Aby się nie spełniła czarna wizja mego wyjazdu.

Dziś musiałam obudzić się o 5am aby dotrzeć do pracy na 6:30am. MM (podobno) zawsze był rannym ptaszkiem a, że potrafi tupać już o 3:30am to ja wiem. Czasami zdurnieć można od tupania i wyjmowania naczyń ze zmywarki. A więc zeszłam na parter do kuchni i od słowa do słowa, dowiedziałam się, że…..MMa starsza córka będzie nam towarzyszyć, to nie jest problem, ponieważ będzie naszym przewodnikiem. Tylko….ten pies. Bardzo lubię jej psa ale …. nie lubię zapachu psa, szczególnie po kąpieli w jeziorze czy rzece. Onon będzie nam towarzyszył podobno wszędzie. Nie wiem jaki samochód MM zarezerwował, ale na pewno nie autobus. Tam to było by sporo miejsca dla naszej trójki i psa.

Córka MM bardzo podekscytowana. Ja trochę mniej po otrzymanych informacjach. Chciałam nawet zrezygnować z brania dużego aparatu bo swoją wagę ma. MM zaoferował się, że on to wszystko będzie targać. Ok, jeśli tak to jestem ZA.

Tylko ten pies mi z głowy wyjść nie może. To nie jest jakiś mini piesek, jest dużych rozmiarów. Starsza rozpieściła go, wszystko jemu wolno. Bo to trzeba przytulić zwierze, pogłaskać, dobrze że całusy z języczkiem nie będą wymagane. No jestem złośliwa, i co z tego? Ja wiem co mnie czeka. Wolałabym już zostać w domu, co tam gwieździste niebo i inne atrakcje. W domu spokój, dwa pieski ale z kulturą. A ten zbój jak mnie zobaczy (no kocha mnie) to rzuci sie na mnie. Później mnie nie odstąpi, będzie łazić wszędzie za mną. A wiecie co? Mam nadzieję, że mnie zapomniał, przecież już chyba 3 lata minęły. A może ma demencję?

Wiem, wiem, przetrzymam, przeżyję, nie dam się, będę na uboczu. Uciekać nie ucieknę bo zabłądzę.

Dobrze, że mamy hotel a nie ze starszą w apartamenie, bo na to, to bym się nie pisała. Wolałabym sufit w sypialni oglądać a nie gwiazdy na niebie. A ciekawa jestem czy ten zbój będzie wyć do księżyca.

Mam nadzieję na udany wyjazd.

Ponarzekam…. eh życie

Mieliśmy bardzo biedne miesiące i dni. Nie tylko my, covid wszystkich przycisnął do muru. Nam się też dostało. Budżet domowy się skurczył. W prwnym momencie zarabiałam na nasze utrzymanie i rachunki, a MM intensywnie szukał pracy. Zgodnie z wykształceniem była jak najbardziej praca, pod warunkiem przeprowadzki do innego stany w przeciągu miesiąca. Istna komedia. Zostawić dom i przeprowadzać się …. do innego stanu, chyba pod namiot na trawnik miejski. Ostatecznie zatrudnił się do UPS na stawkę $15,50/h (pracownik fizyczny) minus tax i ubezpieczenia na rękę było +|- $12/h. Praca stojąca na taśmie, nic ciężkiego, nic lekkiego. Nie kamieniołomy i nie fabryka puchu. Narzekał, jęczał, marudził każdego dnia, uspokajałam, plecy, stopy, ręce masowałam. Pocieszałam mówiąc, że nie musi już męczyć się podnoszeniem swoich hantli, biegać z 20kg plecakiem po dzielnicy, że za ćwiczenia fizyczne dostaje teraz kasę.

Patrzyłam jak fajnie schodzi z wagi i cieszyłam się wraz z nim. Kurcze zawsze z nim i obok niego jestem.

Ostatecznie, facet zrobił się z niego!! Jak mi się podobał!!! No jestem wzrokowcem i nic na to nie poradzę.

No i bańka pękła. Rozpoczęły się tel od rekrutorów. Jeden przebijał drugiego. Na raz zrobiło się “tłocznie” na łączach. A że to tylko propozycje to kazałam MMowi w UPS pracować, bo już już….miał rzucić pracę, częściej i ostrzej narzeka, że UPS to nie jest jego. 15,50$/h brutto to nie jest cud ale żebrząc na ulicy można i tego nie nazbierać przez cały dzień, tłumaczyłam. Ofert było kilka, każda kusząca. Oczywiście fajnie jeśli jest z czego wybrać, ale jak dobrze wybrać? to już jest karkołomna gimnastyka. Po długich dyskusjach, analizach i namysłach, wybraliśmy. Wtedy też zrezygnował z UPS. To nie było tak, że zadzwonił i poinformował. Kierownictwo już wcześniej zostało poinformowane, że zatrudnił się do momentu znalezienia pracy zgodnej z zawodem i byli też infirmowani na jakim etapie są te poszukiwania.

Zaczęły się moje rozterki.

Lodówka otwierała się za często.

– a gdzie jest salami? Było całe opakowanie! – pytał zdziwiony stojąc przy otwartej lodówce

– Krysia!!!kto zjadł mój dżem!? – wołał

A na kolację pół kurczaka sobie robił w mimrofali. Jeszcze to wszystko zagryzał lodami. I tak od rana do nocy.

– co ty dziś jadłaś? czemu nic nie jesz? – nieustannie mnie pytał. – jem kiedy potrzebuję, nie będę jeść wraz z tobą, kiedy ostatnio swoją wagę sprawdzałeś? – pytam – wszystko pod kontrolą – słyszałam odpowiedź – ok

Widzę, jak MM się powiększa i powiększa i aby ukryć brzuch, nakłada większe, luźniejsze koszulki. Patrząc na jego rozmiary można wiarę stracić nie tylko humor.

Był rok kiedy byłam okrąglejsza. Jak nie być? przechodząc z jednej do drugiej restauracji. Słysząc – jedz bo zachorujesz, jedz bo smaczne, jedz bo potrzebujesz energii. Tylko po kiego licha potrzeba jest eneria przed samym spaniem? Zastosowałam dietę IDIOT – pierwsze 3 dni były bardzo ciężkie. Trwała prawie 2 miesiące. Ogólnie tę dietę stosowałam dwa razy. Obecnie moją dietą jest MT oraz PCOŻ. To znaczy: MniejszyTalerz oraz PatrzCoŻresz. Nie zjadam do ostatniego kawałeczka, nie zapycham się.

Trzeba chcieć a nie tylko o tym gadać!

MM przestał chodzić z plecakiem. Mimo, że każdego poranka o tym mówi. MM zaczął stosować dietę, wszystko i dużo i pełny brzuch.

Rozmowy żadnej z nim nie mogę przeprowadzić (na razie). Obrazi się i nie na żarty, a i tak to nic nie da. Kiedy lekarka powiedziała, że musi zrzucić wagę, nie chodził około 2 lat, do momentu aż go przycisnęło.

Poleci do NYC lub Chicago, wróci podwójny.

Jak na razie jest jak jest.

Dziwne jest jedno, komentuje grubasów.


Porozmawiałam z MM. Nie mogę na dzisiejszej randce być bez humoru.

Już nie marudzę😁

Dzień naszych urodzin🎂

2 sierpnia obchodziliśmy moje urodziny. Nie było żadnego gwizdania, okrzyków, ciche happy birthday i sto lat odśpiewane w naszej lokalnej meksykańskiej restsuracji. Sto lat odśpiewałam jedynie z moją córcią. Spędziliśmy bardzo miło czas w rodzinnym gronie. Jedynie syn nie uczestniczył w uroczystości, obowiązki służbowe – niestety.

