W moim ogródeczku….🌷

No właśnie. Jeszcze nie wiem jaki będzie ten poniedziałek.

Dopiero wypiłam poranną kawę. Jeszcze w szlafroku wyszłam na deck i oparta o balustradę podziwiałam moje bogactwo kwiatowe. A z każdym dniem tego bogactwa mi przybywa. Buzia się śmieje do widoków a z ust wydobywa się głośne szczęśliwe westchnienie. Jeszcze 2 lata temu pokazywałam (przez skype) mamusi, moje kwiaty. Cieszyła się patrząc, uśmiechała i podziwiała. Dziś tylko powiedziałam ciuchutko ….Mamusia, zobacz jak pięknie… Bo mam pięknie i to wszystko z pracy moich rąk.

Dziś mam wolne od pracy zawodowej. Na tę chwilę zostawiłam back yard. Wyszłam do front, bo o ta część yardu potrzebuje „dotknięcia”. Wspominałam kiedyś nie mam planów jako planu prac na papierze. Gdzie i kiedy i co posadzę, posieję. Co upiększyć lub dokończyć względnie, rozpocząć nowe prace. W trakcie prac mi tak jakoś wychodzi.

W niedzielę byłam u starszej córki MM. Poprosiła aby coś zrobić z jej mini ogródkiem. Nie wiel mi się udało ale z tego co było to wyczarowałam nawet przyjemny ogródeczek. Najważniejsze że się jej podoba.

Psiak znalazł sobie już miejsce. U mnie też zrobił sobie legowisko pod azalią. Teraz jak u nas przebywa to ma wydzielone miejsce do kopania, rycia i spania w ciągu dnia w innej częci ogrodu. Potrafi ryć bardzo głębokie jamy.

Jutro będzie padać, z moich zaplanowanych prac polowych nic nie wyjdzie. Po pracy będę odpoczywać, należy mi się.

Poniedziałek już się kończy. To był bardzo pracowity dzień, dał mi wiele radości.

What kind of people are they …

Dzwonić nie przestaję, mimo że wiem. że tel u mamusi jest wyłączony. Przykro mi, że mamusia czeka na mój tel. Zawsze przed telefonicznym rozstaniem, uprzedzałam …..jeśli nie będę dzwonić to nie znaczy, że Ciebie zostawiłam, mamusia pamiętaj, ja ciebie nigdy nie zostawię… mówiłam połykając łzy. Ten dzień nastąpił, aż trudno uwierzyć, że córka może tak życie uprzykrzyć swojej matce.

Za długo żyje.

Już porobiła plany remontu w mieszkaniu mamusi.

A stara nie chce z tego świata się zwinąć.

Jeszcze na początku marca zamawiałam online maść na kolana mamusi. Państwo Sz. Nie byli zainteresowani ani kolanami ani maścią. Po podmarowaniu kolan mamusia czuła wielką ulgę.

Po 6 marca zostałam odłączona. Jedyna osoba z którą namusia mogła porozmawiać została zablokowana. Mamusia żyje, ale w takich warunkach jakie fudnduje jej własna najmłodsza córka, włącznie z praniem mózgu, demencja się znacznie pogłębi a to nie znaczy, że umrze na pstryknięcie palcami jak Panstwo Sz. sobie życzą.

Mamusia umrze, a z nią emerytura mamusi, którą zabierają od marca 2020 roku. Emetytura jest w wysokości 2800zł. Do marca 2022 roku opłacałam mamusi gaz, którym ogrzewała swoje mieszkanie. Korytarz, kuchnia, łazienka i trzy pokoje. Opłacałam przez okres 12 lat. To była moja pomoc finansowa. To była pomoc dla mamusi ale nie dla Państwa Sz.

I tutaj jest pies pogrzebany. Moja pomoc się skończyła i Państwo Sz. z mamusi emerytury, od m-ca marca zmuszeni są opłacać rachunki za gaz. Zbuntowali się i wyłączyli mamusi telefon, za który mamusia co miesiąc płaciła i płaci, a z którego oni również korzystali. To jest kara za brak subordynacji z mojej strony.

Mówią… karma wraca. Kiedy i do kogo?

Moi rodzice nie zasłużyli na takie traktowanie.

Niczym nie zasłużyli.

Młodsza była rozpieszczona, ale my wszyscy ją ulgowo traktowaliśmy. Była nie tylko piękniutka ale i zdolniacha.

Starszej wszystko zawsze darowano. Wiedziała o tym i wykorzystywała. Nawet doszczętne rozwalenie tatusia samochodu jej się upieklo.

Ja byłam pomiędzy. Miałam swoje życie od najmłodszych lat. Żyłam jak to się mówi, po swojemu. Serce i logika mną kierowały i innego pomocnika do tego nie potrzebowałam.

Widziałam jak obie moje siostry wykorzystywały rodziców. Ale co mogłam na to poradzić. Moi rodzice kochali nas i oddali by wszystko aby córki były szczęśliwe. Tylko ja żadnej pomocy nie potrzebowałam. I nie potrzebuję. Nie stoję za plecami mamusi i nie żądam przepisania części milionowego domu na mnie. Bo za moją namową mamusia napisała testament na rzecz młodszej siostry. Byłam w Polsce w 2019 roku mogłam mamusie poprosić o zmianę testamentu. Tylko po co? Jestem szczęśliwa bez majątków, majątki nikogo nie uszczęśliwią jeśli w sercu ma się jad żmij.

Więc, Państwo Sz. otrzymają po śmierci mamusi te trzy pokoje z kuchnią, łazienką i korytarzem. Stracą emeryturę mamusi, a muszę zaznaczyć że sami są już emerytami.

Na zdrowy rozum. Powinni taką opieką otoczyć starą matkę aby jak najdłużej żyła bo …. siostry emerytura nie jest w wysokości 2800zł.

Wiem, że mamusia czeka na mój tel. Ja dzwonię. Nie rezygnuję. Mam nadzieję.

Dziś….telefon był wyłączony.

Może jutro mi się uda.

Telefoniczna rozmowa

Troszeczkę obawiałam się tej rozmowy. Właściwie nie rozmowy lecz głuchego, nie odebranego telefonu. Ileż to razy dzwoniłam i nikt nie odbierał a za którąś próbą, było pstryk i cisza. Wiem, wyłączali i nie było silnych.

