi. Nie zadzwoni. Mająteczku się chce.

aby moja młodsza siostra, przestała mamusię okradać, żeby dała mamusi trochę spokoju i chociaż raz na miesiąc normalnie spytała jak się czuje. Takie coś, nie nastąpi. Według niej, mamusia za długo żyje. Mamusia 13 września skończyła 91 lat i w dalszym ciągu dzwoni do mnie używając skypa, zainstalowanego w ipadzie.

A czego chcę dla siebie?

To co mam w zupełności mi wystarczy.

Jedynie chciałabym (pragnę) aby mój syn wyzdrowiał.

 

 

Żadne pieniądze świata, żaden majątek nie zrobi człowieka szczęśliwym, jeśli w sercu szczęścia brak.