Będzie legalna czy nie!?😁

„Mistrz drugiego planu w trakcie ważnych obchodów na Westerplatte. Wystarczyło, że wyjął parasolkę

Gdy na Westerplatte zaczęło padać, politycy sięgnęli po parasole. Tuż za nimi pojawiła się niezwykła parasolka.

Nawet tak poważna uroczystość, jak obchody wybuchu II wojny światowej, może mieć niezaplanowany i zaskakujący przebieg. Tym razem zadbał o to pewien starszy pan, który, podobnie jak reszta obecnych VIP-ów, chciał ochronić się przed padającym na Westerplatte deszczem. I wyciągnął charakterystyczną parasolkę. W sieci rozpoczęły się poszukiwania odważnego mężczyzny.” https://www.fakt.pl/polityka/obchody-wybuchu-ii-wojny-swiatowej-za-politykami-tle-parasolka-z-marihuana/mzdjhtj.amp


Zgadzam się: bardzo trudno, w takim „tłumie” znaleźć odważnego inaczej.

Jakie miał dla nas przesłanie właściciel parasolki, z artykułu się nie dowiedziałam. Chyba że update zrobią.

22.02.2022

U mnie 2.22.2022. Dwójki powtórzą się za 200 lat. To będzie data 2. 22. 2222 za 4 generacje. Nie ważne czy wojny będą, krachy na giełdach, trzęsienia ziemi i inne kataklizmy, czas będzie mijać podobnie jak minęło 2.20.2020. Nas już nie będzie a nasze blogi coś innego zamieni.

Czas tylko będzie niezmienny. Możliwe że inne zegary będą go odmierzać ale CZAS zostanie i będzie tykać.

Od roku 1822 a więc 200 minęło, nie zmieniło się tak wiele

Warszawa-Belweder 1822 (zdjęcie z internetu: mapio.net)

Wydawany był także Kurier Warszawski. W 1822 roku uruchomiono w Warszawie pierwsze konne omnibusy.

Nie sądzę aby nastąpiły znaczne zmiany lecz kto to wie. Może być więcej sztucznej inteligencji i tak jak to chinczycy przewidują algorytmy zastąpią pracę prokuratorów i sędziów. Sztuczna niania popilnuje dziecko, a sztuczna macica to dziecko urodzi. Wszystko możliwe. Przecież nie tak dawno wynaleziono telefon bo w 1876 roku (146 lat temu) jest wciąż udoskonalany. W 1822 – urodził się nasz rodak który wynalaz lampę naftową. Oczywiście nasze życie jest skomputeryzowane i w zasadzie nie ma wiele rzeczy do odkrycia, więc postęp techniczny może również spowolnieć.

Nie wiemy i już się nie dowiemy w jakich warunkach będą żyć ludzie w 2222 roku.

Wiosna panie sierżancie….

Od kilku dni już deszcz nie pada. Nareszcie!!! Słoneczko świeci, a wiewióry wykopują cebulki tulipanów. Nie mogę cały dzień w oknie siedzić, czy też wybiegać na zewnątrz i klaskać. One i tak są sprytniejsze. Czekają, aż wejdę do wewnątrz i ruszają na “oranie” ziemi. Z tych 600 cebulek na pewno coś zostanie. Może wyklują się pąki i będzie ładnie na polu. Zresztą to nie jest aż takie wielkie zmartwienie. Zakwitną czy nie, będzie ładnie i bez tulipanów,  inne kwiatki posadzę.

W poniedziałek MM miał wizytę u lekarza. Zmienić tabletki lub zwiększyć ich dawkę. Nie lubimy biegać do lekarza z niczym. Jak trzeba iść, to trzeba. Dostał zwiększoną dawkę. Nic by mnie nie dziwiło, ale kiedy poprosił abym usiadła, byłam poddenerwowana. Bo, jeszcze nigdy nie przekazywał mi żadnych wiadomości….najpierw usiądź, trzeba porozmawiać…

Usiadłam, mózg pracowł na szybkich obrotach i analizował. Mózg nie znalazł zagrożenia. Zrelaksowałam się, bo co to może być? MM zdrowy, no ma to co ja, nadciśnienie. Tego nie operują.