W 2019 i na początku 2020 roku kiedy to wirus szalał, rozmawiałam z mamusią przez skypa. Później trzeba było wgrać nową wersję skypa ale nikt nie był zainteresowany aby mamusi pomóc. Bez nowej wersji też rozmawiałyśmy, ale już dzwonek skypa nie działał. Mamusia miała moją polską komórkę. Zostawiłam bo mamusi komórkę starsza zabrała mówiąc…a po co starej komórka, nigdzie i tak nie dzwoni… Więc zostawiłam swoją, i mogam zadzwonić do mamusi i powiedzieć…mamusia odbierz skypa…. Naciskała tam gdzie powinna, rozmawiałyśmy, ćwiczenia robiłyśmy. Pokazywałam mamusi kwadrat, koła, prostokąty i inne obrazki, pytałam … co to jest…, rozpoznawała kolory, uzupełniała mamusia zdania, bawiłyśmy się w szubienicę. Wspaniała zabawa i śmiechu było bardzo dużo. Do każdej rozmowy/lekcji musiałam sie przygotować. Siostra z mężem, pokazywała się na chwilę na ekranie skypa i wyśmienwała nas. Nie zwracałam uwagi, robiłam swoje. Aż tu nagle skype wyłączony, mamusi telefon wyłączony, moja kmórka również. Cisza. Dzwoniłam do mamy brata z prośbą o wykonanie telefonu do mamusi. W ten sposób dowiadywałam się o mamusi stanie zdrowia. Starsza pojechała na wakacje do Polski. Poprosiłam aby pomogła w kwestii Skypa. Niestety nie była ona zainteresowana pomocą starej matce. Podczas półrocznej przerwy w kontaltach z mamusią, wysyłałam smsy i emaile do młodszej i jej męża. Pisałam prośby o jakiekolwiek informacje o stanie zdrowia mamusi do siostrzenicy. Jak groch o ścianę. To były długie miesiące. Dzwoniłam każdej soboty lub niedzieli z nadzieją,że jednak…. Aż pewnego dnia usłyszam głos mamusi. Jakaż byłam szczęśliwa. Głos młodszej… przestań pieprzyć głupoty bo cie wyłączę!!!! Nie zrozumiałam , mówiła do mnie czy do mamusi. PO pół roku to była już inna mamusia. Zastraszona, cicha, i zrezygnowana. Demencja posunęła się do przodu. Nie mogła mówić o swoim zdrowiu, nie mogła mamusia mówić o niczym oprócz pogody. Nie pozwolono jej. Po kilku tygodniach mamusia chciała spytać…a Krysia gdzie są moje pieniądze….w tym momencie wpadła „żandarmeria” młodsza z mężem i wyzywali mamusię od kurew. Nie słyszeli mnie, rozłączyłam się. Jak mi było przykro i smutno, wyszłam na deck i popłakałam się z bezradności. Zabierali mamusi emeryturę, a ona chciała chociaż 100zł żeby jej zostawili…krysia chociaż 100zł…mówiła. Z emerytury 2600-2700 po waroloryzacji nawet nie wiem ile tam jest w tej chwili. W 2019 roku miała 2600 bez 5 zł.

Aby ukarać mnie i mamusię, „żandarmeria” odłączała kontakt telefoniczny na 2-3 tygodnie. W tym czasie robiono mojej mamie wodę z mózgu, dosłownie a nie w przenośni. Była i jest psychicznie maltretowana.

Postanowiłam dziś zadzwonić, niczego dobrego nie spodziewałam się. Telefon dzwonił bardzo długo i już chciałam zrezygnować. Aż tu słyszę w oddali głos „zandarmerii”. >>>masz jej powiedzieć, słyszysz.. syczenie w stonę mamusi. …masz trzymaj, jak trzymasz, ty nic nie umiesz, powiedziałam tak trzymaj!!!! Ile w tych słowach było nienawiści, złości, chamstwa to tylko ja słyszałam, wąż mniej syczy niż tych dwoje.

Na moje słowa…mamusia, mamusia jak się czujesz?… oj krysia, oj krysia…mamusia zaczęła płakać. Powstrzymywałam swoje łzy, pocieszałam, uspokajałam, mówiłam łagodnie połykając łzy i doprowadzając moje napięte nerwy i rozkołatane serce do stanu spokoju. Demencja posunęła się jeszcze bardziej. Mamusia „żandarmerii” nie rozpoznaje, to jest TA KOBIETA, TEN MĘŻCZYZNA. Zapomniała, że ma młodszą córkę, nie pamięta kto mieszka w NY, ONI TAM. bardzo długo mamusi słuchałam, opowiadała o księżycu. Cieszyła się, uśmiechała i opowiadała. Przypomniała swego brat i nazwała go po imieniu. Chciałaby uciec z tego domu ale powiedziała coś w tym rodzaju. Krysia jak będziesz dzwonić drugi raz to mnie już tu nie będzie, ja sie wyprowadzam.

– mamusia nie martw się ja ciebie znajdę – odpowiedziałam. Na te słowa z uśmiechem odpowiedziała TAK?…

Mogę podejrzewać, że „żandarmeria” zastrasza mamusie, że umieści ją w domu opieki. Analizowałam wiele opcji. Gdybym pojechała: nie zrezygnują z mamusi emerytury i nie dopuszczą mnie do niej nawet wzywając policję. Musiałabym założyć sprawę sądową abym mogła mamusie odwiedzać. Mamusia dla spokoju sama by zrezygnowała z tych odwiedzin, a ja nie mogę pozwolić na tortury psychiczne. Mamusia wprawdzie mówi o wyprowadzce lecz dom opieki pozbawi tych dwoje mamusi emerytury, więc to jest tylko zastraszanie aby siedziała cicho. Teoretycznie mogłabym założyć sprawę sądową, ale mamusia nie dożyje zakończenia. W tym roku będzie miała 93 lata. „Żandarmeria” nie podda się tak łatwo i nie szybko. Jakakolwiek przeprowadzka zabije mamusie. Wygrana i zabranie mamusi z jej domu byłoby morderstwem z premedytacją.

MAM ZWIĄZANE RĘCE.

CIERPIĘ WRAZ Z MAMUSIĄ.

CZASAMI ŚMIERĆ JEST WYBAWIENIEM.

Telefoniczne rozmowy

Wczorajszy dzień to właściwie przespałam. Na przemian, budziłam się i spałam, spałam i budziłam się. Czułam się bardzo zmęczona i wykończona. Noc przespałam bez żadnych niespodzianek.

O poranku. Pierwsze spojrzenie w lustro. Spuchnięta ale bez kolorowych siniaków. Po południu, mogłam się udać do lokalnej meksykańskiej restauracji celem uczestniczenia w urodzinach niemęża mojej córci.

Jutro niedziela to oczywiste, że mam wolne. Poniedziałek wolny. ożliwe, że i wtorek będę miała wolne. Zobaczymy jak będę się czuła i czy opuchnięcie zejdzie. Rany goją się i mam nadzieję, że wolny wtorek nie będzie mi potrzebny.

