Niespokojny dzień -włamanie

To miał być dzień jak każdy inny, pracujący. Praca – dom – praca. Oczywiście jakieś drobne wydarzenie jak: gwóźdź w oponie, wypadek z nożem przy krojeniu palca😁, kotek (cudzy) bawiący się z chickmunkiem, jakieś stwory wiszące na płocie itp. To miał być taki dzień, co wszystko się udaje, droga do łóżka usłana płatkami róż, wiaterek leciutko trąca baldachimem, powietrze leciutko pachnące skoszoną trawą i aromatem róż, ja zwiewna podążam nią w objęcia….Morfeusza.

Nic bardziej mylnego. Do godziny 12pm czas zleciał szybciuko. Syn przyjechał mnie odwiedzić bo był bardzo blisko. Corcia zadzwoniła chwile porozmawiałyśy. Usłyszałam szczękającą Zimę. Właczyłam Ringa aby sprawdzić na komórce co dzieje przed domem.

Widzę postać pochyloną do przodu, w naciągniętym kapturze na oczy i plecaku na plecach ( później z informacji policji/miała dwa plecaki) Skojarzyłam tę postać z bezdomnym. Postać nie weszła po schodach do frontowych drzwi, ominęła, chodź spojrzała na nie, szybko poszła do bramki od strony północnej. Chwilę poczekałam. Nie wracała. Córcia w tym czasie była ze mną na komórce.

Usłyszałam krzyk

– mamuś ona tu jest!!!!!!! Dzwoń na policję!!!!!!

Połączenie zostało przerwane.

Syn już próbował się dodzwonić. Próbował, bo lanczowa godzina. Próbowałam dodzwonić się i ja tym bardziej, że córcia nie odbierała i nie wiedziałam co dzieje się w domu. Dla mnie Tu, było wewnątrz. Moja wyobraźnia (a mam wyjątkową) zadziałała. Córcia walcząca, pokaleczona leży na podłodze, zabita, ranna……

Synowi się udało. Wysłano 3 jednostki policyjne i karetkę pogotowia.

W tym samym czasie.

Osobą okazała się dziewczyna. Przeskoczyła płot o wyskokości ponad 2 m. Szukała otwartych drzwi w ogrodzonnej część yardu. Znalazła. Weszła do mieszkania. Córcia była w innej części mieszkania. Kiedy piesek Amber odwróciała głowę córcia odwróciła się również. Za jej plecami w odległości metra, stała ta dziewczyna. Nic nie mówiła, a może mówiła lecz córcia nie spodziewała się jej wewnątrz. Córcia zaczęła korytarzem biec do drzwi frontowych, wybiegła na zewnątrz. Zaczęła krzyczeć ….tylko dziewczyna z domu nie chciała wyjść.

To działo się kiedy nie mogłam się wraz z synem dodzwonić się na policję. Włączała się maszyna, wciśnij jeden – wciśnij dwa…. jak potrzebni to ich nie ma, jak moja sąsiadka rozpaliła ognisko, próbując puścić z dymem pół dzielnicy – odebrali od razu lecz jechali niemrawo.

Na Ringu widzać córcię na zewnątrz krzyczącą, dziewczynę stojącą w progu mieszkania. Kobieta przebrała się szybko. Zmieniła obuwie, spodnie i bluzę i zaczęła uciekać przez frintiwe yardy które u nas nie są ogrodzone.

Dziewczynę policja schwytała 50 metrów dalej. Krzyczała tak przeraźliwie jak krzyczy zwierzak w sidła złapany. Sąsiedzi piwychodzili na zewnątrz, również krzyczeli. Po prostu strach. Została aresztowana. Z urzędu założono jej sprawę.

Córci zmierzono ciśnienie, zbadano serduszko. Podano uspkajający zastrzyk. Policja obejrzała cały dom i yard. Nie omieszkali zachwycić się moim skalniakowym yardem😁.