“Wiem jakie masz zdanie i ja to podzielam, ale nasza lekarka, powiedziała, że to nie podlega dyskusji, trzeba się zaszczepić. Możemy tego nie robić, ale uważam, że ona ma rację. Co o tym myślisz. Ja jako były wojskowy oraz nadciśnienie kwalifikuje mnie do zaszczepienia,  a ty moja żona bez względu na wiek, również.”

Moja odpowiedź, TAK.

Jeszcze nie dawno, mówiłam że poczekam, nie teraz. To TERAZ nastąpiło. Coraz więcej chorych, znajomi ludzie już umierają. Aktor którego wprost uwielbiałam, zmarł na covid. Zaczęłam mieć obawy, czy mój organizm da radę. Jeśli nie, to jaki będzie przebieg choroby. Czasami nakładam dwie maski, ale te maski podobno chronią innych przed “moim” wirusem. A kto i co mnie ochroni przed wirusem od obcych ludzi? MM jest wciąż oporny jeśli chodzi o mycie rąk. Gdy tłumaczyłam, że on może nie zachorować ale przywlec wirusa do domu, to lekceważy. Wsadzi palce pod bieżącą wodę i czym prędzej zabiera jakby z kranu leciał żrący kwas. No taki jest. Nie ma ludzi doskonałych. Muszę w tym przypadku o siebie zadbać.

Wtorek rano, zadzwoniła lekarka. MM przekazał naszą decyzję. Po niespełna 2 godzinach zadzwoniła pielęgniarka z ustaleniem terminu.

Środa, 3 marca 2021, zostaliśmy zaszczepieni pierwszą szczepionką Moderna z samego rana.

Aby wejść do poczekalni w przychodni lekarskiej musieliśmy, zdezynfekować dłonie i zmierzono nam temperatutę. Przy okienku otrzymaliśmy papiery do wypełnienia. W poczekalni było 2 osoby a jedna wychodziła z gabinetu zabiegowego. Nie było tłoku, kolejek i żadnych przepychanek. Fotelików było z 14 i 3 małe sofy. Po oddaniu wypełnionych papierów zostaliśmy poproszeni do gabinetu lekarskiego.

Razem czy osobno? Oczywiście że razem i ja pierwsza. Komar bardziej boli jak wgryza się w skórę. Podałam prawe ramię, dalej od serca. Tak mi szybko przez myśl przemknęło. Igła cieniuteńka, nic nie czułam. Plastrem zaklejono i kolej na MM. 15 minut oczekiwania na nieoczekiwane reakcje. Wszystko odbyło się sprawnie i bezboleśnie.

Przy okienku na nasze karty szczepienne wpisano datę następnego szczepienia. W poczekalni były już inne 2 osoby.

Nie czułam się jakbym komuś szczepionkę zabrała. W poczekali widziałam młodsze osoby niż ja. Szczepionek wszystkim wystarczy w końcu ameryka dla swoich obywateli na pewno wyprodukuje.

Po czterech godzinach zaczęło boleć przedramię i to nie tak, że tylko troszkę. Dosłownie, MM musiał mi gacie zdejmować i nakładać przed i po korzystaniu z wc. Uffff, ohhhh, brrrr.

Przez resztę dnia rękę nosiłam w nosidełku lub kieszeni spodni. Zadzwoniłam do pracy, że jestem bezużyteczna i w czwartek muszą sami dać radę.

No i nadeszła!!!! Nasza 16-ta rocznica ślubu. Co to się działo, co to się działo 16 lat temu. W gazecie nie opisali, w tv nie pokazali tych nowożeńców. Co to się na weselu wyprawiało, tańce, hulanki,  swawole, które to po raz pierwszy w swoim życiu MM ujrzał na własne oczy. W czwartek za bardzo nic nie ujrzał. Ręka bolała, łaziłam po domu jak śnięta ryba. Mieliśmy wiele planów w związku z naszą rocznicą ślubu, plany planami. Zostaliśmy w domu, zamówiliśmy kolację, po kieliszku winka wypiliśmy, film zaliczyliśmy i do spanka poczłapaliśmy. Co tam 16-ta ona bez żadnej nazwy, trzeba czekać do 20-tej – będzie porcelanowa. A dalej zobaczymy jak nam pójdzie. Aby zdrowie dopisało, aby covida już nie było i żeby inny wirus nas wszystkich nie wykończył.