Dziś dzwoniłam do mamusi. Demencja przeplata się z rzeczywistością. Trudno momentami się porozumieć. Ale daję radę, nie jest łatwo kiedy rozmowa jest na podsłuchu. Lepiej tak niż, żebym zostawiła mamusię bez rozmów. Starsza wogóle nie dzwoni, młodsza nie zajmuje się takimi sprawami jak rozmowa z matką. Mojej mamusi została rozmowa tylko ze mną. Raz w tygodniu wprawdzie, lepsze to nic wogóle, tak jak to było przez 5 miesięcy. Odłączyli mamusię od ipada/skypa, wyłączyli telefon i tylko od mamusi brata otrzymywałam informacje o jej zdrowiu. Teraz mamy kontakt telefoniczny. Podobno chcą mnie finansowo ukarać. Nie szkodzi. Nie narzekam, mogę płacić za połączenia telefoniczne aby mamusia miała ze mną kontakt. Przykre to wszystko jest, bo nie tylko chodzi o połączenia. Tłumaczę mamusi wiele spraw np. dlaczego jej emeryturę zabierają, dlaczego jak ręce ją bolą i utrzymać łyżki nie może to talerz zabierają z niedokończoną zupą, dlaczego dają jedynie jedną buleczkę kiedy prosi o dwie. Między tym narzekaniem przeplata się dom w którym się wychowała i na młodszą i jej córkę mówi dwie blondyny tutaj mieszkają. Opowiada mi też, że blondyny obgadują mnie. Po jakimś czasie wraca do rzeczywistości aby za chwilę spytać gdzie jej rodzice teraz mieszkają. Tak mija mi godzina rozmowy, tłumaczenia i słuchania.

Dużo czytam o demencji i uczę się prowadzenia rozmów z takimi osobami. Nie jest łatwo, potrzebna jest anielska cierpliwość.

Przykro mi, że młodsza dając słuchawkę mamusi wydziera się i kurwami rzuca. Niestety mamusia nie odbierze już telefonu, mówi że słuchawka jest maleńka i nie widzi gdzie ma nacisnąć. Aparat telefoniczny który kupiłam 2 lata temu dostosowany był dla osób starszych, został wyrzucony.

Co za świat, co za ludzie?

Mamusia chce już umrzeć. Tylko to umieranie jej się przedłuża. Na urodziny 13 września miała kwiatki od młodszej, miała też awanturę z wyzwiskami. Młodsza wraz ze swoim mężem, zapomiała się, byłam po drugiej stronie telefonu, słyszałam. Awantura była o kromkę chleba, którą mamusia położyła na łóżku i przykryła kocem.

Czasami jest lepiej umierać z daleka od rodziny.

Zmiana planów

Wiem, że muszę w tym roku jechać do domu. Jest wiele spraw do załatwienia po zmarłym ex. Chociażby zdjęcie na pomnik przykleić. W 2019 niestety nie zdążyłam. Sprawa spadkowa ze względu na covid toczyła się ponad rok. Dzieci moje są jedynymi spadkobiercami, wizyta w Polsce jest konieczna. Jeśli mamusia dożyje i się doczeka, to chciałabym zobaczyć ją jeszcze żyjącą. Niestety, do dnia dzisiejszego nie mam z mamusią kontaktu, ostatni był 10 stycznia. Wszystkie rozmowy były i są przez siostrę i zięcia nagrywane. 10 stycznia mamusia powiedziała, że jestem jedyną osobą z którą rozmawia bo gdybym nie ja, to nie miałaby do kogo buzi otworzyć. Moim zdaniem to wystarczyło, aby siostrę histeryczkę do szewskiej pasji doprowadzić. Jak dzwonię na jej numer to telefony wyłącza. Mamusi ipad jest, śmiem przypuszczać schowany albo zabrany lub specjalnie wyłączony. Zięć przeglądał każdego dnia ipad i szykanował mamusię, teraz mogli posunąć się o krok dalej. Nie mam dowodów na te szykany, wyzwiska, poniżenia, tak jak nie miałam kiedy Tatusiem poniewierała. Ciężko pomóc jeśli mieszkam daleko. Starsza w tamtym czasie mieszkała w Polsce lecz osobowość ma strachliwą, za to w gębie mocna. Co ona może zrobić ostatecznie …nic nie zrobiła. W tamtym roku była w Polsce w sierpniu. Zabrała mamusię do siebie i skleroza zrobiła zimny prysznic dla mamusi. Dobrze, że mamusia nie zachorowała. Zamiast pozwolić mamusi skorzystać z prysznica na parterze to zaprowadziła mamusię na piętro. Bo co? bała się że mamusia prysznic na parterze zabrudzi? A na piętro mamusia szła po schodach na czworaka. A później, starsza  opowiadając mi się śmiała. Kanalje a nie córki. Jest mi ciężko. Bo wiem że mamusia czeka na mój telefon a ja nic zrobić nie mogę. Patrząc realnie,  nie mam żadnych dowodów na znęcanie się psychiczne, bo zakupy robią, jeden raz dziennie jedzenie dają i można by powiedzieć nic się nie dziej. Tylko przemoc psychiczna nie jest widoczna, to nie są siniaki, połamane ręce czy też oczy podbite.

Wiem, że nikt nie złożył nanusi  życzeń na Dzien Babci,  nawet ta wnuczka, która była odepchnięta przez własną matkę a przygarnięta przez dziadków. Dziadkowie a moi rodzce oddali jej serce, zapominając o pozostałtch wnukach, a ona nawet w dzień Wigilijny nie złożyła życzeń, nawet przez uchylone drzwi nie krzyknęła …wszystkiego dobrego babciu… już zaraz będzie dwa lata jak się do mojej mamusi nie odzywa. Na moje prośby otrzymuje odpowiedź, że to nie jej sprawa. Ale jak studiowała w Łodzi,  to chętnie brała pieniążki. Trudno piwiedzieć, że nie rozumie sytuacji mając 41lat. Co za ludzie? Gdzie jest ich sumienie? Covid, covidem ale oni byli tacy w 2019 roku i wcześniej również. Nie życzę im niczego złego. Jak co roku na święta wysyłałam życzenia i paczki (zamawiane gotowe z polskich stron internetowych). Wywołałam tylko większą burzę nienawiści, a ja chciałam pojednania. W święta nawet zwierzęta mówią ludzkim głosem, okazało się, że to nie zwierzęta to bydło któremu nie przystoi być zwierzęciem.