Wszystkie videa z Ring przesłaliśmy na policję

Mimo że dziewczyna miała dwa plecaki, nic nie ukradła.

Teraz jest czas nie ciekawy. Covid zrobił swoje. Ludzie utracili pracę, jeśli pracują to wynagrodzenia zostały okrojone. Czas wakacji, wiele rodzin nie stać na wyjazdy wakacyjne.

Ogólnie jest spokojnie. Nie licząc tych wyżej wymienionych i próby włamania się do sąsiada z naprzeciwka. Spłoszyłam jegomościa, nagrałam video które przesłałam sąsiadowi. Na ponad 10 lat dwa przypadki, to nie tak wiele, biorąc różnorodność kultur i kolorów. W mojej dzielnicy mieszka dwie rodziny afroamerykanów, dwie pochodzenia z Indii, z Polski ja, korzenie rosyjskie posiada mąż mojej dobrej sąsiadki, jedna rodzina wesołków z dawnej Jugosławii, pozostali – amerykanie. Biorąc pod uwagę, że moje miasto już przekroczyło 6ml mieszkańców w tym 51% białej rasy.

Nasze osiedle jest/było spokojne. Ulice okamerowane, nikt nie zapuszcza/ł się tutaj po łupy. Sąsiedzi spacerujący z pieskami lub bez, uprawiający jogging. Pisałam kiedyś o sąsiedzie urządzającym urodzinowe party. W tym roku również pośpiewali przy mikrofonie, cisza nastała o 10pm. Sąsiadka która zostawiała pieska przywiązanego na podwórzu bez nadzoru a sama znikała na 2 tyg. Pieska nie ma, był biedaczek stary.

Na jakiś czas trauma pozostanie z nami. Myślimy o zakupie 2 dodatkowych kamer oraz jeszcze jednego psa (pieski to my mamy). 🐩🐩

dumna mamusia

Dzień Matki w USA obchodzony jest w drugą niedzielę maja. Niedziela jest oczywiście dniem wolnym od pracy i dzieci (rodzina) może poświęcić więcej czasu na spotkanie z matką, bacią i ogólnie celebrować Dzień Matki. Dawniej wysyłałam życzenia koleżankom na Dzień Kobiet, Dzień Matki, babciami jeszcze nie były. Oczywiście cieszyły się i serdecznie dziękowały. Obecnie zaniechałam takich praktyk. Czekałam, że może któraś wpadnie na pomysł i chociaż zadzwoni na whatappa, bo zawsze jakoś dziwnym zbiegiem okoliczności na komórkę jeszcze nikt nie zadzwonił, nie licząc adwokata, pana zaprzyjaźnionego opiekującego się domem, pana od urządzeń gazowych i pana ślusarza oraz mego wójka (brata mojej mamusi). Wujek dość często dzwoni. Panowie nie pożałowali 2zł. Mniejsza o to. Pewnie, że czasami byłam zawiedzina, już mi minęło.

Dzień Matki był bardzo miłym dniem. Córcia ugotowała obiad, syn robił ostatnie zakupy, a ja się piękniłam. Oczywiście się upiękniłam. Otrzymałam od swoich dzieciaczków mnóstwo przytulasków i kwiatów. 🌷🥀🌺🌸💐🌹 Obiad był wyśmienity, a może byłam tylko głodna?😂 Żartuję. Córcia umie gotować. Dzień Matki spędziliśmy tylko we trójkę. MM oraz niemąż mojej córci, byli nieobecni – obowiązki służbowe.