Spałam na lewym boku lub plecach inne pozycje były niemożliwe.

Przedłużyłam sobie wolne na cały weekend. W piątek poczułam się na tyle zdrowa, że wyciągnęłam pressure washer i rozpoczęłam mycie chodników. Jak mi ślicznie to wychodziło, sama nie mogłam się nadziwić. Wychodziło do momentu kiedy ciśnieniówka zrobiłe głośne buuuurrr i uff i siadła. Kryzczę do MM który siedzi w swoim office, aby przyszeł szybko na ratunek. MM zajrzał tam i tu i ówdzie. Dolał oleju i zapalił maszynę. Szybko mi znikł z pola widzenia bo miał pilną sprawę do zrobienia w swoim office. Zostałam ja i maszyna, która zaczęła wydalać kłęby biało-niebieskiego dymu a przy tym wydawała dźwięki jak stary traktor. Przestraszyłam się, nie wiedziałam co robić, trzymać ją na rozruchu, rzucić i uciekać bo wybuchnie, trzecia opcja – wyłączyć. Nie wiedziałam, po prostu nie wiedziałam bo spalinówką to pracował MM a ja mam elektryczną, może mniej  powera ale bezieczniejsza. Kiedy ujrzałam MM wychodzącego z domu, szybko wyłaczyłam machinę. MM krzyczał abym tego nie robiła ale w tym huku wydobywającym się z machiny i kłębów dymu,  niestety ale go nie dosłyszałam. Jedynie odskoczyłam od maszyny. “Dobrze że nie wybuchła”- powiedział.

No dobrze, że nie wybuchła. Tylko gdzie był problem? Chwycił za telefon i zadzwonił do service. MM nalał innego oleju silnikowego niż maszyna potrzebuje. Jednym słowem maszyna musiała się brzydko mówiąc wyrzygać. Bardzo długo miała niestrawności, już rzadziej burczała i “wymiotowała”. Pracowałam,  aż do zmroku. Ciśnieniówka MM ma ciśnienie na prawdę silne, no i oczywistym jest, że szybciej praca mi szła.  Po pracy wyskoczyliśmy do naszej restauracji na coś mocniejszego.

Przed spaniem jak zwykle wyprowadzamy pieski. Słyszałam jak pieski przeraźliwie szczekały ale jak usłyszałam MM krzyczącego do mnie, to dla mnie był to alarm, że coś strasznego się na zewnątrz dzieje. Otworzyłam okno, MM krzyczał i coś wymachiwał. To była już ciemna noc,  11pm.  Zbiegam na dół i ile mocy w nogach pobiegłam  na back yard. I co? MM podświetla mi zwierzaka siedzącego na płocie. OPOS!!!!! Biedny,  przestraszony. Nie raz widzieliśmy na kamerach, że przechodzą rodzinnie przez nasze “pole”. Ale żeby na płocie siedział?opos

Wczorajszy dzień – sobota,  był chłodny i nie zdecydowałam sie na mycie chodników. Mimo,  że mam spodnie waterproof, ale zimna woda to zimna woda, kiedy do tego dodać zimne powietrze to zrobi sie lodowato. Planowałam, że wyjdę na kilka godzin w niedziele bo zapowiadali ciepłą podogę.

Niedziela, 

piękne słoneczko zaglądało od wczesnego poranka do sypialni. Oj, oj powyciągałam kosteczki i zeszłam do kuchni gdzie MM już smażył bekonik na śniadanko. Kubek kawy postawił mnie na nogi i wybiegłam na “pole”, jeszcze w szlafroczu, na obchód. Trzeba wiedziec co wyrosło, co wschodzi, co zjedzone a co wykopane. Tulipany posadzonye w tym roku już powolutku rozchylają ziemie i to dobry znak, cś sie dzieje. Te które nie wykopałam jesienią, pieknie kwitną,  cieszą oczy nie tylko na rabatkach ale i w flakonie.

Nic nie wyjdzie z mego mycia chodzników, nie chcę zakłócać spokoju naturze. Niedziela jest do odpoczynku. Zdążę sie napracować.

