Nikt mnie nie znalazł

bo nikt nawet poszukiwań nie rozpoczął.

Nie wiem co jest ważne a co mniej.

Wiem, że przetrwam, przeżyję.

Dla mnie też zaświeci jeszcze słoneczko.

Tylko….. ta góra za którą się skryło, jest bardzo wysoka. Nie mam już siły iść w stronę tych pagórków tam daleko, gdzie słońce zachodzi.

Zachód słońca również jest piękny, a jakże odległy.

Dynamit

Nic złego nie podejrzewam i nic grożnego ale….muszę udać się do lekarza. Wiadomo upadłam kiedyś tam, ale zaczął mi boleć oczodół. Mruganie jest już odczuwalne, przy dotyku powieki również czuję dyskomfort. No coś się dzieje. Córcia twierdzi że jest sinak ale ja go ujrzeć nie mogę. Narośl po upadku rozmasowywałam i się zmiejszyła ale, to ale mnie zaczyna trochę niepokoić. Tym bardziej małe dzieci mi się śnią. A to już bardzo źle. Dzisiejszego popołudnia było już za późno na ustalenie wizyty lekarskiej, tel. milczały lub … bla bla bla dzwonic po karetkę bla bla bla. Zanim jutro ja wstanę mąż sprobuje zadzwonić. Może się uda na jutro, byłoby dobrze. Z przychodni dzwonili w tygodniu, że mam przyjść na kontrolę ciśnienia krwi. W takim razie upiekłabym dwie pieczenie, oko i serce.

Od dzisiejszego popołudnia rozmawiamy z MM tak (90%z mojej strony) bardziej normalnie, nie przez zęby czy służbowo. Za wcześnie jest dla mnie na poufności i otwieranie się mentalne. No, zranił mnie i jeszcze to przeżywam, przeżuwam, memłam. A tak naprawdę, analizuję. Życie nie jest białe i czarne, ma jeszcze mnustwo innych kolorów i te kolory mi się zamieniły w różne oddcienie szarości. Jeszcze troszkę a odzyskam równowagę.

Kiedyś pisałam o pracy jaką wykonuję na podwórzu i w domu. Praca fizyczna to moje lekarstwo, pozwala mi zapomnieć o bólu, rozterkach, problemach które urastają w mojej głowie do tragedii. Nie, nie wybucham, zawsze tłumię w sobie i praca pomaga mi wyzwolić się z tego dynamitu jaki w sobie noszę. Bo co ludzie zawinili, że jestem jaka jestem. Teraz mamy ponownie więcej dni deszczowych i z przymusu po pracy, jestem zamknięta w domu.

Oooo mam pomysł. W następną sobotę muszę iść poskakać/potańczyć. No i zapisać się na GYM w końcu. Medytacje? Próbowałam, to nie dla mnie, ja muszę spalić ten dynamit a nie przez dziurki w nosie wypuszczać.

Jutro podobno nie będzie padać, będę kontynuować świąteczne ozdabianie. Plany planami a jak wyjdzie zobaczymy.

Chlebek (z octem)

udał mi się😁

W niedzielę byłam z MM w Madeleine na kawie. Zawsze pod przykryciem serwowane jest ciasto lub chlebek na spróbowanie. Nie preferuje takiego podjadania ale MM wziął 3 kromki chleba na zakwasie. Pierwsze co wyczułam to ocet, pierwszy gryz i szok zamiast składnika jakim jest woda w cieście chlebowym dodano octu. Zrezygnowałam z dalszej degustacji.

Dziś upiekłam swój chlebek na zakwasie. Już nic nie mierzę i nie ważę. Sypię i wlewam na oko. Zakwas pół na pół żytni z pszennym, ciepła woda, sól. Wymieszać, przelać/przełożyć do foremki. Wyrasta, to zależy 2-4 godziny i dłużej. Jak mi się spieszy dodaję łyżeczkę suchych drożdzy. Dziś ciasto opadło ponieważ wyjmując z worka foliowego, folia wyślizgnęła mi się z dłoni i przykleiła do ciasta. Było ehhh i uhhhh. Ale zakalca nie ma!!!!

Chlebek na zakwasie

Zawsze kiedy jestem zdenerwowana, zła, wścekła jak pies, moje wypieki się nie udają. Dziś byłam tylko nieszczęśliwa, więc chlebek nie podrósł jak oczekiwałam. Smak? Kucharz z kawiarni Madeleine nie ma bladego pojęcia, co to jest zakwas. A zakwas chlebowy, na pewno, nie jest ocetem.