Od 9 do 13tego nic się nie dzialo. Deszczowe lenistwo. 🌧☔️⛈☔️⛈☔️ Nawet pieski nie miały chęci na wyjście – na siusiu. Kombinowałam: na backyard otwierałam drzwi pieskom kiedy padał mniejszy deszcz, ulewa – otwierałam drzwi garażowe, błyskało i padało – drzwi frontowe. Nie udało sie oszukać jedynie ze trzy razy. Wychylały głowy i chowały się wewnątrz domku. Wogóle się nie dziwiłam, bo i ja ostatnie kilogramy mąki wyciągałam z zakamarków i piekłam bułki słodkie, chleb i kajzerki. Jedno ciasto na chleb trafiło do śmietnika. Chciałam przyspieszyć proces rośnięcia ciasta. Dokładnie wiedziałam, że ciasto powinno rosnąć co najmniej 12 godzin, ale nie, ja się uparłam i po 4 godzinach wstawiłam do pieczenia.

Był niewypał, beton, gniot!

Szybciutko wyrobiłam ciasto na normalny chleb na suchych drożdżach. Następny dzień. Jabłka w ilości 4 sztuki ( pokrojone w kosteczkę)i sok z 2 mandarynek wrzuciłam na gotujący się syrop z brązowego cukru, oczywiście z dodatkiem wody i cukru waniliowego. Dżemik-marmolada, pyszności. Bułeczki słodziutkie z nadzieniem z własnej marmolady, pyszności. O kajzerkach można napisać poemat. Jeszcze cieplutkie, chrupiące, pożarłam całe 2 szt popijając mlekiem z lodówki( lodówki nie mylić z krową)😂

Takim to sposobem nastał MAJ 13.

Ten dzień jest szczególnym dniem. Moja córcia miała graduację MBA! Teraz rozgląda się za dalszym kształceniem. Oczywiście nauka w USA nie jest darmowa lecz w przypadku mojej córki, zakład pracy pokrywał 50% kosztów nauki. Ma nadzieję, że w dalszym ciągu zasponsorują. Chciałaby zrobić doktorat ale… na to trzeba mieć lata praktyki, bez tego nie ma możliwości dostania się. Chociaż na MBA udało się dostać bez praktyki z tym, że była honorowym studentem na uniwersytecie. Teraz również zakończyła studia celująco. Oczywiście, że jestem bezgranicznie dumna ze swojej córci. Myślę, że każdy byłby. Uroczystość odbyła się na stadionie z tym, że w reżimie sanitarnym.

Dwa lata temu… stadion był zapełniony w 75-80%. Nie były zajęte miejsca które nie umożliwiały widoczności podium. Przed podium na którym swoją obecność zaszycili profesorowie były postwione krzesełka na których siedzieli absolwenci uniwerystetu. Nie pamiętam ile było sekcji z krzesłami ale uroczystość trwała kilka godzin. Abolwenci sekcjami podchodzili do podium. Czekali na wywołanie po nazwisku. Wchodzili na podium – dziekan – uściski i wręczanie dyplomu. W momencie wchodzenia absolwenta na podium znajomi i rodzina po prostu ryczeli z radości. Były gwizd, krzyki i oklaski. Wykrzykiwane były imiona. To była niekończąca się radość. Oczywiście miała koniec, kiedy absolwent schodził z podium a na jego miejsce wchodziła inna osoba. Każdy miał czas i nikt się nie spieszył. Powiedziałam córci kiedy będzie na podium ….pomachaj do nas…Pomachała, mimo że byliśmy gdzieś tam w tłumie i nie mogła nas dojrzeć, ale ma fantastyczne zdjęcie.

Obecnie – część wstępna.

Na podium profesorowie. Przedmowa. Odśpiewanie hymnu. I na telebimie wyświetlanie nazwisk absolwentów. Nazwisko zmieniało się co kilka sekund, a więc zanimi rodzina, znajomi przestali wołać, krzyczeć i klaskać radośnie już na ekranie pojawiło się inne nazwisko. Czasami obok nazwiska było zdjęcie absolwenta lecz kto mógł to zauważyć. To była taśma produkcyjna! Szybko, żeby plan wykonać. Póżniej były fajerwerki i nie byłam bym sobą gdybym operatora kamery nie ściągnęła na swoją osobę, nie tyle wzrokiem jak machaniem. I mamy, mamy kawałeczek filmu z nami. Jestem ze swoimi dziećmi i partnerem córci. Jesteśmy w internecie!!!!!😂🤪 Może kiedyś moja córcia to obejrzy, może nigdy.