Jutro też jest dzień.

Będzie jeszcze piękniejszy niż minione.

skseualny pączek

 

Dziś polskie portale internetowe protestują. Pomimo czarnego ekranu i braku najnowszych wiadomości z Polski popieram formę protestu. Podobno (nie posiadam polskiej tv) nadaje tylko rządowa tv.

Żeby nie było tak tragicznie se.pl działa i na pocieszenie reklamują pączki p.Gessler za 11zł/sztuka.

Było pocieszenie a teraz, POŻĄDANIE.

Kto w życiu nie zaznał ORGAZMU, a takiego na pewno nie przeżył, ten jak najszybciej powinien skierować : kroki, kierownicę, nawigację do cukierni p. Gessler.

Po ugryzieniu pączka przeżywa się…..

ORGAZM w USTACH.

Przynajmnie taki orgazm przeżył reporter “SE” Adam Feder.

Nie trzeba teraz korzystać z usług seksualnych które zapewne są o wiele droższe niż …. pączek p.Gessler.

https://www.se.pl/warszawa/paczki-od-magdy-gessler-jak-smakuja-100221-test-wideo-aa-pFGG-HiBc-oT61.html

Wzięłam również udział w poniższej sondzie. Zaznaczyłam kółeczko TAK, bo dlaczego nie. Jeden lub dwa orgazmy więcej nie zaszkodzi a na pewno poprawi humorek.

A to rezultat sondy

Z tego by wynikało,

że 16% społeczeństwa biorącego udział w sondzie jest nienasyconych.

82% ma wyżej uszu te orgazmy

2% to są ci niezdecywowani, chcą  ale nie mogą lub mogą ale nie chcą. 

Jutro piekę pączusie swoje domowe i nie dbam o mączne orgazmy.

 

W kuchni wydają rosołek….

Choineczka stoi. Tak, tak stoi i ma się wspaniale. Odkurzałam przed sylwestrem. Aż trudno uwierzyć, że się nie osypuje. Ozdoby jeszcze moje oczy cieszą i to wszystko zatrzymam do 20 stycznia. Pierwszy raz tak długo. Zacznę porządkować po córci urodzinach.

W ubiegłym roku choinkę wyniosłam około 10 stycznia. Sypała się i wyglądała tragicznie. Chyba to był pierwszy odbior choinek przez śmieciarki.

Tą popiłuję sama i zapakuję do worów, problemu nie widzę, mam też w domu trzech facetów. Któryś będzie musiał znaleźć czas,

Dziś dodzwoniłam się do mamusi. Tylko 30 razy próbowłam, tak jednym ciągiem. Ponieważ kilka razy, po kilka razy było, ale tego nie liczę.

Rozweseliłam, uspokoiłam, wytłumaczyłam i po godzinie się rozstałam. Od jakiegoś czasu wyjątkowo pięknie mi dziękuje, że o niej nie zapominam, bo z nią nikt nie rozmawia, że ma mnie tylko jedną. Życzy mi dużo zdrowia i ogólnie…

Wiem, że się boi, jak by coś się stało ze mną, zostanie sama samiusieńka wśród ludzi. To jest jej koszmar a za razem i mój. To nie jest tak, że mamusię uzależniłam od siebie. Nie! Jeśli ktoś nie ma nikogo to chociaż trzyma psa lub kota do ktorego mówi i wierzy, że to zwierze rozumie każde słowo. Nikt zwierzęciem nie był i nie może powiedzieć, co zwierze czuje, słyszy i jak odbiera nasze słowa. Naukowcy mogą pisać a ja powtórzę, żaden człowiek nie był zwierzęciem i niech snuje swoje teorie ale to jest: tak albo siak.

Mamusia nie może mieć kota ani psa. Mieszkanie mamusi było odkurzane w sierpniu i to był ostatni raz. Łazienka z toaletą wymyta w sierpniu i to był ostatni raz. No cóż, pieniądze jak to się mówi nie śmierdzą a sedes mamusi już tak. No cóż, młodszej siostry córka, już zapowiedziała ….. ja wami opiekować się nie będę …..skierowała te słowa do swojej matki i mego szwagra i wyprowadziła się do bloku.