A że mam wszystko, otrzymałam mnóstwo tulipanów od męża i córci. No i książki mojego ulubionego autora. od syna wiązankę kwiatów.

Tulipany od córki, musiałam podzielić na kilka flakonów, są jeszcze białe, żółte i fioletowe.
Żółte od MM. Nie przepadam za czerwonymi kwiatami i nie bawię się w odgadywanie znaczenia kolorów kwiatów.
Plik książek do przeczytania w prezencie od córci.
Wiązanka syna. Jak widać żółty kolor u mnie przeważa.

Jedną książkę już zaczęłam czytać. Nie jest ujęta w pliku powyżej. Otrzymałam dzień przed urodzinami.

Dziś natomiast były urodziny MM. Wybraliśmy się tylko we dwoje. Co za wspaniały wieczór spędziliśmy. A że MM również ma wszystko co potrzebuje. Dostał urodzinową kartkę i całusy.

Uwieńczeniem naszych urodzin będzie kolacja we dwoje w restauracji z dancingiem. Nie jesteśmy pewni co do dnia, piątek czy sobota. Na rezerwację miejsc mamy jeszcze ciutkę ale nie za wiele czasu. Nałożę nowo kupioną sukienkę na tę okazję. Oczywiście kolor paznokci muszę ponownie zmienić. Zrobię to jutro.

W takim razie do juta. 😁

Niedziela – groch z kapustą😂☹️

Z zaplanowanego spania w sobote do 10am, wyszło spanko do 9am. Można sobie planować, pani Życie skoryguje. Więcej planów nie mam, polecę z żywiołem. Podobnie wczoraj po pracy. Otworzyłam lodówkę. Truskawki kupione kilka dni temu, czekały na zużycie. Za duże opakowanie aby je zjeść wszystkie. Zostawiłam na chwilę truskawki ale wyjęłam zakwas z lodówki. Upiekłam chlebek. To była chwila😁😁 Pyszniutki.

Wyjęłam truskawki z lodówki już miałam pomysł. Pomysł na ciasto truskawkowe. Wyszło? Wyśmienite!!

Po sobotnim śniadanku już jestem. Oczywiście, że zjadłam kawałeczek ciasta truskawkowego😋.


Polecieliśmy z MM z żywiołem. Na początek sklepy. Kupiłam flakon na kwiatki.

Ciągle zmieniałam flakony w hollu, nie pasowały. Dziś kupiłam, postawiłam. Ceny nie obrywam, możliwe że odpodoba się. W następnym sklepue kupiłam letnią bluzkę, ceny już obcięłam. Zwracać nie będę, jest cudna. Zajechaliśmy na lunch a po nim, po odtatni zakup. Palemkę.

Dawno temu w Polsce miałam palmę. Liście palmy zginały się przy suficie i opadały w dół. W pokoju stały dwa fotele kontiki i sofa, mała komoda i ogromna palma. To tylko wspomnienia. Po palmie i meblach nawet cienia nie zostało.

Na deser mieliśmy ciasto truskawkowe, które zjedliśmy “pod palmą”. 😁


Niestety syn mojej starszej siostry jest pomiędzy haucynacjami a rzeczywistością. Rzeczywistości jest mniej. O wypisaniu do domu nawet mowy nie ma. Co dalej? Rokowania dobre ale stan pacjenta bez zmian. Podtrzymuję siostrę jak mogę ale uważam na słowa aby nic nie obróciło się przeciwko mnie.

Mam nadzieję, że wyjdzie z chrześniak wyjdzie z tego.

Ciąg dalszy …Trwoga…

Syn siostry odłączony od respiratora lecz ….. nie podjął oddychania samodzielnego

Co dalej? Żadnych prognoz…oczekiwanie.

Mam nadzieję, że organizm zawalczy.

_____

MM wraca dziś z pracy. W tym i przyszłym tygdniu pracuje na Long Island/NY. W domu będzie koło północy. Czy będę czekać, nie wiem. Jutro mam do pracy. Jeśli usnę to budzić mnie nie będzie.

Doczekałam się MM, przywitałam.

PIĄTEK

Próba odłączenia od respiratora się powiodła. Ma jeszcze zaniki pamięci jakieś majaki ale wraca do zdrowia. Rokowania bardzo dobre.

Cieszę się😁😁😁

Jak trwoga….

Wczoraj miałam, jak nigdy dotąd, popołudniową zmianę. Nie wiedziałam nawet, że tak można. Ale na pewno wiem, że nie lubię pracować po południu. Ale jak mus to mus. Przyszlam a raczej przyjechałam. Byłam o czasie i od razu zabrałam się do pracy. Czym wcześniej i szybciej zacznę tym szybciej i wcześniej skończę, przynajmniej tak myślałam.

W pewnym momencie. Na wyświetlaczu – siostra B. – myśl goni myśl, bo co może chcieć starsza siostra? Jaką wiadomość może mi przynieść i czym się podzielić? Podzielić? Krysia zejdź na ziemię!!!! Podzielić, czym? to ja się dzieliłam. To ja starszej dzieci pilnowałam, kiedy zostawiała dzieci na ulicy i wyjeżdała na następną wycieczkę. Zabierałam do siebie tuliłam i rozmawiałam do późnych godzin nocnych. Po wielu latach usłyszałam – oni Ciebie bardziej kochają niż mnie. Dla mnie absurd. To ja każdego niedzielnego poranka stałam pod jej balkonem i krzyczałam – B. wstawaj kawę już zrobiłam!!! Nie lubiła kiedy zwracałam się o pomoc do jej męża, a ja jedynie chciałam pożyczyć jakiś klucz żabka lub inny. Krysia tylko połóż na miejsce – mówił. Tylko tłumaczysz i tłumaczysz swoim dzieciom, już słuchać nie można – mówiła. Nie wiem czy cokolwiek i kiedykolwik lubiła. Zawsze była niezadowolona z wszystkiego. Krytykowała wszystkich i za wszystko – za chuda – za gruba, za mądra – za durna, nic nie umiesz – po co się uczysz, za słodkie – za kwaśnie, za stara – za młoda. Przyzwyczaiłam się do tego. Nie zwracalam uwagi kiedy nakładała bluzkę po swojej córce, w której na piersiach guziki trzaskały. Czerwona pomadka malowała jej zęby itd. Nie zwracałam uwagi bo uważała, że zazroszczę.

A ja do dziś nie wiem co to jest ZAZDROŚĆ.

Kiedy przyjechałam do ameryki, siostry dzieci były na programie studenckim. Dwa dni do wyjazdu, a zapłaty za pracę nie otrzymały ( to nie pierwszy i nie ostatni przypadek w ameryce). Dzięki mnie otrzymały pieniądze. Bo poruszyłam niebo i ziemię. Starszej siostry dzieci są dla mnie jak moje własne. Cieszę się z ich sukcesów i martwię z upadków. Nie lubię siostry durnego chwalenia się i przerabiania jej marzeń o “osiągniętych sukcesach” w rzeczywistość. Realia są jakie są, a marzenia niech pozostaną w sferze marzeń. Nie jestem marzycielką, nie umiem marzyć. Ale o zatańczeniu walca jak najbardziej.