Zawiniłam tym, że będąc w Polsce opiekowałam się mamusią i nie skorzystałam z lekarzy których nazwiska siostra mi wypisała na kartce i zarezerwowała wizyty. Nie chciałam iść do umówionych z góry lekarzy. Nie chciałam iść tam gdzie mamusię postrzegali by jako psychiczną,  zanim weszłaby do gabinetu. Prowadzałam do lekarzy z NFZ a nie prywatnych, z góry opłaconych. Siostra poczyniała kroki aby wsadzić mamusię do psychiatryka lub ubezwłasnowolnienia. Świadków na to miałam i mam, te osoby były w ogromnym szoku. Mamusia przeszkadzała i przeszkadza bo zajmuje 3 pokojowe mieszkanie z łazienką, kuchnią i korytarzem. Nie nie, szwagier z siostrą na siedzą w jednopokojowym mieszkanku, ma salony.  Ale to zawsze jest za mało.

Piszę to, bo mnie boli, boli moje serce, że jestem bezsilna. Sądy nie pomogą, są opieszałe a mamusia jest już mało chodząca. Nikt namusi nie zawiezie do sądu jak nikt nawet do lekarza przez ponad rok nie zawiózł. Jeśli nie ma wizyt to przynajmniej telefonicznie, ale i tego nikt nie załatwił i nie załatwi. Mamusię bolą ręce i z tyłu szyja. Naciera maścią jaką jej przesłałam ale i ta maść się kończy. W Polsce już można kupic identyczną maść,  ale kto kupi. Nie ma nikogo. Mamusi bracia są również starzy i schorowani.

Patowa sytuacja.

Dawno temu, jak zmarł Tatuś proponowałam mamusi, że ją zabiorę do siebie.

…chcę umrzeć w Polsce i być w Polsce pochowana…

Ale czy ta Polska potrzebuje takiego poświęcenia, cierpienia?


Dziś telefony w dalszym ciągu milczą.


Po dzisiejszej rozmowie z adwokatem, nie ma potrzeby abym leciała do Polski w tym roku.

To jest pocieszające i nie pocieszające. Nie będę musiała się jeszcze szczepić, bo przed wylotem zamierzałam to uczynić. W przeciwnym wypadku musiałabym siedzieć dwa tygodnie na kwarantannie. To po to lecieć i siedzieć zamknięta w domu? Zaszczepić się? Nie jestem na całkowite NIE.

Nie zobaczę mamusi.

NIE TERAZ.  Zastosuje się do zaleceń mojej lekarki.

Z tego wynika, że nigdzie nie lecę. Muszę bombardować siostrę telefonami i smsami aby umożliwiła mi kontakt z mamusią. Co będzie? No bardziej to już ona chyba mnie nie znienawidzi. Od jutra będę zakłócać jej zakłócony spokój przez mamusię.

W kuchni wydają rosołek….

Choineczka stoi. Tak, tak stoi i ma się wspaniale. Odkurzałam przed sylwestrem. Aż trudno uwierzyć, że się nie osypuje. Ozdoby jeszcze moje oczy cieszą i to wszystko zatrzymam do 20 stycznia. Pierwszy raz tak długo. Zacznę porządkować po córci urodzinach.

W ubiegłym roku choinkę wyniosłam około 10 stycznia. Sypała się i wyglądała tragicznie. Chyba to był pierwszy odbior choinek przez śmieciarki.

Tą popiłuję sama i zapakuję do worów, problemu nie widzę, mam też w domu trzech facetów. Któryś będzie musiał znaleźć czas,

Dziś dodzwoniłam się do mamusi. Tylko 30 razy próbowłam, tak jednym ciągiem. Ponieważ kilka razy, po kilka razy było, ale tego nie liczę.

Rozweseliłam, uspokoiłam, wytłumaczyłam i po godzinie się rozstałam. Od jakiegoś czasu wyjątkowo pięknie mi dziękuje, że o niej nie zapominam, bo z nią nikt nie rozmawia, że ma mnie tylko jedną. Życzy mi dużo zdrowia i ogólnie…

Wiem, że się boi, jak by coś się stało ze mną, zostanie sama samiusieńka wśród ludzi. To jest jej koszmar a za razem i mój. To nie jest tak, że mamusię uzależniłam od siebie. Nie! Jeśli ktoś nie ma nikogo to chociaż trzyma psa lub kota do ktorego mówi i wierzy, że to zwierze rozumie każde słowo. Nikt zwierzęciem nie był i nie może powiedzieć, co zwierze czuje, słyszy i jak odbiera nasze słowa. Naukowcy mogą pisać a ja powtórzę, żaden człowiek nie był zwierzęciem i niech snuje swoje teorie ale to jest: tak albo siak.

Mamusia nie może mieć kota ani psa. Mieszkanie mamusi było odkurzane w sierpniu i to był ostatni raz. Łazienka z toaletą wymyta w sierpniu i to był ostatni raz. No cóż, pieniądze jak to się mówi nie śmierdzą a sedes mamusi już tak. No cóż, młodszej siostry córka, już zapowiedziała ….. ja wami opiekować się nie będę …..skierowała te słowa do swojej matki i mego szwagra i wyprowadziła się do bloku.

Nie daleko pada jabłko od jabłoni.

Czym skorupka za młodu nasiąknie.

Nie zawsze te przysłowia się sprawdzają, bo w pełnych kochających się rodzinach urodzić się może “gen” nie z tego świata, który “umili” życie rodzinie. A z genami nie podyskutujesz. Taki brzdąc jeszcze nie chodzi, jeszcze nie mówi, a swoje zdanie na każdy temat już ma. A to mleko za zimne – pić nie będzie, soczku marchewkowego też nie. Pielucha mokra da znać, a jakże i jak donośnie. Umie ten brzdąc rodzinę postawić na nogi i rozstawić po kątach. Normalny terorysta. 😁

Nie spostrzeże się ojciec jak mu srajdun fajki będzie podkradać.

…. jak ty ojciec stówy nie dasz, to powiem mamusi że fajkami mnie częstowałeś hahaha


Czekając na moment wrzucania marcheweczki do garka, stukam w literki.

Dziś będzie rosołek!!!!

Mięsko kurczacze ugotowałam, wyjęłam i dwoma widelcami poszarpałam i z powrotem do gara wrzuciłam. To dopiero zupa będzie!!!!

W zupach z makaronem lubie dwa gatunki makaronu. Dziś nitki i pastina. Pachnie rosołek, pachnie.

Musi wszystkim wystarczyć!!!!