Nie daleko pada jabłko od jabłoni.

Czym skorupka za młodu nasiąknie.

Nie zawsze te przysłowia się sprawdzają, bo w pełnych kochających się rodzinach urodzić się może “gen” nie z tego świata, który “umili” życie rodzinie. A z genami nie podyskutujesz. Taki brzdąc jeszcze nie chodzi, jeszcze nie mówi, a swoje zdanie na każdy temat już ma. A to mleko za zimne – pić nie będzie, soczku marchewkowego też nie. Pielucha mokra da znać, a jakże i jak donośnie. Umie ten brzdąc rodzinę postawić na nogi i rozstawić po kątach. Normalny terorysta. 😁

Nie spostrzeże się ojciec jak mu srajdun fajki będzie podkradać.

…. jak ty ojciec stówy nie dasz, to powiem mamusi że fajkami mnie częstowałeś hahaha


Czekając na moment wrzucania marcheweczki do garka, stukam w literki.

Dziś będzie rosołek!!!!

Mięsko kurczacze ugotowałam, wyjęłam i dwoma widelcami poszarpałam i z powrotem do gara wrzuciłam. To dopiero zupa będzie!!!!

W zupach z makaronem lubie dwa gatunki makaronu. Dziś nitki i pastina. Pachnie rosołek, pachnie.

Musi wszystkim wystarczyć!!!!

A tych ludziów jest u mnie jak na przystanku kolejowym tylko… w zawieje śnieżną. Dam radę z nakarmieniem tego orszaku. 😁

bez paniki…

Nie interesują mnie matki siedzące w domu z dziećmi. Tak jak kiedyś nie intereswoało innych kiedy moja 3 letnia córeczka wspinała sie na kolanach po schodach do autobusu. Nikt nie pomógł. Ja też nie mogłam pomóc bo wciągałam wózek z malutkim synkiem do środka autobusu. Wszyscy jak jeden mąż, wybrali inne drzwi do wejścia do autobusu, aby tylko nie pomóc. Udawali, że nie widzą a ci których prosiłam udawali głuchych i ślepych. Więc niech matki siedzą z dziećmi nimi się zajmują, bawią się i odrabjają lekcje przez internet. Nie biadolę i nie interesuję się narzekającymi albo bez potrzeby bijących pianę. Jak jest wszyscy wiedzą i widzą. I co z tego, że rządy nie podają prawdziwych cyfr odnośnie zakażonych i zmarłych osób. Jak podadzą będzie panika, tratowanie i zabijanie się i nie tylko w sklepach. Będą zabijać za kromkę chleba, za maseczkę i rękawiczki na dłoniach. Bo wszystkim maseczek, rękawiczek, mydła nie wystarczy. Moim zdaniem to jest jedyne dobre posunięcie wszystkich rządów, zaniżać dane.

Przypuśćmy podadzą prawdziwe dane i nie wybuchnie panika, nikt nikogo nie stratuje, nie zabije i zębów za mydełko czy masełko nie wybije. Co zwykły zjadacz chleba zrobi z tymi danymi? W czym pomoże zakażonym i zmarłym jeśli do cyfry 200 dodadzą 2000. Co to zmieni? oprócz narastającego strachu i buntu.

Każdy wie, że żadne państwo nie zdało egaminu z koronki. Pytanie. Jak miało zdać egzamin, jeśli koronka pojawiła się po raz pierwszy w świecie i na  świecie i nikt tak naprawdę nie był przygotowany. Nawet jeśli twierdził, że był i jest. Nikt tak naprawdę nie przewidział NICZEGO co dotyczy koronki.

Fajnie krytykować ten czy inny rząd ale….zawsze może być gorzej. Nikt też nie przewidzi czy za demokratów, republikanów, pisowców czy też innej partii nie byłoby gorzej. Bo gorzej zawsze ale to zawsze może być a lepiej jest wielkim znakiem zapytania.