Siostra na wyświetlaczu. Chwila niepewności. Chwila lekkiego strachu. Mamusia!!!!! Młodsza nie zadzwoni, nie wyśle smsa jeśli mamusia trafi do szpitala lub co gorsze, umrze. Po kiego licha ta zazdrość, że co? jest mi lepiej? Tylko na wszystko co miałam w kraju i tu za granicą, sama zapracowałam. Przed wyjazdem powiedziałam – dajcie mi pieniądze na spłatę domu dla mego exa to zostanę. Mogli się zrzucić. Oddałabym. To nie była wygórowana kwota. To była ostatnia rata do spłaty. Dwie największe raty już były spłacone . Cisza nastała!!! Zostawiłam dzieci na cztery długie lata samym sobie. Nie powiem młodsza siostra ze swoim mężem zabrała mego syna z komisariatu. Wrzucił z kolegami petardy do kościoła, o tak dla zabawy. Młodym w wieku 12 lat durnoty przychodzą do głowy, tym bardziej tym pozbawionych opieki rodzicielskiej. Siostrze i szwagrowi podobno było wstyd. A co przed moim odjazdem powiedziała, zapewniała – będziemy się opiekować. Powinno być im wstyd nie z powodu wybryku mego syna, tylko z brania kasy za opiekę.

Na odległość nie dopilnujesz, a moje dzieci mieszkały same. Starsza zamiast choć jeden raz zaprosić na obiad, to zapraszała córkę na oglądanie męskich penisów w internecie. No i okradała z czego mogła, nawet stolik wyniosła.

Wybaczyłam ale nie zapomniałam.

Która ukradła i … spaliła, wyrzuciła, zniszczyła moje najważniejsze dokumenty? do dziś nie wiem. Wybaczyłam ale to nie znaczy, że zapomniałam. Dokumentów tych nie odtworzyłam, odczułam wielkie straty finansowe. To nagroda, za moją pomoc fizyczną i finansową.

Tak jak zawsze w razie potrzeby, jestem pierwsza do pomocy, pomimo krzywd jakie mi wyrządziły. Przed wyjazdem do ameryki i po wyjeździe.

Mimo wszystkich krzywd jestem z nimi i jestem gotowa im pomagać, tym razem kiedy poproszą o pomoc, tym razem już nie czytam w ich myślach i ich myśli nie wyprzedzam. Chociaż nie raz, jestem gotowa serce na dłoni podarować. Wstrzymuję się.

Na wyświetlaczu, siostra B. – a ja nie skora byłam odebrać. Pytanie… co ona może chcieć jeszcze? Serce już im swoje oddałam, czego można jeszcze. Odebrałam, a tam lament, płacz i krzyk. Prośba o pomoc. Nareszcie przyznanie się do czegoś czego nie jest w stanie zrobić. Prośba o wykonanie tel. do NYC szpital i zapytanie o stan zdrowia jej syna. I takim sposobem dowiedziałam się, że mój chrześniak jest w szpitalu pod respiratorem i śpiączce. Moje kontakty z siostry synem były bardzo częste 2-3 razy w miesiącu. Jeszcze w czwartek do mnie dzwonił ale nie było połączenia, coś na liniach było, zadzwoniłam do niego z myślą że może ja się połączę ale niestety cisza. Ostatnia rozmowa była 11 lipca – oj pogadaliśmy bardzo długo. Zawsze prosił – ciociu tylko nie mów mamie, no jak zadzwoni, że ja dzwoniłem. Ale ta jego mama nie dzwoniła, bo przecież tak nienawidzi mego męża. A przecież mego męża nie zna. Nie zamieniła z nim słowa po angielsku. Po polsku MM nie rozmawia i nie rozummie.

W piątek syn siostry zemdlał podczas wsiadania do samochodu. Karetką odwieziony został do szpitala.

Nie ma ani poprawy ani pogorszenia.

Teraz moja starsza dzwoni do mnie, nie ukrywam, ja też do niej dzwonię bo tak naprawdę to ona mimo, że jest z rodziną swojej córki, jest sama. Nie potrafi nawiązywać kontatów. Krzykiem i rozkazami nic się nie osiąga. Rodzina to nie koszary. Wiem, że inaczej nie potrafi. Bardzo dużo z nią rozmawiam.

Jej córka, jak usłyszała, że przyjadę to szaleje z radości. Wiem, że otwarte serce dużo może zdziałać. Tylko nie każdy ma serce, a co dopiero otwarte.

Bardzo mi przkro z powodu mojego chrześniaka.

Mam nadzieję, że wyjdzie z tego i jeszcze go zobaczę.

Wakacje w domu

Wczoraj rano poszliśmy się przjeść. Przed wyściem byłam jeszcze świeżuteńka.

Przed marszem

To był marsz. Fajnie się szło po prostym terenie ale jak trzeba było iść pod górkę to już z sapankiem, niestety. Nie byłam już świeżuteńka. 🤣😅 Przemaszerowałam 3,7km w 42 minuty. Koleżanka powiedziała, że musiałam szybko iść. Tak nie uważam. Ale niech będzie, tym bardziej, że to był mile spędzony czas z MM. No i z MM umówiliśmy się na 7:15 am, że pójdziemy właśnie dzisiejszego poranka. Powtórzymy wczorajsze. Wczorajsze nie udało się powtórzyć.

Kto w wakacje wstaje przed 7am? Mówię o WAKACJCH, URLOPIE! Przebudziłam się o 8:49am, jeszcze powyciągałam się, powalałam na łóżku, spojrzałam w okienko za żaluzjami coś ram prześwitało. Oj, oj przespałam “randkę”, to nie pierwsza i nie ostatnia przespana.

W kuchni poprzytulałam MM na dzień dobry. Zadowolony, z buziaczków i zadowolony że przepałam. 😀😀😀😂. Kawusia na decku. Relaxik.

No nareszcie. MM udał się do office a ja zabrałam się za pieczenie chlebka. Gdy maszyna miesiła ciasto ja pomalowałam paznokcie u nóg.

Gdy maszyna miesiła ciasto na kajzerki, partiami robiłam paznokcie u rąk. Zrobiłam tytanowe. Zawsze jak sama zrobię to jestem niesamowicie zadowolona. Manikiurzystki chowają, wciskają skórki, które po dwóch dniach i tak wyłażą. Zmieniałam manikiurzystki jak rękawiczki jednorazowe, ostatecznie zaczęłam robić sama swoje paznokcie.

Kolorowe paznokietki.

Aby zmyć tytanowe w domowych warunkach, trzeba poświęcić trochę czasu. Nie zdrapuje, nie podważam i pilniczka nie używam. Na wacik nalewam acetonu i z paznokciem wkładam do klipsa na 15 minut. Po trzeciej zmianie wacika paznokieć jest czyściutki. Nie będę opisywać dokładnie procesu zmywania paznokci tytanowych.

Klipsy na paznokcie

MM pierwszy dzień w pracy/domu. Więc wieczorkiem wyszliśmy na deck z butlą czerwonego wina, celebrować pierwszy dzień pracy MM.

Czekam na jutrzejszy dzień domowych wakacji.

Zakup w rodzinie

Lubię nowości ale dobre, lubię jak coś się dzieje ale również dobrego. Wprawdzie nie moja córcia sfinalizowała zakup domu, ale starsza córka MM. Od kilku lat mieszkała w Utah. Miała dość samotności i zjeżdża do nas, do cywilizacji. Wprawdzie i tam nie są jaskiniowcy ale…obowiązują prawa mormonów. Niektóre z nich są bardzo restrekcyjne. Przystosowała się. Polubiła zimę, śnieg i mrozy. Pokochała góry.

Tylko… była samotna. Nie zdołała nawiązać bliższych relacji z współpracownikami, sąsiadami. Myśl o przeprowadzce zaczęła się tlić, aż kilka tygodni temu … wracam do domu. No i wraca do domu. A domem dla niej jest downtown i przyjaciele z którymi miała stały kontakt.