A tych ludziów jest u mnie jak na przystanku kolejowym tylko… w zawieje śnieżną. Dam radę z nakarmieniem tego orszaku. 😁

napiszę o (nie marzeniu) pragnieniu

normalnej rodziny. Dorastałam w szczęśliwej (można powiedzieć) rodzinie. Mamusia niepracująca, zajmująca się na co dzień domem. Tatuś pracujący lecz często wyjeżdzający w delegacje, mimo to zawsze znalazł czas dla swoich trzech córek. Czas płynął, aż stałyśmy się dorosłymi panienkami. Już wtedy zauważałam, że nie jesteśmy ze sobą blisko. Zabrakło między nami tego czegoś, co łączy i wiąże. Jako druga (średnia) siostra, krążyłam między starszą i młodszą. Starsza błąkająca się i gubiąca w swoich marzeniach, młodsza rozpieszczona do granic możliwości, uważała że jej się wszystko należy o tak. Pstryknąć palcami i się stanie niebo złociste. Rodzice mieli ogród przydomowy, pieliłam, sadziłam i cieszyłam się, że mamusi pomagam. Kiedyś wspominałam, że mamusia moja była i jest egocentrycznką, co nie przeszkadzało i nie przeszkadza mi, w okazywaniu miłości.

Żeby, nie mąż który pracuje po przeciwnej stronie korytarza w swoim biurze, płakałabym jak bóbr.

To Tatuś był tą osobą scalającą rodzinę, to on pochylał się nad zranionym kolanem i szorowaniem pleców. Często wyjeżdzaliśmy na wycieczki do lasów i nad jeziora.

Z chwilą kiedy Tatuś zmarł (bo nie odszedł, odszedł to znaczy że może wrócić)wszystko wywróciło się do góry nogami. Zmarł “dzięki” starszej i młodszej. Starsza spowodowała, że spadł ze strychu. Zabrała drabinę po której tam wszedł. Młodsza wykończyła Tatusia wyzywając od h… aż przepisał na nią swój dom (mój rodzinny), zostawiając sobie tylko minimalną część. Po otrzymaniu tego co chciała, młodsza czekała na śmierć swego ojca. Czy zaprzestała używać okropnych słów, nie.

Zasłużył na szacunek, zasłużył na miłość, której od dwóch córek nie otrzymał.  Trzeba znać historię rodziny, a tego nie da się poznać jedynie z literek, to trzeba przeżyć jak ja to przeżywam,  to jest mój ogromny ból, żal i tragedia.

Moja mamusia,  też nie zasłużyła sobie na takie traktowanie jakie w tej chwili otrzymuje. Młodszą z córek kochała bardzo, pyłki zdmuchiwała, nie powiem ja też … w szkole podstawowej na przerwach, biegałam i sprawdzałam czy nie dzieje się jej, żadna krzywda. Stałam na pół piętrze, na schodach i obserwowałam.

Nikt nie zauważył że rośnie samolób, człowiek bez serca, któremu będzie wszystkiego mało. Mieszkania, samochody, działki, dom już ma, zatraciła się w swoich majątkach. Jeszcze ja darowałam jej 25% domu piętrowego letniskowego,  po Tatusiu. MAŁO !!!!

Teraz za mało mamusinej emerytury. Z mamusią rozmawiam obecnie 2-3 razy w tygodniu. Poprzednio każdego dnia, stwierdziłyśmy, że potrzebuję ciszy i spokoju.

Chciałabym (pragnę)…..

aby moja starsza siostra, potrafiła rozmawiać, a nie krzyczeć. Przestała liczyć pieniądze które chciałaby wyszarpać od mamusi. Zeby zadzwoniła chociaż jeden raz na pół roku do mamusi. Nie zadzwoni. Mająteczku się chce.

aby moja młodsza siostra, przestała mamusię okradać, żeby dała mamusi trochę spokoju i chociaż raz na miesiąc normalnie spytała jak się czuje. Takie coś, nie nastąpi. Według niej, mamusia za długo żyje. Mamusia 13 września skończyła 91 lat i w dalszym ciągu dzwoni do mnie używając skypa, zainstalowanego w ipadzie.

A czego chcę dla siebie?

To co mam w zupełności mi wystarczy.

Jedynie chciałabym (pragnę) aby mój syn wyzdrowiał.

 

 

Żadne pieniądze świata, żaden majątek nie zrobi człowieka szczęśliwym, jeśli w sercu szczęścia brak. 

 

 

Nie zrozumiesz jeśli nie przeżyjesz

Nie sądziłam, że będzie mi tak trudno, będę zmęczona i będę chciała aby mnie ktoś chociaż na jeden dzień zastąpił. Nie jest łatwo opiekować się zdalnie starszą osobą, robię to od listopada. Każdego dnia conajmniej 1 raz dziennie dzwonię i jestem na łączach najkrócej 1 h. Bywa , że jestem przez ponad 4 godziny w kontakcie z mamusią. Międzyczasie potrafi usnąć, przyjąć tabletki, ugotować zupę, wypłakać się, odarować mnie niezliczonymi historiami swego życia które słyszę po raz kolejny, ponarzekać, poudawać, pookłamywać. Wszystko przytrafi się nam w ciągu tych 4,3,2,1, godziny.
Jak to się stało, że spadło to na mnie? Nie wiem, widocznie tak musiało i musi być. Podobno Bozia nam tyle przeznacza ile możemy udźwignąć. Młodsza nie powiem, pomagała, ale pomagała kiedy mamusia sama chodziła do sklepu, w ogródku warzywa siała i owoce zbierała, przetwory robiła, gotowała i piekła i siostrę ze szwagrem, obdarowywała. Pieniądze pożyczała, na wieczne oddawanie. Siostry pomoc skupiała się na …. gadaniu …ja pomagam….Teraz moja mamusia nie ma nikogo przy sobie. Starsza uciekła do NY obrażona o majątek, młodsza obdarowana majątkiem obrażona, że stara matka nie chce umierać.
Przed odjazdem znalazłam pomoc dla mmamusi, lecz ta pomoc zamiast pomagać, wpadała jak po ogień a właściwie po zainkasowanie kasy i już jej nie było. Jeszcze pod koniec grudnia mamusia się dobrze czuła i odwiedzała sąsiadkę oraz robiła zakupy w osiedlowym sklepiku.
Styczeń był gorszym miesiącem, szwagier robił awantury, nawet jak byłam obecna na skype. Że mamusia stara, plotkuje, nie pamięta, niech pieniądze odda…. ja nie jestem jeszcze w wieku swojej matki ale też już nie pamiętam czego właściwie te awantury dotyczyły. Na początku marca wbiegła młodsza z awanturą, że chce mamusi,  już nie chodzącej a posuwającej nogi i trzymającej się laski, zrobić kontrolę w szafkach, szafach, łóżku i pod. Mamusia wstała i zagrodziła drogę, bo niby z jakiego powodu kontrolę? Mamusia została popchnięta. Tylko w jakim celu miała być ta kontrola? Poprzez ten krzyk na skype zrozumieć nie mogłam, niby coś mamusia chowa. No i chowa, emeryturę. Jeśli znajdą zabiorą a zakupów nie zrobią. Przed odjazdem kupiłam mamisi 10 kg cukru, soli, mąki, kisuele, budynie, różne soki z apteki, makaron, ryż, papier toaletowy, ręczniki kuchenne itp. Wykupiłam tabletki na receptę z wyprzedzeniem, lekarzom wyjaśniłam jaka sytuacja. Z tych zakupów mało co zostało. Młodsza zabrała do siebie.