Jak zbity pies…..

Jak dobrze wstać skoro świt 🎶🎶🎶🎶🎶🎶🎶 aha, aha. Wstałam po 8am. Wspaniale mi się spało. Termostatu MM nie dotykal i było komfortowo, nie zazimno nie za gorąco. Odpaliłam komputer i zeszłam na kawę. MM był już w kuchni. Na dzien dobry nie było przytulanka. Nie czułam potrzeby i nie chciałam, nie miałam ochoty. Po wczorajszym został mi ogromny smutek. Nie rozumiem, wciąż nie rozumiem, jeśli MM zbił mój ulubiony kubek nie robiłam z tego problemu. Noża nie połamałam, nie wyrzuciłam do smieci, był w szufladzie, on zrobił mi aferę.

Przez cały dzień używałam innych noży, jeśli już dzielić na moje i twoje, używałam noż które przywiozłam z Polski. Używałam też innej mojej stolnicy, nie tej mojej dużej której MM. śmiechu warte.

Staram się wszystko przesnalizować i uspokoić …. teraz te odziedziczone noże.

Rozmawiamy, oczywiście że tak. Tylko znów we mnie coś pękło, colzegoś ubyło. Potrzebuję, jak zawsze kilku dni (około tygodnia) aby siebie poskładać, skleić, przeżyć. Jestem z tych z WWO. Po prostu jakoś żyję z tym ale nie powiem, żeby było lekko. Masę lektury przeczytałam, masę lekarstw przyjęłam. Tego się nie leczy, można jedynie system nerwowy trochę uspokoić. Ostatecznie jest jak jest.

Na kompie nie musiałam siedzieć długo. Udało się zgrabnie i szybko wszystko załatwić, Wyszłam na zewnątrz, powiesiłam pierwszy sznur lampek. Wieczorkiem włączyłam, reakcja rodziny lecząca moje ranne serce. Wiem, że za wcześnie zostawiać włączone na noc. Jeszcze indyk ale po indyku będę miała gotowe oświetlenie świąteczne. Planuję 1 grudnia zrobić generalne bum. 😁

Jednak do szczęścia mało mi trzeba, dziś, jedynie kolorów.

Noc duchów

November 1st jest dniem pracującym. Nie ma zmiłuj sie nawet dla uczniów. Pierwszy raz przebudziłam się po 5 minutach snu. Organizm był gotowy do działania. Od 3 do 5 rano próbowałam zasnąć, bez powodzenia. Ostatecznie około 3 godziny miałam przespane.

Może obudzio mnie zimno? Szalony MM obniżył temperaturę. No kurcze ale nie nałoże na głowe koca elektrycznego, czapkę mogę ale to przesada robić w domu lodówkę kiedy na zewnątrz dzis 8C. I co z tego że na plusie, sam plus nie doda ciepła. A 8 to nie 22. Gdy przebudziłam się o 3 z zimną głową, podwyższyłam temp i mogłam sobie leżeć odkryta. W sypialni zrobiło się cieplutko.

A po pracy!!!

Do domu dotarłam w niesamowicie dobrym nastroju. Przewitałm pieski. Wytarmosiłam je i MM. Szczęśliwi moi domownicy to i ja szczęśliwa. Ale coś poszło nie tak. Nie umiem się kłócić, no nie umiem, a przeciwnik nie jest zainteresowany, dyskusją. Po usłyszeniu pierwszych kilka „słów” opuszczam pola bitwy. Nie jestem zainteresowana zrobienie komuś przykrości. A mogłabym mogłabym to zrobić. Wyszłam na spacer, wylałam mały staw łez.

Gdy wróciłam przypomniałam …że swemu Tatusiowi nie zapaliłam świecy. Postawiłam Tatusia zdjęcie, zapaliłam świecę, włączyłam Tatusia muzykę i z tęsnoty, żalu i niemożności niesienia pomocy mamusi rozryczałam się jak 1000 bobrów. Całe moje życie wierzyłam, że swoich rodziców ustrzegę przed złem, przed starością i śmiercią. Niestety, los za mnie zadecydował. Moi rodzice również wierzyli, że ja jedyna dam im oparcie. Nie dałam, mentalne tak ale fizycznego tego namacalnego od wyjazdu z Polski, nie dałam. Nie ustrzegłam ich przed moimi siostrami i jest mi z tym bardzo ciężko.