Tak jestem szczęśliwa!

Edukacja jest bardzo ważna. Mój TATUŚ zawsze powtarzał….wszystko mogą ci zabrać ale edukacji nigdy nikt ci nie zabierze…. Mój TATUŚ nie tylko był wykształconym człowiekiem ale też, bardzo uczciwym i pomocynym. Mimo swego wieku potrafił się dostosować do warunków panujących w naszym kraju. Całe życie powtarzałam swoim dzieciom ….edukacja jest bardzo ważna i jej nikt wam nigdy nie zabierze…..

Zmiana planów

Wiem, że muszę w tym roku jechać do domu. Jest wiele spraw do załatwienia po zmarłym ex. Chociażby zdjęcie na pomnik przykleić. W 2019 niestety nie zdążyłam. Sprawa spadkowa ze względu na covid toczyła się ponad rok. Dzieci moje są jedynymi spadkobiercami, wizyta w Polsce jest konieczna. Jeśli mamusia dożyje i się doczeka, to chciałabym zobaczyć ją jeszcze żyjącą. Niestety, do dnia dzisiejszego nie mam z mamusią kontaktu, ostatni był 10 stycznia. Wszystkie rozmowy były i są przez siostrę i zięcia nagrywane. 10 stycznia mamusia powiedziała, że jestem jedyną osobą z którą rozmawia bo gdybym nie ja, to nie miałaby do kogo buzi otworzyć. Moim zdaniem to wystarczyło, aby siostrę histeryczkę do szewskiej pasji doprowadzić. Jak dzwonię na jej numer to telefony wyłącza. Mamusi ipad jest, śmiem przypuszczać schowany albo zabrany lub specjalnie wyłączony. Zięć przeglądał każdego dnia ipad i szykanował mamusię, teraz mogli posunąć się o krok dalej. Nie mam dowodów na te szykany, wyzwiska, poniżenia, tak jak nie miałam kiedy Tatusiem poniewierała. Ciężko pomóc jeśli mieszkam daleko. Starsza w tamtym czasie mieszkała w Polsce lecz osobowość ma strachliwą, za to w gębie mocna. Co ona może zrobić ostatecznie …nic nie zrobiła. W tamtym roku była w Polsce w sierpniu. Zabrała mamusię do siebie i skleroza zrobiła zimny prysznic dla mamusi. Dobrze, że mamusia nie zachorowała. Zamiast pozwolić mamusi skorzystać z prysznica na parterze to zaprowadziła mamusię na piętro. Bo co? bała się że mamusia prysznic na parterze zabrudzi? A na piętro mamusia szła po schodach na czworaka. A później, starsza  opowiadając mi się śmiała. Kanalje a nie córki. Jest mi ciężko. Bo wiem że mamusia czeka na mój telefon a ja nic zrobić nie mogę. Patrząc realnie,  nie mam żadnych dowodów na znęcanie się psychiczne, bo zakupy robią, jeden raz dziennie jedzenie dają i można by powiedzieć nic się nie dziej. Tylko przemoc psychiczna nie jest widoczna, to nie są siniaki, połamane ręce czy też oczy podbite.