Właśnie sfinalizowała zakup apartamentu. Dziś zostaliśmy zaproszeni na obejrzenie pokoi.

Meble są ekoracją wnętrza
Mwble są dekoracją wnętrza
Meble są dekoracją wnętrza
Meble są dekoracją wnętrza

Dwie sypialnie i pokój biurowy. Dwie łazienki z kabinami prysznicowymi. Kuchnia, pralnia i salon. Czego więcej chcieć. Jest osobą samotną z psem i kotem. Apartament jest na parterze, więc dreptanie po stopniach schodów odpada. S jest szczęśliwa i ja podzielam jej szczęście w końcu będę miała dla kogo gotować. Uwielbia jeść i polską kuchnię.

Oj wiem, że z czasem będę zmęczona jej obecnością w moim domu ale…lepsze to niż moje siostry.

Teraz myślimy o prezencie. Padło na materac i kanapę. Taką duuuużą kanapę. Oczywiście S wybierze a my sfinasujemy.

Teraz mojej córci kolej, lecz dwie oferty nie przeszły. Niby domy do sprzedaży ale to jest ukryta licytacja, kto da więcej. Trudno przebić cenę. Można wygrać, jak najbardziej, ale jak można zaoferować kwotę przewyższającą wartość domu. Moja córcia wciąż szuka, a ja nie popędzam. To musi być dom do którego będzie z chęcią wracać. Nie chce żadnych condominium, townhouse, apartamentów. To ma być dom. A sąsiedzi trochę dalej lub bardziej dalej niż na 10 metrów, z backyardem i najważniejsze na górce tak jak mój. Powiem, że jest bardzo wygodnie. Spoglądam na wszystkich z góry i nie groźna mi żadna ulewa.

S wprowadza się dopiero na początku października. Do tego czasu mieszka i pracuje w Utah. Planujemy przed jej ostateczną przeprowadzką pojechać do Utah i zwiedzić przepiękne górskie rejony.

Cieszę się bardzo, że dziewczynie się powiodło.

Sobotnie info….

Miałam kiedyś udział w domu letniskowym. Piętrowy, z garażem i użytkowym podpiwniczeniem. Działka nie duża ale las w odległości pięciu kroków i rzeka 200 metrów. Sklep spożywczy też nie daleko. Piękne dziewicze okolice. Do dużego miasta 17km. Jagody były na wyciągnięcie ręki, grzyby….śpiew ptaków, szum drzew. Z balkonu na piętrze rozciągała się zielona niespończoność aż po horyzont. Piękne widoki i wspomnienia.

Po śmierci Tatusia…..właśnie wtedy dom letniskowy został podzielony. Nie interesowały mnie podziały. Dbałam jedynie aby mamusi mojej nie zostawili na ulicy. Młodsza ciągnęła dla siebie jak najwięcej a mamusia miała otrzymać tylko służebność do domu jaki z tatusiem wybudowała w mieście i coś tam z domu letniskowwego. Starsza ciągnęła w swoją stronę, bo to dla syna chce. A mamusia siedząca na kanapie, ze łzami w oczach …ja nic nie chce – mówi. Patrzyłam na starowinkę i nie mogłam uwierzyć. Rozgrywała się wojna pomiędzy szwagrem, młodszą siostrą i starszą. Nie uszanowali nawet żałoby. Przykro mi było, kiedy mamusia tak powiedziała. Wiedziałam, że teraz te kruki ją rozszarpią.

U notariusza (podstawionego) miała mamusia podpisywać dokumenty. Nie muszę czytać o notariuszach i chciwych ludziach, w różnych mediach. Miałam to naocznie. Nie pozwoliłam mamusi iść samej do notariusza i nie pozoliłam aby mamusia pojechała z młodszą swoją córką. Była szarpanina słów, nie ustąpiłam. Mamusia po kątach popłakiwała a ja walczyłam o możliwość pojechania z mamusią. Każdy dokument był dokładnie przeze mnie przeczytany. Kategorycznie zarządałam aby notariusz przetłumaczł każdą kwestię zapisaną w dokumentach z polskiego na polski, tak aby mamusia zrozumiała. Ja rozumiałam. Młodsza siedziała ze spuszczona głową. Notariuszka musiała to uczynić. Gdyby cokolwiek podpisała zostałaby na ulicy. Nie doszło do podpisania żadnych dokumentów. W tamtym czasie mamusia miała 80 lat. Żałoba doprowadziła mamusię do stanu całkowitej bezradności. Na tym chciały pożerować moje dwie siostry.

Na pogrzebie Tatusia nie byłam, wiedziałam, że mamusi będę potrzebna przy papierach i rozszarpywaniu majątku.

Mimo wszystko nie zdołałam przekonać mamusi co do wielkości procentowego podziału w majątku. W domu mieszkalnym dostała 5% (tyle mi wystarczy – powiedziała) domu letniskowym 50%.

W 2017 roku darowizną przekazałam młodszej siostre 25% udziału w domu letniskowym. Starszej nie uprzedzałam, moja własność i co chcę to robię.

Dlaczego to uczyniłam? Nie mieszkam w Polsce, nie miałam wpływu na działania pozostałych współwłaścicieli ale wszelkie podatki i opłaty musiałam ponosić. Zresztą dzieci prosiły abym się tego pozbyła…kto zechce temu oddaj…I tak też zrobiłam. Mam dom w Polsce i to mi wystarczy. Jeszcze nie podjęłam decyzji o sprzedaży ale już mam takie myśli. Mam osobę doglądającą, ale mieszkam tu gdzie mieszkam. Dom trzymam jedynie z sentymentu. Czasami myślę jak go sprzedam to i ja odejdę.

Opłaciłam notariusza i wszelkie koszty z tym związane sama poniosłam. W rozpędzie mamusia również darowianą przekazała swoje 50% udziału w domu letniskowym swojej najstarszej wnunczce.. Przy okazji też sporządziła testament na 5% udziału w domu mieszkalnym na moją młodszą siostrę.

Na drugi dzień młodsza pokłóciła się ze swoją córką. Nie dogadały się co do używalności domu letniskowego. A przecież nie minęło jeszcze 24h od otrzymania dorowizny.

Później nastąpiła walka, próba uderzenia mamusi, zamknięcia w psychiatryku i akt wypędzenia mamusi z domu. Interwencja policji. To co usłyszałam z ust starszej i młodszej mojej siostry lepiej żeby nie zostało wypowiedziane. Po tym odsunęłam się od sióstr. Bo to nie są ludzie – to nawet nie zwierzęta. Jedna wraz z mężem walczy aby już moja mamusia zdechła bo już chce się wprowadzić do zajmowanej części przez mamusię. Druga nie daruje, że zostały dokonane darowizny i sporządzono testament na rzecz młodszej. Starsza kipi nienawiścią, że nikt jej nie przepisał domu letniskowego, a przecież mieszka w NYC i ma się dobrze. A te 5% …..nie przepuści….

Dosłowne szambo.

Sobotnie popołunie i … dzwoni telefon a na wyświetlaczy Siostra B… , Zastanawiałam się, odebrać, czy nie.

Odebrałam… słyszę krzyk. Bo ona, żadnych pieniędzy płacić nikomu nie będzie, do sądów jeździć czy latać też nie, pełnomocnika to ona nie zamierza wynajmować.

Oczywiście, że wysłuchałam, swego zdania nie wypowiedziałam. Bo w sumie co to mnie obchodzi dom letniskowy.

Na działce drzewa się zwaliło na samochód sąsiada a ten chce właściciela podać do sądu.