A ten mój wyskakuje mi, ze swoim nożem, bo kuźwa w komplecie nie ma noża kuchennego z ząbkami. Bo to jego matki. Jakiej matki? O jakiej matce on mi mówi. Która lała go gdzie popadnie, ojciec go nie chciał matka też. Żeby uciec przed „kochającą” matką, uciekł do wojska i zaraz na wojnę. Jaka to kobieta której mieszkanie socjalne po jej śmierci było jak pijacki chlew. Sprzątałam i widziałam. Nic nie dostał od matki oprócz razów i teraz matka? Zabrał po śmierci ten stojaczek z nożami w którym brakowało dwóch noży. I teraz to jest jego dziedzictwo? !!! Położyłam ten nóż do szuflady, ponieważ był tak umieszczony w stojaczku, że tylko się w pierwszej kolejności po jego sięgało.

Kupię sobie swoje noże. Tylko nie rozumiem dlaczego MM zaczyna dzielić rzeczy na moje i twoje. Starość?

Kiedyś taki nie był.

Może to wina wirusa? Za długo siedzi w domu, pracuje, nie ma kontaktów z ludźmi. Ekran komputera to praca i konferencje, nie ma luźnych rozmów, żartów. Ludzie stają się dzikusami, chamami.

W smutnym nastroju podreptałam do sypialni. MM już spał, podeszłam, pogłaskałam po policzku. Przebudził się, ze smutkiem spojrzal mi w oczy i ….. kocham moją krysie….

Za chwilę i ja usnęłam.

Dziś był hallo…..

Kilka lat temu przyjmowałam dzieci cukierkami, muzyką i intuzjastycznymi krzykami. Przebierałam się na tę okazję za czarownicę. Było bardzi wesoło.

Dzieci były z mojej dzielnicy.

Pewnego roku, wiele rodzin sprzedało domy. Zmniejszyła się też ilość dzieci. Autobus szkolny nie wjeżdżał już w głąb dzielnicy. Niestrudzenie czekałam na tych dzieciaczków które zostały. Obdzieliłam chojnie cukierkami. Za ostanimi przebierańcami zamknęłam drzwi. Nastała ciemna noc 10pm. Aż tu nagle ktoś do drzwi puka. Nie byłam w domu sama. Kiedy MM wyjeżdżał nie obchodziłam halloween bo nigdy nie wiesz kto może się zjawić i co może się wydażyć. Tym razem otworzyłam drzwi a w nich przebierańcy w wieku 16-18 lat. Byłam zdziwiona i przerażona. Oczekiwałam spóźnionych dzieci a zjawiły się nad wyraz wyrośnięte dzieciaki. Wyszłam na schody szybko przymykając drzwi frontowe, aby nie pokazywać zawartości mieszkania. To nie były dzieci z mojej dzielnicy, raczej z apartamentów. Nazywam je getto.

To był moj ostatni halloween.

Tego wieczorku, chodziły dzieci bardzo gromadnie ale również nie „nasze”. W naszej dzielnicy jest kilkoro dzieci w podstawówce, większość to bobaski. Tym razem, te dzieci były z dorosłymi osobami i one były z sąsiedniej dzielnicy domów jednorodzinnych.

Nie byłam przygotowana i przygotowywać się nie zamierzałam na tę okoliczność. Aby dzieciarni nie kusić, wyłączyłam oświetlenie na zewnątrz. Nie mam wnuków, swoje odświętowałam, przekazałam pałeczkę innym rodzicom i dziadkom.

Obgadane problemy

Wczoraj dokończyłam sprzątanko. Jestem gotowa na Thanksgiving. Jak zwykle MM przygotuje indyka i inne specjały, ja upiekę ciasto marchewkowe i ciasteczka imbirowe. Nie trawię cynamonu i jego zapachu. W sklepach w tej chwili przy wejściach ustawione są miotły z zapachem cynamonu. Te sklepy omijam ogromnym kręgiem. Nic co zawiera cynamon nie jest jadalne dla mnie. Oczywiście przprawę cynamonu posiadam w kuchni lecz jej nikt nie używa.

Stół już jest nakryty, później przetrę talerze i sztućce alkoholem. Muszę jakoś sobie życie ułatwić.