Wiem, że nikt nie złożył nanusi  życzeń na Dzien Babci,  nawet ta wnuczka, która była odepchnięta przez własną matkę a przygarnięta przez dziadków. Dziadkowie a moi rodzce oddali jej serce, zapominając o pozostałtch wnukach, a ona nawet w dzień Wigilijny nie złożyła życzeń, nawet przez uchylone drzwi nie krzyknęła …wszystkiego dobrego babciu… już zaraz będzie dwa lata jak się do mojej mamusi nie odzywa. Na moje prośby otrzymuje odpowiedź, że to nie jej sprawa. Ale jak studiowała w Łodzi,  to chętnie brała pieniążki. Trudno piwiedzieć, że nie rozumie sytuacji mając 41lat. Co za ludzie? Gdzie jest ich sumienie? Covid, covidem ale oni byli tacy w 2019 roku i wcześniej również. Nie życzę im niczego złego. Jak co roku na święta wysyłałam życzenia i paczki (zamawiane gotowe z polskich stron internetowych). Wywołałam tylko większą burzę nienawiści, a ja chciałam pojednania. W święta nawet zwierzęta mówią ludzkim głosem, okazało się, że to nie zwierzęta to bydło któremu nie przystoi być zwierzęciem.

Zawiniłam tym, że będąc w Polsce opiekowałam się mamusią i nie skorzystałam z lekarzy których nazwiska siostra mi wypisała na kartce i zarezerwowała wizyty. Nie chciałam iść do umówionych z góry lekarzy. Nie chciałam iść tam gdzie mamusię postrzegali by jako psychiczną,  zanim weszłaby do gabinetu. Prowadzałam do lekarzy z NFZ a nie prywatnych, z góry opłaconych. Siostra poczyniała kroki aby wsadzić mamusię do psychiatryka lub ubezwłasnowolnienia. Świadków na to miałam i mam, te osoby były w ogromnym szoku. Mamusia przeszkadzała i przeszkadza bo zajmuje 3 pokojowe mieszkanie z łazienką, kuchnią i korytarzem. Nie nie, szwagier z siostrą na siedzą w jednopokojowym mieszkanku, ma salony.  Ale to zawsze jest za mało.

Piszę to, bo mnie boli, boli moje serce, że jestem bezsilna. Sądy nie pomogą, są opieszałe a mamusia jest już mało chodząca. Nikt namusi nie zawiezie do sądu jak nikt nawet do lekarza przez ponad rok nie zawiózł. Jeśli nie ma wizyt to przynajmniej telefonicznie, ale i tego nikt nie załatwił i nie załatwi. Mamusię bolą ręce i z tyłu szyja. Naciera maścią jaką jej przesłałam ale i ta maść się kończy. W Polsce już można kupic identyczną maść,  ale kto kupi. Nie ma nikogo. Mamusi bracia są również starzy i schorowani.

Patowa sytuacja.

Dawno temu, jak zmarł Tatuś proponowałam mamusi, że ją zabiorę do siebie.

…chcę umrzeć w Polsce i być w Polsce pochowana…

Ale czy ta Polska potrzebuje takiego poświęcenia, cierpienia?


Dziś telefony w dalszym ciągu milczą.


Po dzisiejszej rozmowie z adwokatem, nie ma potrzeby abym leciała do Polski w tym roku.

To jest pocieszające i nie pocieszające. Nie będę musiała się jeszcze szczepić, bo przed wylotem zamierzałam to uczynić. W przeciwnym wypadku musiałabym siedzieć dwa tygodnie na kwarantannie. To po to lecieć i siedzieć zamknięta w domu? Zaszczepić się? Nie jestem na całkowite NIE.

Nie zobaczę mamusi.

NIE TERAZ.  Zastosuje się do zaleceń mojej lekarki.

Z tego wynika, że nigdzie nie lecę. Muszę bombardować siostrę telefonami i smsami aby umożliwiła mi kontakt z mamusią. Co będzie? No bardziej to już ona chyba mnie nie znienawidzi. Od jutra będę zakłócać jej zakłócony spokój przez mamusię.

W kuchni wydają rosołek….

Choineczka stoi. Tak, tak stoi i ma się wspaniale. Odkurzałam przed sylwestrem. Aż trudno uwierzyć, że się nie osypuje. Ozdoby jeszcze moje oczy cieszą i to wszystko zatrzymam do 20 stycznia. Pierwszy raz tak długo. Zacznę porządkować po córci urodzinach.