Zamiast ganić, że ktoś nie wymył przycisków w windzie, wsiadając sami wymyjmy, zróbmy przyjamniej to dla siebie, a nie oczekujemy,  że ktoś dla nas to zrobi. W szpitalach na całym świecie brakowało i brakuje środków ochrony osobistej przed virusem. Trzeba to zrozumieć, bo nie było nikomu wcześniej potrzebne produkowanie wielomilionowych ilości maseczek, rękawic ..itd. To było by zamrażanie środków finansowych w coś co nie było sprzedawalne w multimilionach. Magazynowanie i również blokowanie powierzni magazynowych też było zbyteczne. Nikt nie przewidział, że virus się pojawi,  pojawił się pod koniec grudnia czy na początku stycznia z tym ,że nikt viurusa jeszcze nie znał. Wszyscy myślelni, groźny ale się nie rozprzestrzeni  i była jedynie obserwacja zachowania się wirusa w przestrzeni i na organizmach żywych. No cóż, stało się co się stało i z tym przyszło się nam żyć. Nie ważne czy ja piszę z ameryki, Kamczatki czy Konga. Wszędzie jest virus. Wszyscy mamy ten sam problem. CHOROBA W NAJLEPSZYM WYPADKU – ŚMIERĆ W NAJGORSZYM.

Oczywiście, że zdaję sobie z tego sprawę.

Nie ważne, małe dzieci duże dzieci, stary czy młody. Każdy chce żyć.

Kiedyś miałam już wydany wyrok śmierci. Córcia miała jedynie roczek.

Co zrobiłam. Wysprzątałam cały dom. Opisałam wszystkie półeczki i wydałam na piśmie decyzje co i jak. Byłam gotowa( jeśli można to tak ująć) i pogodzona. Więc nie ma co szaleć, że wirus, rządy, maseczki….. nie analizować kto lepszy a kto gorszy. Wirus wszystko i wszystkich wyrówna.

Trzeba dostosować się do zaleceń rządu (obecnie panujących) i siedzieć w domu a nie spacerować z pieskiem, z dzieckiem w wózku lub uprawiać biegi na przełaj.

Oczywiście, że siedzenie w domu nie należy do przyjemnych, ja też byłam aktywna. Mój projekt też diabli wzięli w chwili obecnej. Nie zarabiam. Mogę pozazdrościć w chwili obecnej emerytom, emerytura do was przyjdzie. Muszę się przestawić, przkwalifikować.

No cóż….trzeba to trzeba i trzeba to przeczekać. A ci co zostaną jeszcze będą z rozrzewnieniem wspominać czasy kiedy na dupsku w domu siedzieli podczas koronki.

Czy przeżyję, czy nie to nie wiem, bo nikt nie wie. Virus z każdym dniem zabiera coraz więcej istnień.

Pozdrawim was wszystkich.

jak dobrze pamiętam…

nie było wirusa, też ludziom było źle, bo  za mało wszystkiego lub za dużo.

Słońce latem świeci i w tyłek pali – źle

Deszcz pada – źle.

W autobusie pijak smierdzi – źle

paniusia wylała flakonik perfum na siebie  -źle

Teraz mamy na całym świecei koronkę – też źle.

Bo to się siedzi w domu i nie można wyjść, ale jak koronki nie było,  to siedziało się w chałupie i tyłka z kanapy się nie podnosiło przez tydzień albo i więcej to wtedy było OK.

Do kina się nie chodziło miesiącami a tu narzekanie, że do kina wyjść nie można.

Pracowali ludziska w biurach i narzekali, że chętnie by wzięli urlop a szef nie daje. Teraz są na urlopie i też źle.

Dzieci nie mają odpoczynku, tyle w szkołach zadają, że dzieciaczki nie radzą z programem i główeczki ich bolą – teraz dzieciaczki siedzą w domkach nie chodzą do szkoły, mają więcej czasu na kontakty z rodzicami – też źle.

Ludzie opamiętajcie się – DOSTOSUJCIE SIĘ!!!!!

Zajmijcie się sobą, rodziną i w końcu zauważcie że macie swoje dzieci. Porozmawiajcie.

Przestańcie narzekać i  czekać z niecierpliwością końca koronki. Co zrobicie jak koronka zostanie z nami jeszcze 12 miesięcy?

Obgryzanie paznokci na nic się zda, narzekanie również.

Każdy miał jakieś plany i niestety trzeba wszystko przełożyć lub po prostu zrezygnować.

Trzeba nauczyć się obok koronki żyć i z nią również.