Popołudnie spędziliśmy w Madeleine popijając cappucinno i słuchając francuskiej muzyki. Dawno dawno temu uczyłam się języka francuskiego. Opanowałam go na poziomie komunikatywnym, lepiej szło mi pisanie i czytanie. Nie używany został zapomniany. Pojedyńcze słowa pamiętam. Zdanie na poziomie mniej niż podstawym ułożę ale z wymową i zrozumieniem jest zerowo. Pewnie, że szkoda. To jest język który uwielbiałam.

Obgadaliśmy problemy jakie mnie nurtują, włącznie z dżemem na kuchennej podłodze. Poruszenie moich domowo-kuchennych problemów pomógł mi zaistniały dość przykry dla MM incydent. A więc, wykorzystałam sytuację.

Kawusia

Mam nadzieję, że z zauważalnym skutkiem w niedalekiej przyszłości.

Zajechaliśmy po drodze do kilku sklepów. Poszukuję lampki z dodatkiem srebrnego względnie świątecznego bożenarodzeniowego koloru. Podjadę w najbliższych dniach do komisu. Na pewno coś znajdę. W tym tygodniu rozpocznę ozdabianie na zewnątrz z tym, że światełka włączę dopiero po indyku.

I najważniejsze, oddaliśmy koc elektryczny z powrotem do sklepu. Ostatniej nocy na 1 levelu omal się nie usmażyłam. Gorąc mnie straszelna obudziła. Dziś otrzymałam z amazona koc elektryczny z innej firmy, wykupiłam też 4 letnią gwarancję. Kocyk mięciutki, puszysty i grzeje tak jak powinien. Jestem zadowolona z zakupu.

Kocyk

A to przecież najważniejsze.

Sens bez sensu

Popijając kawę i patrząc przez okno na mokry poranek, spływające krople deszczu po szybie po wciąż zielonych liściach drzew, zastanawiałam się nad …..sensem życia.

Ok już się nie zastanawiam. Bo po jaką cholerę. Żyję bo żyję, mam się dobrze, a jak mam się czuć po 4 kielichu czerwonego wina. Tym bardziej jak nade mną „gwiazdy” świecą i dostarczane jest żarełko.

„Gwiazdki” dostarczone przez amazon zostały dziejszego wieczoru. Tym razem nie będę drzewka wynosić na zewnątrz. Kilka lat temu miałam podobne, z białymi gałązkami. Również pięknie świeciło ale przestało, gwarancji nie zachowałam. Trafiło na śmietnik. Nauczona doświadczeniem, mimo, że jest do korzystania na zewnątrz, drzewko zostawię w domku bez narażania go na ulewne deszcze. Gwarancja na rok, tym razem zachowam.

Żarełko super. Wczoraj kupiłam w Farmers Market ruskie salami z sadełkiem. MM nie bardzo polubił. Dziwne, przecież stał się wszystko jedzący. A ja lubię i kupiłam ogromniastą pałkę tylko sobie. Mam dość amerykańskich szynek, czasami potrzebuję Europy i niech będzie i czegoś wschodniego. W Rosji żarcie mieli wyśmienite ale na Węgrzech salami było superowskie, kurczaki z rożna najlepsze w Bułgarii a proszek do pralki automatycznej tylko z Niemiec. Kupiłam też pielmieni, malucieńkie pierogi. No wprost uwielbim pielmieni ukraińskie. No i na zaspokojenie głodu pierogi z kapustą. To jest niebo w gębie. Nie lubię takich stwierdzeń, tym razem innego nie znalazłam w swojej głowie po 4 kieliszku czerwonego wina z zawartiścią 14% alko.

Spytałam dziś MM od jakiego okresu jego matka zaczęła pić. Nałogowo od jego średniej szkoły. No to mi alkoholizm już nie grozi. MM nie zaznał szczęścia w swoim życiu ( pomijając moją skromną osobę😊). Matka jego nie chciała, ojciec też nie był zainteresowany. Dziadkowie nie z prostej linii genetycznej, też nie bardzo. Piewsza małżonka chciała tylko jego portfel. Oddał wszystko do ostatniej skarpetki, taki był chojny.

Po wielu latach….

I tu naraz w inernecie na megafriend.com spotkał taką jedną polkę, która jasno określiła co chce i czego oczekuje. Nie męża i nie kochanka tylko nauczyciela, który pomoże jej w nauce j. angielskiego.