W ubiegłym roku choinkę wyniosłam około 10 stycznia. Sypała się i wyglądała tragicznie. Chyba to był pierwszy odbior choinek przez śmieciarki.

Tą popiłuję sama i zapakuję do worów, problemu nie widzę, mam też w domu trzech facetów. Któryś będzie musiał znaleźć czas,

Dziś dodzwoniłam się do mamusi. Tylko 30 razy próbowłam, tak jednym ciągiem. Ponieważ kilka razy, po kilka razy było, ale tego nie liczę.

Rozweseliłam, uspokoiłam, wytłumaczyłam i po godzinie się rozstałam. Od jakiegoś czasu wyjątkowo pięknie mi dziękuje, że o niej nie zapominam, bo z nią nikt nie rozmawia, że ma mnie tylko jedną. Życzy mi dużo zdrowia i ogólnie…

Wiem, że się boi, jak by coś się stało ze mną, zostanie sama samiusieńka wśród ludzi. To jest jej koszmar a za razem i mój. To nie jest tak, że mamusię uzależniłam od siebie. Nie! Jeśli ktoś nie ma nikogo to chociaż trzyma psa lub kota do ktorego mówi i wierzy, że to zwierze rozumie każde słowo. Nikt zwierzęciem nie był i nie może powiedzieć, co zwierze czuje, słyszy i jak odbiera nasze słowa. Naukowcy mogą pisać a ja powtórzę, żaden człowiek nie był zwierzęciem i niech snuje swoje teorie ale to jest: tak albo siak.

Mamusia nie może mieć kota ani psa. Mieszkanie mamusi było odkurzane w sierpniu i to był ostatni raz. Łazienka z toaletą wymyta w sierpniu i to był ostatni raz. No cóż, pieniądze jak to się mówi nie śmierdzą a sedes mamusi już tak. No cóż, młodszej siostry córka, już zapowiedziała ….. ja wami opiekować się nie będę …..skierowała te słowa do swojej matki i mego szwagra i wyprowadziła się do bloku.

Nie daleko pada jabłko od jabłoni.

Czym skorupka za młodu nasiąknie.

Nie zawsze te przysłowia się sprawdzają, bo w pełnych kochających się rodzinach urodzić się może “gen” nie z tego świata, który “umili” życie rodzinie. A z genami nie podyskutujesz. Taki brzdąc jeszcze nie chodzi, jeszcze nie mówi, a swoje zdanie na każdy temat już ma. A to mleko za zimne – pić nie będzie, soczku marchewkowego też nie. Pielucha mokra da znać, a jakże i jak donośnie. Umie ten brzdąc rodzinę postawić na nogi i rozstawić po kątach. Normalny terorysta. 😁

Nie spostrzeże się ojciec jak mu srajdun fajki będzie podkradać.

…. jak ty ojciec stówy nie dasz, to powiem mamusi że fajkami mnie częstowałeś hahaha


Czekając na moment wrzucania marcheweczki do garka, stukam w literki.

Dziś będzie rosołek!!!!

Mięsko kurczacze ugotowałam, wyjęłam i dwoma widelcami poszarpałam i z powrotem do gara wrzuciłam. To dopiero zupa będzie!!!!

W zupach z makaronem lubie dwa gatunki makaronu. Dziś nitki i pastina. Pachnie rosołek, pachnie.

Musi wszystkim wystarczyć!!!!