Pomyślałam – a co ja mam z tym wspólnego? Nie mój cyrk i nie moje małpy.

Zapomniało całe towarzystwo, że jak masz nieruchomość to trzeba o nią dbać, nieruchomość o siebie sama nie zadba jedynie się zawali. Obecnie jeden na drugiego w tym towarzystwie zwala winę.

Wszystko złożyłam jak puzle i wiem dlaczego tak wrzeszczeli na mamusię w sobotę rano. Byłam na telef z mamusią. Że moja mamusia ma już początki demencji , to przecież nie jej wina. Że zapomniała, że jadła zupę to nie powód, że durna. Że ją bardzo bolą nogi bo od końca 2019 roku nikt nie zawiósł mamusi do lekarza a ma ostoporozę, to jak długo można prosić. Ale młodsza wywrzeszczała się na mamusię, że brudaska. Słyszałam jak mamusia stara się wytłumaczyć, że długo nie może stać a wyciera się mokrym ręczniczkiem.

Dawniej dzwoniłam na skype, niestety Ipad został wyłączony a towarzystwo nie jest zainteresowane zrobić upgrade. Dzwonię na telefon stacjonarny, który posiada kilka słuchawek. Zrozumiałe jak 2+2 że jest na ciągłym podsłuchu. Jeśli mamusia lub ja wypowiadamy słowo niezgodne z wyobrażeniami, szpicla – podsłuchiwacza w przeciągu sekundy stoją i wrzeszczą na mamusię. Nie mam możliwości obronienia mamusi bo jestem na słuchawce, której w momencie krzyku nikt do ucha swojego nie podnosi.

Cenzura i wszelki monitoring jest w ciągłym użyciu.

Rozłączyłam się, później tel był niedostępny.

Wiem, że mamusia im przeszkadza. Gdy byłam ostatnio w 2019 roku wszystkie badania mamusi wykonałam, zastrzyk na ostoporozę również otrzymała (działał 6 miesięcy). Byłyśmy kilkakrotnie u psychologa, który stwierdził wczesne otępienie starcze. Moje ćwiczenia z mamusią dotyczące kolorów, zakończenia zdania lub wyrazu wykreskowanego, spotkały się z wyśmiewaniem i mnie i mamusi od idiotek. Szukałam pomocy rówież, ale dochodząca pomoc prywatna okazała się oszustką. Pomoc polegała na odkurzeniu mieszkania, zrobieniu zakupu wędliny lub mięsa bo podstawowe artykuły spożywcze mamusia sama kupowała w osiedlowym sklepiku. A państwowa pomoc się nie należała (jeszcze w tamtym czasie chodzącej osobie) ponieważ, mieszka z rodziną, która to powinna, w razie potrzeby zabezpieczyć opiekę.

Ale nie przeszkadzało wzięcia 75% domu letniskowego i schowania testamentu jaki mamusia sporządziła. Biorąc testament (mam 2gi egzemptarz) – będę się mamusią opiekować i inne bla bla bla. Jak widać są rózne poglądy na udzielanie opieki.

Przyszedł covid i jeszcze bardziej zamieszał. Aby jeszcze bardziej zrobić tragicznie, siostra ze szwagrem obecnie siedzą w domach bo już emeryci, nie mając co z nudnym swoim życiem zrobić, znaleźli zabawę o nazwie ..dokuczanie starej…a najstarsza wnusia swoim rodzicom wtóruje.

Cierpię z tego powodu.

Nie mam możliwości pomocy.

Niespokojny dzień -włamanie

To miał być dzień jak każdy inny, pracujący. Praca – dom – praca. Oczywiście jakieś drobne wydarzenie jak: gwóźdź w oponie, wypadek z nożem przy krojeniu palca😁, kotek (cudzy) bawiący się z chickmunkiem, jakieś stwory wiszące na płocie itp. To miał być taki dzień, co wszystko się udaje, droga do łóżka usłana płatkami róż, wiaterek leciutko trąca baldachimem, powietrze leciutko pachnące skoszoną trawą i aromatem róż, ja zwiewna podążam nią w objęcia….Morfeusza.

Nic bardziej mylnego. Do godziny 12pm czas zleciał szybciuko. Syn przyjechał mnie odwiedzić bo był bardzo blisko. Corcia zadzwoniła chwile porozmawiałyśy. Usłyszałam szczękającą Zimę. Właczyłam Ringa aby sprawdzić na komórce co dzieje przed domem.

Widzę postać pochyloną do przodu, w naciągniętym kapturze na oczy i plecaku na plecach ( później z informacji policji/miała dwa plecaki) Skojarzyłam tę postać z bezdomnym. Postać nie weszła po schodach do frontowych drzwi, ominęła, chodź spojrzała na nie, szybko poszła do bramki od strony północnej. Chwilę poczekałam. Nie wracała. Córcia w tym czasie była ze mną na komórce.

Usłyszałam krzyk

– mamuś ona tu jest!!!!!!! Dzwoń na policję!!!!!!

Połączenie zostało przerwane.

Syn już próbował się dodzwonić. Próbował, bo lanczowa godzina. Próbowałam dodzwonić się i ja tym bardziej, że córcia nie odbierała i nie wiedziałam co dzieje się w domu. Dla mnie Tu, było wewnątrz. Moja wyobraźnia (a mam wyjątkową) zadziałała. Córcia walcząca, pokaleczona leży na podłodze, zabita, ranna……

Synowi się udało. Wysłano 3 jednostki policyjne i karetkę pogotowia.

W tym samym czasie.

Osobą okazała się dziewczyna. Przeskoczyła płot o wyskokości ponad 2 m. Szukała otwartych drzwi w ogrodzonnej część yardu. Znalazła. Weszła do mieszkania. Córcia była w innej części mieszkania. Kiedy piesek Amber odwróciała głowę córcia odwróciła się również. Za jej plecami w odległości metra, stała ta dziewczyna. Nic nie mówiła, a może mówiła lecz córcia nie spodziewała się jej wewnątrz. Córcia zaczęła korytarzem biec do drzwi frontowych, wybiegła na zewnątrz. Zaczęła krzyczeć ….tylko dziewczyna z domu nie chciała wyjść.

To działo się kiedy nie mogłam się wraz z synem dodzwonić się na policję. Włączała się maszyna, wciśnij jeden – wciśnij dwa…. jak potrzebni to ich nie ma, jak moja sąsiadka rozpaliła ognisko, próbując puścić z dymem pół dzielnicy – odebrali od razu lecz jechali niemrawo.

Na Ringu widzać córcię na zewnątrz krzyczącą, dziewczynę stojącą w progu mieszkania. Kobieta przebrała się szybko. Zmieniła obuwie, spodnie i bluzę i zaczęła uciekać przez frintiwe yardy które u nas nie są ogrodzone.

Dziewczynę policja schwytała 50 metrów dalej. Krzyczała tak przeraźliwie jak krzyczy zwierzak w sidła złapany. Sąsiedzi piwychodzili na zewnątrz, również krzyczeli. Po prostu strach. Została aresztowana. Z urzędu założono jej sprawę.

Córci zmierzono ciśnienie, zbadano serduszko. Podano uspkajający zastrzyk. Policja obejrzała cały dom i yard. Nie omieszkali zachwycić się moim skalniakowym yardem😁.

Wszystkie videa z Ring przesłaliśmy na policję

Mimo że dziewczyna miała dwa plecaki, nic nie ukradła.

Teraz jest czas nie ciekawy. Covid zrobił swoje. Ludzie utracili pracę, jeśli pracują to wynagrodzenia zostały okrojone. Czas wakacji, wiele rodzin nie stać na wyjazdy wakacyjne.