Na drugi dzień zadzwoniła do mamusi najulubieńsza wnuczka (brak słów), jeśli będzie babcia miała jakieś problemy, niech do niej dzwoni. Super

Tylko, że telefonu nie odbierała.

Mieli moi rodzice 3 córki………,

Test dla starszej ….

Od powrotu do domu, dzwonię do Mamusi każdego dnia po 2razy, z rana i po południu mojego czasu. Nie ważne, gdzie jestem i co robię, słuchawka do ucha i jestem, można powiedzieć zajęta. Sklep, bank, biuro, prowadze samochód … dzwonię, rozmawiam, słucham. Jestem na bieżąco z jej małymi i większymi problemami. Większe to zdrowotne, małe sama sobie prostuje. A są to braki w zakupach żywności, więc dwa razy w tygodniu wychodzi do osiedlowego sklepiku. Sklepik osiedlowy jest nastawiony bardziej na smakoszy trunków wysokoprocentowych, więc nie jest odpowiednio zaopatrzony w artykuły spożywcze. Chleb, bułki, czasami ziemniaki i zdechły ogórek się trafi mojej mamusi, z tego też jest zadowolona. Córka sąsiadki dokupuje mamusi czasami jakieś mięsko i jest ok. Mamusia zmieniła nastawienie do reszty swojego życia i uważa, że nie jest tak źle. Przed wyjazdem załatwiłam mamusi “opiekunkę” za duże słowo aby paniusię która odwiedzała mamusię tak nazywać. Zanim tę panią znalazłam, miałam kilka spotkań i wiele rozmów telefonicznych. Pani, to jest znajoma mego wujka. Jako znajoma może być, ale opiekunką do osób starszych (tak przynajmniej twierdziła) to jest a raczej była żadną. Od pierwszej chwili nie spodobała mi się ta pani. Coś mnie od niej odpychało. Na swoim przeczuciu nigdy się nie zawiodłam. Tym razem nie miałam wyjścia, musiałam uspokoić, uśpić, zabić moje przeczucie. Mamusia nie chodząca, żadnej opiekunki nie miałam, a wyjeżdżałam następnego dnia. Różne uczucia odnośnie paniopiekunki mną targały ale … nie miałam wyjścia.

Oczywiście że, byłam w opiece społecznej. Mamusia nie kwalifikowała się i nigdy się nie zakwalifikuje do takiej opieki, ponieważ, mamusi córka mieszka drzwi w drzwi. Mają jeden dom i jeden korytarz. Co tu dużo mówić, siostra młodsza, to jest człowiek … nie to nie jest człowiek, bo człowiek ma serce.

Pomijając siostrę i szwagra.

Zostawiłam mamusię na pastwę losu, tak jak wiele lat temu zostawiłam swoje dzieci. Swoich dzieci później nie widziałam całe 4 długie lata. Ale to inna historia i za tą historę mogę “podziękować” swojemu byłemu, którego ciało sprowadziłam z Irlandii i godnie pochowałam w Polsce.

A więc, targana wątpliwościami, pocieszałam mamusię w dniu swojego wyjazdu.

Pojechałam i łzy ukradkiem wycierałam.

Paniopiekunka okazała się cwaniarą. Umówiona kwota 25zł za godzinę była jak najbardziej płacona. Paniopiekunka powinna przebywać w ciągu dnia 2 godziny. Ile była? Maksimum 45 minut – bo się zawsze gdzieś spieszyła. Jeden raz odkurzyła, raz usmażyła naleśniki, raz usmażyła kotlety, na 2 miesiące pomocy? Spieszyła się, to na jakiś kurs, a to na działkę, a to do urzędu, a to na spotkanie. Ale…inkasowała i skwapliwie liczyła to co było …uzgodnione. W sumie 2 razy zrobiła zakup mięska. Moje prośby o przedstawienie dla mamusi paragonów zakupu na nic się zdały. Pani powiedziała ….ale mięsko było barrrdzooooo drogie….i kazała sobie płacić za kawałek mięska, z którego mamusia zrobiła 3 malutkie kotleciki 70 zł.

No nie wiem, może się czepiam, bo może to był jakiś kawałek z świeżo wytropionej sarenki. Chociaż jestem wrogiem zabijania sarenek.

Czarę przelało szperanie w mamusi szafkach. No i mamusia poprosiła o rezygnację. Dzwonię do paniopiekunki. Paniopiekunka się nie daje , więc jasno stawiam sprawę … nie przychodzić bo nikt nie zapłaci…

Posłuchała?

Przybiegła na drugi dzień do mamusi ale nikt jej nie oczekiwał i mamusia nie zapłaciła.Ta paniopiekunka, można powiedzieć była osobą polecana. A co z tymi niepolecanymi?

Szwagier aby dokuczyć mamusi powiedział ….coooooo wygoniłaaa takkkk??? wygoniłaaaaa panią Zosie….Aby szwagier z siostrą nie doczekali takiej starości. Nikomu złego nie życzę, dla nich też nie.

Aby coś robić przez godzinę gadania na skype, wyszukałam testy na demencję. No i dawaj testować swoją mamusię. A co to za figura? A czy noga ma 4 krzesła? A jakie jest imię damskie od a do z😁. A czy ogórek to jest zwierze? A czym się różnią te kształty?

Mamusia zdała na piątkę i miałyśmy ogromną zabawę.

Stwierdzam że, żadnej choroby psychicznej mamusia nie ma. Chociaż… na zegarku odczyta i powie która godzina lecz na narysowanym na papierze zegarku, już ma kłopoty. Ale czego ja się czepiam 91 letniej osoby.

Wszystkim życzę takiej pamięci w wieku 91 lat a nawet lepszej. Wszystkim też życzę długiego życia, (zaznaczam) w dobrej kondycji fizycznej i umysłowej.

Niedowiary!

Wczoraj był Dzień Babci. Wszystkie wnuki, duże i małe składały życzenia, wręczały kwiatki i laurki. Nie jedna babcia dostała czekoladkę czy bombonierkę.

Moje dzieci nie miały szczęścia dodzwonić się do babci i wcale nie dlatego, że telefon “się urywał”. Moja mama miała bardzo przykre zdarzenie. Wychodząc do sklepu zamknęła drzwi na klucz, zresztą jak zawsze. Po powrocie nie mogła niestety ich otworzyć. Zablokowały się. Dopiero wieczorkiem mogła się położyć do łóżka i odpocząć. Zdenerwowana i spłakana, nie mogła zasnąć do rana. A to dzięki szwagrowi, który nie szczędził szyderstw, a i mi się oberwało (przez telefon). Nieprzyjemna sytuacja.