A tych ludziów jest u mnie jak na przystanku kolejowym tylko… w zawieje śnieżną. Dam radę z nakarmieniem tego orszaku. 😁

napiszę o (nie marzeniu) pragnieniu

normalnej rodziny. Dorastałam w szczęśliwej (można powiedzieć) rodzinie. Mamusia niepracująca, zajmująca się na co dzień domem. Tatuś pracujący lecz często wyjeżdzający w delegacje, mimo to zawsze znalazł czas dla swoich trzech córek. Czas płynął, aż stałyśmy się dorosłymi panienkami. Już wtedy zauważałam, że nie jesteśmy ze sobą blisko. Zabrakło między nami tego czegoś, co łączy i wiąże. Jako druga (średnia) siostra, krążyłam między starszą i młodszą. Starsza błąkająca się i gubiąca w swoich marzeniach, młodsza rozpieszczona do granic możliwości, uważała że jej się wszystko należy o tak. Pstryknąć palcami i się stanie niebo złociste. Rodzice mieli ogród przydomowy, pieliłam, sadziłam i cieszyłam się, że mamusi pomagam. Kiedyś wspominałam, że mamusia moja była i jest egocentrycznką, co nie przeszkadzało i nie przeszkadza mi, w okazywaniu miłości.

Żeby, nie mąż który pracuje po przeciwnej stronie korytarza w swoim biurze, płakałabym jak bóbr.

To Tatuś był tą osobą scalającą rodzinę, to on pochylał się nad zranionym kolanem i szorowaniem pleców. Często wyjeżdzaliśmy na wycieczki do lasów i nad jeziora.

Z chwilą kiedy Tatuś zmarł (bo nie odszedł, odszedł to znaczy że może wrócić)wszystko wywróciło się do góry nogami. Zmarł “dzięki” starszej i młodszej. Starsza spowodowała, że spadł ze strychu. Zabrała drabinę po której tam wszedł. Młodsza wykończyła Tatusia wyzywając od h… aż przepisał na nią swój dom (mój rodzinny), zostawiając sobie tylko minimalną część. Po otrzymaniu tego co chciała, młodsza czekała na śmierć swego ojca. Czy zaprzestała używać okropnych słów, nie.

Zasłużył na szacunek, zasłużył na miłość, której od dwóch córek nie otrzymał.  Trzeba znać historię rodziny, a tego nie da się poznać jedynie z literek, to trzeba przeżyć jak ja to przeżywam,  to jest mój ogromny ból, żal i tragedia.

Moja mamusia,  też nie zasłużyła sobie na takie traktowanie jakie w tej chwili otrzymuje. Młodszą z córek kochała bardzo, pyłki zdmuchiwała, nie powiem ja też … w szkole podstawowej na przerwach, biegałam i sprawdzałam czy nie dzieje się jej, żadna krzywda. Stałam na pół piętrze, na schodach i obserwowałam.

Nikt nie zauważył że rośnie samolób, człowiek bez serca, któremu będzie wszystkiego mało. Mieszkania, samochody, działki, dom już ma, zatraciła się w swoich majątkach. Jeszcze ja darowałam jej 25% domu piętrowego letniskowego,  po Tatusiu. MAŁO !!!!

Teraz za mało mamusinej emerytury. Z mamusią rozmawiam obecnie 2-3 razy w tygodniu. Poprzednio każdego dnia, stwierdziłyśmy, że potrzebuję ciszy i spokoju.

Chciałabym (pragnę)…..

aby moja starsza siostra, potrafiła rozmawiać, a nie krzyczeć. Przestała liczyć pieniądze które chciałaby wyszarpać od mamusi. Zeby zadzwoniła chociaż jeden raz na pół roku do mamusi. Nie zadzwoni. Mająteczku się chce.

aby moja młodsza siostra, przestała mamusię okradać, żeby dała mamusi trochę spokoju i chociaż raz na miesiąc normalnie spytała jak się czuje. Takie coś, nie nastąpi. Według niej, mamusia za długo żyje. Mamusia 13 września skończyła 91 lat i w dalszym ciągu dzwoni do mnie używając skypa, zainstalowanego w ipadzie.

A czego chcę dla siebie?

To co mam w zupełności mi wystarczy.

Jedynie chciałabym (pragnę) aby mój syn wyzdrowiał.

 

 

Żadne pieniądze świata, żaden majątek nie zrobi człowieka szczęśliwym, jeśli w sercu szczęścia brak.