Ogólnie jest spokojnie. Nie licząc tych wyżej wymienionych i próby włamania się do sąsiada z naprzeciwka. Spłoszyłam jegomościa, nagrałam video które przesłałam sąsiadowi. Na ponad 10 lat dwa przypadki, to nie tak wiele, biorąc różnorodność kultur i kolorów. W mojej dzielnicy mieszka dwie rodziny afroamerykanów, dwie pochodzenia z Indii, z Polski ja, korzenie rosyjskie posiada mąż mojej dobrej sąsiadki, jedna rodzina wesołków z dawnej Jugosławii, pozostali – amerykanie. Biorąc pod uwagę, że moje miasto już przekroczyło 6ml mieszkańców w tym 51% białej rasy.

Nasze osiedle jest/było spokojne. Ulice okamerowane, nikt nie zapuszcza/ł się tutaj po łupy. Sąsiedzi spacerujący z pieskami lub bez, uprawiający jogging. Pisałam kiedyś o sąsiedzie urządzającym urodzinowe party. W tym roku również pośpiewali przy mikrofonie, cisza nastała o 10pm. Sąsiadka która zostawiała pieska przywiązanego na podwórzu bez nadzoru a sama znikała na 2 tyg. Pieska nie ma, był biedaczek stary.

Na jakiś czas trauma pozostanie z nami. Myślimy o zakupie 2 dodatkowych kamer oraz jeszcze jednego psa (pieski to my mamy). 🐩🐩

dumna mamusia

Dzień Matki w USA obchodzony jest w drugą niedzielę maja. Niedziela jest oczywiście dniem wolnym od pracy i dzieci (rodzina) może poświęcić więcej czasu na spotkanie z matką, bacią i ogólnie celebrować Dzień Matki. Dawniej wysyłałam życzenia koleżankom na Dzień Kobiet, Dzień Matki, babciami jeszcze nie były. Oczywiście cieszyły się i serdecznie dziękowały. Obecnie zaniechałam takich praktyk. Czekałam, że może któraś wpadnie na pomysł i chociaż zadzwoni na whatappa, bo zawsze jakoś dziwnym zbiegiem okoliczności na komórkę jeszcze nikt nie zadzwonił, nie licząc adwokata, pana zaprzyjaźnionego opiekującego się domem, pana od urządzeń gazowych i pana ślusarza oraz mego wójka (brata mojej mamusi). Wujek dość często dzwoni. Panowie nie pożałowali 2zł. Mniejsza o to. Pewnie, że czasami byłam zawiedzina, już mi minęło.

Dzień Matki był bardzo miłym dniem. Córcia ugotowała obiad, syn robił ostatnie zakupy, a ja się piękniłam. Oczywiście się upiękniłam. Otrzymałam od swoich dzieciaczków mnóstwo przytulasków i kwiatów. 🌷🥀🌺🌸💐🌹 Obiad był wyśmienity, a może byłam tylko głodna?😂 Żartuję. Córcia umie gotować. Dzień Matki spędziliśmy tylko we trójkę. MM oraz niemąż mojej córci, byli nieobecni – obowiązki służbowe.

Od 9 do 13tego nic się nie dzialo. Deszczowe lenistwo. 🌧☔️⛈☔️⛈☔️ Nawet pieski nie miały chęci na wyjście – na siusiu. Kombinowałam: na backyard otwierałam drzwi pieskom kiedy padał mniejszy deszcz, ulewa – otwierałam drzwi garażowe, błyskało i padało – drzwi frontowe. Nie udało sie oszukać jedynie ze trzy razy. Wychylały głowy i chowały się wewnątrz domku. Wogóle się nie dziwiłam, bo i ja ostatnie kilogramy mąki wyciągałam z zakamarków i piekłam bułki słodkie, chleb i kajzerki. Jedno ciasto na chleb trafiło do śmietnika. Chciałam przyspieszyć proces rośnięcia ciasta. Dokładnie wiedziałam, że ciasto powinno rosnąć co najmniej 12 godzin, ale nie, ja się uparłam i po 4 godzinach wstawiłam do pieczenia.

Był niewypał, beton, gniot!

Szybciutko wyrobiłam ciasto na normalny chleb na suchych drożdżach. Następny dzień. Jabłka w ilości 4 sztuki ( pokrojone w kosteczkę)i sok z 2 mandarynek wrzuciłam na gotujący się syrop z brązowego cukru, oczywiście z dodatkiem wody i cukru waniliowego. Dżemik-marmolada, pyszności. Bułeczki słodziutkie z nadzieniem z własnej marmolady, pyszności. O kajzerkach można napisać poemat. Jeszcze cieplutkie, chrupiące, pożarłam całe 2 szt popijając mlekiem z lodówki( lodówki nie mylić z krową)😂

Takim to sposobem nastał MAJ 13.

Ten dzień jest szczególnym dniem. Moja córcia miała graduację MBA! Teraz rozgląda się za dalszym kształceniem. Oczywiście nauka w USA nie jest darmowa lecz w przypadku mojej córki, zakład pracy pokrywał 50% kosztów nauki. Ma nadzieję, że w dalszym ciągu zasponsorują. Chciałaby zrobić doktorat ale… na to trzeba mieć lata praktyki, bez tego nie ma możliwości dostania się. Chociaż na MBA udało się dostać bez praktyki z tym, że była honorowym studentem na uniwersytecie. Teraz również zakończyła studia celująco. Oczywiście, że jestem bezgranicznie dumna ze swojej córci. Myślę, że każdy byłby. Uroczystość odbyła się na stadionie z tym, że w reżimie sanitarnym.

Dwa lata temu… stadion był zapełniony w 75-80%. Nie były zajęte miejsca które nie umożliwiały widoczności podium. Przed podium na którym swoją obecność zaszycili profesorowie były postwione krzesełka na których siedzieli absolwenci uniwerystetu. Nie pamiętam ile było sekcji z krzesłami ale uroczystość trwała kilka godzin. Abolwenci sekcjami podchodzili do podium. Czekali na wywołanie po nazwisku. Wchodzili na podium – dziekan – uściski i wręczanie dyplomu. W momencie wchodzenia absolwenta na podium znajomi i rodzina po prostu ryczeli z radości. Były gwizd, krzyki i oklaski. Wykrzykiwane były imiona. To była niekończąca się radość. Oczywiście miała koniec, kiedy absolwent schodził z podium a na jego miejsce wchodziła inna osoba. Każdy miał czas i nikt się nie spieszył. Powiedziałam córci kiedy będzie na podium ….pomachaj do nas…Pomachała, mimo że byliśmy gdzieś tam w tłumie i nie mogła nas dojrzeć, ale ma fantastyczne zdjęcie.

Obecnie – część wstępna.

Na podium profesorowie. Przedmowa. Odśpiewanie hymnu. I na telebimie wyświetlanie nazwisk absolwentów. Nazwisko zmieniało się co kilka sekund, a więc zanimi rodzina, znajomi przestali wołać, krzyczeć i klaskać radośnie już na ekranie pojawiło się inne nazwisko. Czasami obok nazwiska było zdjęcie absolwenta lecz kto mógł to zauważyć. To była taśma produkcyjna! Szybko, żeby plan wykonać. Póżniej były fajerwerki i nie byłam bym sobą gdybym operatora kamery nie ściągnęła na swoją osobę, nie tyle wzrokiem jak machaniem. I mamy, mamy kawałeczek filmu z nami. Jestem ze swoimi dziećmi i partnerem córci. Jesteśmy w internecie!!!!!😂🤪 Może kiedyś moja córcia to obejrzy, może nigdy.