Dziś mamusia była w lepszym nastroju. Porozmawiałam, uspokoiłam. Mój syn będąc u mnie, złożył babci swojej życzenia i chwilę porozmawiał.

A do mojej córci…..moja mamusia sama zadzwoniła ze skypa!!!!

Kobieta która skończyła 90 lat!!!

Dlatego niedowiary.

Niedowiary, że po instruktażu na wideo, wyłączyła i włączyła moją komórkę oraz włączyła głośność.

Moja córcia również była bardzo zaskoczona, tym bardziej, że była w pracy. Córcia moja miała również możliwość złożenia życzeń, spóźnionych ale szczerych.

Mam nadzieję, że nie było wiele babć, które w Dniu Babci płakały.

Zastanawiam się, czy pomóc zmienić testament mamusi czy go zostawić.

Mamusia została oszukana. Mnie też szwagier z siostrą zwiodł na manowce.

….będziemy się opiekować, pomagać, będzie ci dobrze….

Nie wytrzymali 2 miesięcy, chęć zdobycia majątku przywróciła ich w kanalje.

Wszystkie babcie, jeśli piszecie testament, nikomu nie mówcie!!!!

Nie mówcie mi, że u was jest, czy będzie inaczej. Też tak myślałam!!!!Teraz tylko kasa się liczy!!!

Babcie bądźcie ostrożne, bardzo ostrożne.

Bezsenność

Ostatniej nocy jakoś mi się nie spało. Oczy zamknęłam po północy. Budziłam się, przewracałam z boku na bok. Raz było mi za gorąco innym za zimno. Śpię pod kocykiem elektrycznym, dodatkowo podgrzewacz pracuje, ogrzewanie w całym domu również pracuje. Nie to, że jakoś specjalnie się przejmuję bezrobociem MM. Ale myśli krążą.

Miałam nadzieję na spokojne spanko, a tutaj mamusia dzwoni po 4am. Byłam w półśnie to nawet nie zbudziła. Mamusię odwiedził jej brat, pokazywała jemu jak korzysta ze skypa🙃

Fajnie, a ja już przewalałam się tak do rana.


☔️☔️☔️☔️deszczowa zupka🥣🥣🥣🥣🥄🥄🥄

Dziś 2-go STYCZNIA 2020.

Synuś zadzwonił po raz kolejny z życzeniami.

Mamusia moja zbuntowana bo za używane media, nie chce płacić, bo młodsza pożyczyła spore pieniądze i nie chce oddać. Szwagier warczy i straszy, że wszystkie media mamusi odetnie.

Tak to się zaczęło.

Po wytłumaczeniu, mamusia ostatecznie zapłaciła szwagrowi za grudzień. Mimo to jest zbuntowana…

Mamusia chce sprawiedliwości ale w tamtym domu nie tylko sprawiedliwości nie ma, tam spokoju nie ma i nie będzie. Najlepiej starą wywalić gdziekolwiek, zrobić remont w jej mieszkaniu i się urządzić samemu i po swojemu.

A MATKA wychodzić, chorować i umierać, NIE CHCE.

Miała moja MATKA trzy córki. Dwie goniąc za majątkami, zatraciły ludzkie uczucia,  a i do zwierzęcych im daleko, żeby nie wisiała nad nimi kara to by mamusie ukatrupiły.

Wiem, pamiętam do mnie moja mausia też się wyzwierzała, ale to nie znaczy, że starą matkę trzeba od razu zniszczyć i wywalić na ulicę.

Obzywana, szargana, wyganiana z własnego domu zaczęła się tak zachowywać.

W tej chwili jest dobrze. Przyjmuje leki od depresji, krążenia, serca oraz witaminy.

Dzwonię, pytam podstępnie bo wiem, że może okłamać, w tym roku będzie miała 91lat.

Stary człowiek! Potrzebuje spokoju, wyciszenia i jeden raz na dzień usłyszenia … dzień dobry…

Na dzień dobry słyszy, że jest stara, durna i nic nie rozumie.

Opieka społeczna odmówiła jej przyjęcia. Nie kwalifikuje się bo nie mieszka samotnie.

Ok, zmieniam temat. To temat, rzeka.

Dla rozluźnienia będę sprzątać lodówkę.


No i okazało się, że lodówka pusta. Tak ją wysprzątałam.

Deszcz dzisiejszego dnia nas nie oszczędza, wybrałam się po zakupy aby lodóweczka nie świeciła pustkami. Ludzie próbowali jechać ostrożnie ale i tak niektórzy nie uniknęli kolizji i większych wypadków samochodowych.

Jeden samochód stał na autostradzie i udawał że jedzie w przeciwnym kierunku.

Po przejechaniu ze 3km, sportowy samochód ( jakkka brykkkka!) miał rozbity przód, stał w rowie. Policja zaopiekowała się samochodami. W pierwszym przypadku pani na poboczu stała w deszczu i dzwoniła. W drugim, kierowcy ani pasażerów nie było. Samochód wyglądał na porządnie uszkodzony. Przykry początek roku.

W moim regionie kierowcy nie umieją jeździć w deszcz. Gdy spadnie śnieg to jest zagłada i nikt z domów się nie rusza.

Zakupy zrobiłam, a deszcz nie odpuszczał.

Po wigilii zostały mi 2 buraki, marchewka i ziemniaki. Potarkowałam te warzywka i wrzuciłam w torebeczce foliowej do zamrażarki.

Dziś dokupiłam: kapustę i fasolę.

Będzie barszcz ukraiński. W swoim życiu, wcale nie takim krótkim, tylko jeden raz gotowałam barszcz ukraiński. Dziś – drugi raz.

Mamusia moja kiedyś gotowała wspaniały barszcz ukraiński. Teraz kupuje w osiedlowym sklepiku, Zupa Barszcz Ukraiński mrożony. Dodaje mięsko i gotuje. Jadłam zupka była dobra.

Dziś i ja ugotuję barszczyk na podobieństwo zupki mrożonej sklepowej. W pierwszej kolejności wrzuciłam do garnka fasolkę, nie miałam czasu moczyć, później mięsko. Nie będę opisywać całego procesu gotowania zupy.

Pachnie dobrze

A może to tylko ja jestem głodna?


Zupka się gotuje, smacznie pachnie.

A za oknem, a za szybą ……deszcz.

W taką deszczową pogodę, gorąca zupka może zdziałać cuda.