Tak jestem szczęśliwa!

Edukacja jest bardzo ważna. Mój TATUŚ zawsze powtarzał….wszystko mogą ci zabrać ale edukacji nigdy nikt ci nie zabierze…. Mój TATUŚ nie tylko był wykształconym człowiekiem ale też, bardzo uczciwym i pomocynym. Mimo swego wieku potrafił się dostosować do warunków panujących w naszym kraju. Całe życie powtarzałam swoim dzieciom ….edukacja jest bardzo ważna i jej nikt wam nigdy nie zabierze…..

Zmiana planów

Wiem, że muszę w tym roku jechać do domu. Jest wiele spraw do załatwienia po zmarłym ex. Chociażby zdjęcie na pomnik przykleić. W 2019 niestety nie zdążyłam. Sprawa spadkowa ze względu na covid toczyła się ponad rok. Dzieci moje są jedynymi spadkobiercami, wizyta w Polsce jest konieczna. Jeśli mamusia dożyje i się doczeka, to chciałabym zobaczyć ją jeszcze żyjącą. Niestety, do dnia dzisiejszego nie mam z mamusią kontaktu, ostatni był 10 stycznia. Wszystkie rozmowy były i są przez siostrę i zięcia nagrywane. 10 stycznia mamusia powiedziała, że jestem jedyną osobą z którą rozmawia bo gdybym nie ja, to nie miałaby do kogo buzi otworzyć. Moim zdaniem to wystarczyło, aby siostrę histeryczkę do szewskiej pasji doprowadzić. Jak dzwonię na jej numer to telefony wyłącza. Mamusi ipad jest, śmiem przypuszczać schowany albo zabrany lub specjalnie wyłączony. Zięć przeglądał każdego dnia ipad i szykanował mamusię, teraz mogli posunąć się o krok dalej. Nie mam dowodów na te szykany, wyzwiska, poniżenia, tak jak nie miałam kiedy Tatusiem poniewierała. Ciężko pomóc jeśli mieszkam daleko. Starsza w tamtym czasie mieszkała w Polsce lecz osobowość ma strachliwą, za to w gębie mocna. Co ona może zrobić ostatecznie …nic nie zrobiła. W tamtym roku była w Polsce w sierpniu. Zabrała mamusię do siebie i skleroza zrobiła zimny prysznic dla mamusi. Dobrze, że mamusia nie zachorowała. Zamiast pozwolić mamusi skorzystać z prysznica na parterze to zaprowadziła mamusię na piętro. Bo co? bała się że mamusia prysznic na parterze zabrudzi? A na piętro mamusia szła po schodach na czworaka. A później, starsza  opowiadając mi się śmiała. Kanalje a nie córki. Jest mi ciężko. Bo wiem że mamusia czeka na mój telefon a ja nic zrobić nie mogę. Patrząc realnie,  nie mam żadnych dowodów na znęcanie się psychiczne, bo zakupy robią, jeden raz dziennie jedzenie dają i można by powiedzieć nic się nie dziej. Tylko przemoc psychiczna nie jest widoczna, to nie są siniaki, połamane ręce czy też oczy podbite.

Wiem, że nikt nie złożył nanusi  życzeń na Dzien Babci,  nawet ta wnuczka, która była odepchnięta przez własną matkę a przygarnięta przez dziadków. Dziadkowie a moi rodzce oddali jej serce, zapominając o pozostałtch wnukach, a ona nawet w dzień Wigilijny nie złożyła życzeń, nawet przez uchylone drzwi nie krzyknęła …wszystkiego dobrego babciu… już zaraz będzie dwa lata jak się do mojej mamusi nie odzywa. Na moje prośby otrzymuje odpowiedź, że to nie jej sprawa. Ale jak studiowała w Łodzi,  to chętnie brała pieniążki. Trudno piwiedzieć, że nie rozumie sytuacji mając 41lat. Co za ludzie? Gdzie jest ich sumienie? Covid, covidem ale oni byli tacy w 2019 roku i wcześniej również. Nie życzę im niczego złego. Jak co roku na święta wysyłałam życzenia i paczki (zamawiane gotowe z polskich stron internetowych). Wywołałam tylko większą burzę nienawiści, a ja chciałam pojednania. W święta nawet zwierzęta mówią ludzkim głosem, okazało się, że to nie zwierzęta to bydło któremu nie przystoi być zwierzęciem.

Zawiniłam tym, że będąc w Polsce opiekowałam się mamusią i nie skorzystałam z lekarzy których nazwiska siostra mi wypisała na kartce i zarezerwowała wizyty. Nie chciałam iść do umówionych z góry lekarzy. Nie chciałam iść tam gdzie mamusię postrzegali by jako psychiczną,  zanim weszłaby do gabinetu. Prowadzałam do lekarzy z NFZ a nie prywatnych, z góry opłaconych. Siostra poczyniała kroki aby wsadzić mamusię do psychiatryka lub ubezwłasnowolnienia. Świadków na to miałam i mam, te osoby były w ogromnym szoku. Mamusia przeszkadzała i przeszkadza bo zajmuje 3 pokojowe mieszkanie z łazienką, kuchnią i korytarzem. Nie nie, szwagier z siostrą na siedzą w jednopokojowym mieszkanku, ma salony.  Ale to zawsze jest za mało.

Piszę to, bo mnie boli, boli moje serce, że jestem bezsilna. Sądy nie pomogą, są opieszałe a mamusia jest już mało chodząca. Nikt namusi nie zawiezie do sądu jak nikt nawet do lekarza przez ponad rok nie zawiózł. Jeśli nie ma wizyt to przynajmniej telefonicznie, ale i tego nikt nie załatwił i nie załatwi. Mamusię bolą ręce i z tyłu szyja. Naciera maścią jaką jej przesłałam ale i ta maść się kończy. W Polsce już można kupic identyczną maść,  ale kto kupi. Nie ma nikogo. Mamusi bracia są również starzy i schorowani.

Patowa sytuacja.

Dawno temu, jak zmarł Tatuś proponowałam mamusi, że ją zabiorę do siebie.

…chcę umrzeć w Polsce i być w Polsce pochowana…

Ale czy ta Polska potrzebuje takiego poświęcenia, cierpienia?


Dziś telefony w dalszym ciągu milczą.


Po dzisiejszej rozmowie z adwokatem, nie ma potrzeby abym leciała do Polski w tym roku.

To jest pocieszające i nie pocieszające. Nie będę musiała się jeszcze szczepić, bo przed wylotem zamierzałam to uczynić. W przeciwnym wypadku musiałabym siedzieć dwa tygodnie na kwarantannie. To po to lecieć i siedzieć zamknięta w domu? Zaszczepić się? Nie jestem na całkowite NIE.

Nie zobaczę mamusi.

NIE TERAZ.  Zastosuje się do zaleceń mojej lekarki.

Z tego wynika, że nigdzie nie lecę. Muszę bombardować siostrę telefonami i smsami aby umożliwiła mi kontakt z mamusią. Co będzie? No bardziej to już ona chyba mnie nie znienawidzi. Od jutra będę zakłócać jej zakłócony spokój przez mamusię.

W kuchni wydają rosołek….

Choineczka stoi. Tak, tak stoi i ma się wspaniale. Odkurzałam przed sylwestrem. Aż trudno uwierzyć, że się nie osypuje. Ozdoby jeszcze moje oczy cieszą i to wszystko zatrzymam do 20 stycznia. Pierwszy raz tak długo. Zacznę porządkować po córci urodzinach.

W ubiegłym roku choinkę wyniosłam około 10 stycznia. Sypała się i wyglądała tragicznie. Chyba to był pierwszy odbior choinek przez śmieciarki.

Tą popiłuję sama i zapakuję do worów, problemu nie widzę, mam też w domu trzech facetów. Któryś będzie musiał znaleźć czas,

Dziś dodzwoniłam się do mamusi. Tylko 30 razy próbowłam, tak jednym ciągiem. Ponieważ kilka razy, po kilka razy było, ale tego nie liczę.

Rozweseliłam, uspokoiłam, wytłumaczyłam i po godzinie się rozstałam. Od jakiegoś czasu wyjątkowo pięknie mi dziękuje, że o niej nie zapominam, bo z nią nikt nie rozmawia, że ma mnie tylko jedną. Życzy mi dużo zdrowia i ogólnie…

Wiem, że się boi, jak by coś się stało ze mną, zostanie sama samiusieńka wśród ludzi. To jest jej koszmar a za razem i mój. To nie jest tak, że mamusię uzależniłam od siebie. Nie! Jeśli ktoś nie ma nikogo to chociaż trzyma psa lub kota do ktorego mówi i wierzy, że to zwierze rozumie każde słowo. Nikt zwierzęciem nie był i nie może powiedzieć, co zwierze czuje, słyszy i jak odbiera nasze słowa. Naukowcy mogą pisać a ja powtórzę, żaden człowiek nie był zwierzęciem i niech snuje swoje teorie ale to jest: tak albo siak.

Mamusia nie może mieć kota ani psa. Mieszkanie mamusi było odkurzane w sierpniu i to był ostatni raz. Łazienka z toaletą wymyta w sierpniu i to był ostatni raz. No cóż, pieniądze jak to się mówi nie śmierdzą a sedes mamusi już tak. No cóż, młodszej siostry córka, już zapowiedziała ….. ja wami opiekować się nie będę …..skierowała te słowa do swojej matki i mego szwagra i wyprowadziła się do bloku.

Nie daleko pada jabłko od jabłoni.

Czym skorupka za młodu nasiąknie.

Nie zawsze te przysłowia się sprawdzają, bo w pełnych kochających się rodzinach urodzić się może “gen” nie z tego świata, który “umili” życie rodzinie. A z genami nie podyskutujesz. Taki brzdąc jeszcze nie chodzi, jeszcze nie mówi, a swoje zdanie na każdy temat już ma. A to mleko za zimne – pić nie będzie, soczku marchewkowego też nie. Pielucha mokra da znać, a jakże i jak donośnie. Umie ten brzdąc rodzinę postawić na nogi i rozstawić po kątach. Normalny terorysta. 😁

Nie spostrzeże się ojciec jak mu srajdun fajki będzie podkradać.

…. jak ty ojciec stówy nie dasz, to powiem mamusi że fajkami mnie częstowałeś hahaha


Czekając na moment wrzucania marcheweczki do garka, stukam w literki.

Dziś będzie rosołek!!!!

Mięsko kurczacze ugotowałam, wyjęłam i dwoma widelcami poszarpałam i z powrotem do gara wrzuciłam. To dopiero zupa będzie!!!!

W zupach z makaronem lubie dwa gatunki makaronu. Dziś nitki i pastina. Pachnie rosołek, pachnie.

Musi wszystkim wystarczyć!!!!

A tych ludziów jest u mnie jak na przystanku kolejowym tylko… w zawieje śnieżną. Dam radę z nakarmieniem tego orszaku. 😁

napiszę o (nie marzeniu) pragnieniu

normalnej rodziny. Dorastałam w szczęśliwej (można powiedzieć) rodzinie. Mamusia niepracująca, zajmująca się na co dzień domem. Tatuś pracujący lecz często wyjeżdzający w delegacje, mimo to zawsze znalazł czas dla swoich trzech córek. Czas płynął, aż stałyśmy się dorosłymi panienkami. Już wtedy zauważałam, że nie jesteśmy ze sobą blisko. Zabrakło między nami tego czegoś, co łączy i wiąże. Jako druga (średnia) siostra, krążyłam między starszą i młodszą. Starsza błąkająca się i gubiąca w swoich marzeniach, młodsza rozpieszczona do granic możliwości, uważała że jej się wszystko należy o tak. Pstryknąć palcami i się stanie niebo złociste. Rodzice mieli ogród przydomowy, pieliłam, sadziłam i cieszyłam się, że mamusi pomagam. Kiedyś wspominałam, że mamusia moja była i jest egocentrycznką, co nie przeszkadzało i nie przeszkadza mi, w okazywaniu miłości.

Żeby, nie mąż który pracuje po przeciwnej stronie korytarza w swoim biurze, płakałabym jak bóbr.

To Tatuś był tą osobą scalającą rodzinę, to on pochylał się nad zranionym kolanem i szorowaniem pleców. Często wyjeżdzaliśmy na wycieczki do lasów i nad jeziora.

Z chwilą kiedy Tatuś zmarł (bo nie odszedł, odszedł to znaczy że może wrócić)wszystko wywróciło się do góry nogami. Zmarł “dzięki” starszej i młodszej. Starsza spowodowała, że spadł ze strychu. Zabrała drabinę po której tam wszedł. Młodsza wykończyła Tatusia wyzywając od h… aż przepisał na nią swój dom (mój rodzinny), zostawiając sobie tylko minimalną część. Po otrzymaniu tego co chciała, młodsza czekała na śmierć swego ojca. Czy zaprzestała używać okropnych słów, nie.

Zasłużył na szacunek, zasłużył na miłość, której od dwóch córek nie otrzymał.  Trzeba znać historię rodziny, a tego nie da się poznać jedynie z literek, to trzeba przeżyć jak ja to przeżywam,  to jest mój ogromny ból, żal i tragedia.

Moja mamusia,  też nie zasłużyła sobie na takie traktowanie jakie w tej chwili otrzymuje. Młodszą z córek kochała bardzo, pyłki zdmuchiwała, nie powiem ja też … w szkole podstawowej na przerwach, biegałam i sprawdzałam czy nie dzieje się jej, żadna krzywda. Stałam na pół piętrze, na schodach i obserwowałam.

Nikt nie zauważył że rośnie samolób, człowiek bez serca, któremu będzie wszystkiego mało. Mieszkania, samochody, działki, dom już ma, zatraciła się w swoich majątkach. Jeszcze ja darowałam jej 25% domu piętrowego letniskowego,  po Tatusiu. MAŁO !!!!

Teraz za mało mamusinej emerytury. Z mamusią rozmawiam obecnie 2-3 razy w tygodniu. Poprzednio każdego dnia, stwierdziłyśmy, że potrzebuję ciszy i spokoju.

Chciałabym (pragnę)…..

aby moja starsza siostra, potrafiła rozmawiać, a nie krzyczeć. Przestała liczyć pieniądze które chciałaby wyszarpać od mamusi. Zeby zadzwoniła chociaż jeden raz na pół roku do mamusi. Nie zadzwoni. Mająteczku się chce.

aby moja młodsza siostra, przestała mamusię okradać, żeby dała mamusi trochę spokoju i chociaż raz na miesiąc normalnie spytała jak się czuje. Takie coś, nie nastąpi. Według niej, mamusia za długo żyje. Mamusia 13 września skończyła 91 lat i w dalszym ciągu dzwoni do mnie używając skypa, zainstalowanego w ipadzie.

A czego chcę dla siebie?

To co mam w zupełności mi wystarczy.

Jedynie chciałabym (pragnę) aby mój syn wyzdrowiał.

 

 

Żadne pieniądze świata, żaden majątek nie zrobi człowieka szczęśliwym, jeśli w sercu szczęścia brak.