Ostatnia sobota 2019 roku

Cholernie ciężko układać tabletki dla mamusi, przez skypa. Staram się nie denerwować ale się nie udaje. Proszę…rób jak mówie…

Nie robi i nie chce. No zawsze była uparta, niezależna a teraz doszło chwilowe zapominanie, niezręczność, niedowidzenie, po prostu STAROŚĆ. 90 lat to nie 60. Mamusia miesza tabletki które przyjmuje z tabletkami wyszukanymi z zakamarków szafek. Proszę aby tego nie robiła, ale nie mam sposobu na te dziwaczne czynności, tym bardziej że jestem tysiące kilometrów od niej. Młodsza z mężem, mimo że mieszkają drzwi w drzwi w niczym dosłownie w niczym nie pomagają mamusi. Chcą mamusie i mnie złamać. Szybciej sama trafi do psychiatryka niż pozwolę mamusie tam zamknąć. Jeśli będzie trzeba to pojadę i jutro. Na razie mamusia chodzi do sklepu sama, gotuje sobie, jak już ułożymy przez skypa tabletki to pije rano. Pani do pomocy przychodzi raz w tygodniu i tyle na razie wystarczy. Na skype jestem 2 razy w ciągu dnia ale jeśli mnie potrzebuje to sama dzwoni do mnie z ipada. I proszę wyobrazić, 90 lat i potrafi naładować ipada i komórkę i zadzwonić.

Więc, dziś kilka godzin układaliśmy tabletki. Ja przy włączonym video, mamusi niestety, już się nie udaje trafić w kółeczko z video na skype. Udało się ułożyć tabletki i jestem dumna z mamusi.

Aby się odstresować zaczęłam szykować się do wypieku chlebka. Po chlebku upiekłam bułeczki z nadzieniem z dżemu figowego. Chlebek się udał a bułeczki, sam miodek. Ciasto drożdżowe wyśmienie. Bardzo długo szukałam przepisu na ciasto drożdżowe, przepisu który zadowoli mnie w 100%. Wertowałam strony internetowe: rosyjskie, czeskie, tureckie i oczywiście polskie. Próby wypieku i degustacji były poniżej 4punktów w skali 1-10. Smaczne były bułeczki lecz wciąż czegoś mi brakowało. Ciasto zaparzane, z większą ilością ciasta i … brak było tego smaczka.

Znalazłam stronę, upiekłam bułeczki, niebo w buzi. Niespodzianka… zgubiłam stronę z przepisem. W historii odwiedzonych stron, żadnego znaku, że wogóle coś robiłam na internecie. Usiadłam w spokoju i zaczęłam przypominać wszystkie składniki jakie użyłam do zrobienia ciasta. MM szybko, szybciutko podał kartkę i długopis. Zapisałam. Nie miałam pewności co do ilości drożdży.

Ponownie zaczęłam szpetać w internecie. Szukam i już straciłam nadzieję, bo przy milionach stron i przepisów jak wyszukać, znaleźć, wygrzebać jeden, jedyny przepis.

Udało się! Znalazłam!

A to moje bułeczki.

Sobotkę spędziłam jak powyżej. Późny wieczór należał do TV 🖥⛷

_____________

November 7th, 2021 update

Przepis zgubiłam, wykasowałam i nie zapisałam, nie wydrukowałam. No cóż gapa ze mnie. Wiem, że znajdę na youtube, potrzebuję trochę czasu.

Mamusia …. to temat na bieżący wpis.

Mogę odetchnąć…

Wiadomo, zdrowie to jest jedyna rzecz jakiej nie można kupić. Można się “wykupić” na pewien czas, zażywając lekarstwa garściami lub pić litrami. Nie każdą chorobę można pokonać i nie każda choroba potrzebuje medycznych specyfików. Czasami wystarczy czosnek, mleko, miód i masełko na wieczór na rozgrzanie i o poranku zrywamy się jak nowonarodzeni. Nie zawsze miodzik pomoże, nie zawsze uśmiech uśmierzy ból.

Nie chciałam kupić ani się wykupić, po usłyszeniu wyniku, przykucnęłam. Przykucnęłam z radości. Na ten wynik czekałam 6 miesięcy, długie sześć miesięcy. Wcześniej badano mnie na wszelkie sposoby, wczoraj tych sposobów było trochę mniej,  ale też nie mało.

Nie jest łatwo przeżyć 6 długich miesięcy w niepewności. Latwo powiedzieć … co będzie to będzie…ale wcale tak nie jest, że łatwo. To oszukiwanie się, udawanie przed sobą i światem, że jesteśmy tacy silni a tak naprawdę w obliczu choroby jesteśmy niczym kostka lodu na słońcu.

W Polsce nie miałam czasu myśleć o sobie i nikt też mnie nie pytał o moje samopoczucie, zdrowie, nastrój. Musiałam być silna dla Mamusi, musiałam udowodnić, że starość jest satarością a nie chorobą psychiczną. Nikt mnie nie poparł oprócz lekarzy. Miałam dwie siostry a teraz nie mam żadnej. Bo nie pozwolę wmówić mi, że czarne jest żółte lub czrwone. Nie miałam czasu w Polsce użalać się nad sobą, od przychodni jednej do drugiej i czwartej woziłam Mamusię. Psychiatra, psycholog, gieriatra i lekarz rodzinny został zaliczony. Psychiatra dwukrotnie, aby nie było, że coś ktoś wymyśla lub ukrywa.

Wróciłam wyrzęta i wymięta ale zadowolona. Nie jestem zadowolona do końca, bo Mamusia została SAMA. Siostry jeśli je można tak nazwać odwróciły się – jedna bo nie dostała majątku a druga bo ma już testament. Gdybym była zołzą to mogłabym namieszać z tym testamentem ale… po co, po co mieszać. Kto złem płaci ten zło otrzymuje. Nie żałuję niczego.  Rok temu darowałam młodszej swoją część domu na działce, mamusia spisała testament za moją namową i niech tak będzie. To co mam,  mi i moim dzieciom w zupełności wystarczy.

Zdrowia nie kupisz za żadne pieniądze.

Jestem szczęśliwa z tego co mam.

Mam MM, swoje dzieci i zdrową Mamusię. Tyle mi wystarczy.

 

Tylko…

jest mi przykro, że moje siostry, na stare mamusi lata odwróciły się. Fajnie było “pomagać” kiedy mamusia sama chodziła do sklepu, , gotowała obiady i szykowała święta. W ogrodzie sadziła pomidory, ogórki, marchewke i koperek. Nie potrzebowała pomocy nie potrzebowała Mamusia opieki, ale młodsza na całą dzielnice trąbiła jak to się mamusią opiekuje. Teraz kiedy Mamusia tej opieki potrzebuje, nie ma szwagra, nie ma młodszej i nie ma ukochanej wnusi.

Jakie trzeba mieć serca, żeby tak postąpić.

Czy ten testamet,  który posiadają,  w głowach im tak bardzo namieszał?