Ok, odbiegam od tematu…Sensu życia… A bo wiecie, ten rok minął mi bardzo szybko. Nie pamiętam z tego roku wiele. Stres gonił stres. Mieć męża każdego dnia, to dla mnie przeżycie. Dlaczego? MM był w rozjazdach, pracował zawsze TAM GDZIEŚ. A ja w domu sama. Robiłam co chciałam, oczywiście że wciąż pracowałam zawodowo ale wracałam do czystego domu. Wracałam do domu i nikt mnie o nic nie pytał, nikt mi w momencie kiedy chciałam sobie coś upitrasić nie stał na drodze i nie zajmował akurat tego palnika gazowego na płytce z ktorego ja chciałam skorzystać. Wkurzam się kiedy wracam z pracy do domu, muszę zaczynać od mycia kuchni. Najpierw blaty kuchenne, płytka gazowa i zlew. Dostaję zielonej gorączki przy zlewie. Czy to nie można spłukać zlewu, wycisnąć gąbki. Nie! Trzeba czekać aż w kątach zlewu pojawi się coś zielonego. I wtedy pytanie leci w moją stronę. A co to jest?

Po cholerę tłumaczyłam od czego i co to. Już nie doprowadzam do takiej sytuacji bo cały dom zgnije. No ja głupia chciałam pokazac, nauczyć, wytłumaczyć. Sama zapuściłam zlew i sama wyszorowałam. Przecież gdzie woda tam i wilgoć, gdzie wilgoć tam i grzyby rosną. Kurcze komu chciałam wytłumaczyć? No i gdzie jest sens? Jak można wytłumaczyć, że dżemu nie nakładamy na łyżeczkę ponad brzegi bo zleci, obślizgnie się i na podłodze będzie ślisko. No cóż, biorę szmatę i myję bo sama sobie zęby wybiję, przy pierwszym poślizgu.

Ludzie wypiłam 5 lampkę wina a sensu życia jak nie było tak nie ma. Alkoholikiem nie zostanę bo w poniedziałek trzeba śmigać do pracy.

Co jutrzejszy dzień przyniesie? Powinnam spytać…. co amazon mi dostarczy. Moj koc ekektryczny wysiadł, pojechaliśmy wczoraj do sklepu i wróciliśmy z nowym. W nocy, a w nocy na włączonym 1 lewelu grzania, parowałam, gotowałam się. Dobrze, że skóra mi nie zeszła. Amazon przyszedl z pomocą, zamówiłam i przy okazji nie tylko kocyk elektryczny, przecież idą święta.

O cholera!!!! Siedzę i bzdety piszę a pościel nie nawleczona a jest 10:00pm

Blogowe porządki

Chociaż drzewa są wciąż zielone, idzie jesień, a z nią długie noce i krótkie dni.

Dziś deszczowo

Po pracy, nie mam ochoty na porządkowanie i układanie w szafkach, właściwie robię to na bieżąco. Wczoraj wyszłam na pole podmuchać opadłe liście i żołędzie.

Znalazłam inne zajęcie. Porządki na blogu. Zajmie mi to na pewno kilka miesięcy. Każdy post który przeniosłam na prive chcę przeczytać i dopisać teraźniejsze spostrzeżenia. Chcę też przenieść wpisy z bloga już nieaktywnego i trzymać wszystko w jednym miejscu.

Czeka mnie dużo pracy. Gdybym nie była aktywna zawodowo było by szybciej, myślę że do marca dam sobie radę.

A jak pójdzie, zobaczymy.

Dziś naszły mnie chęci na zrobienie ciasta z truskawkami. Wprawdzie proszek do pieczenia przeterminowany ale do sklepu w ten deszcz nie pojechałam. Zajrzałam do piekarnika, ciasto wypełnia wolne miejsca pomiędzy pokrojonymi truskawkami a niektóre worost pochłania. Dobry znak, ciasto rośnie. Do ciasta zrobię krem z śmietany kremówki i myśkę, że będzue super słodziutki wieczorek.

Ciasto się udało!!! I o to chodziło. A że MM musi dietę MŻ (mniej żreć) stosować to dostał o 4pm jawałek i na tym koniec z żarciem, bo przeniosę go do gościnnej sypialni. Je to tyje, jak tyje to chrapie, a to jest do niewytrzymania. A tak ładnie wyglądał jak UPS pracował. Minęło i chyba nie wróci tym bardziej, że dziś ciastem truskawkowym nakarmiłam.

No przykładam rękę do jego tycia oj przykładam. Ale nie pozwoliłam więcej jeść . Ciasto zjadł po 4pm i nic więcej. Oby jutro nie odbił sobie.

Komarowa przyjaźń

Nastały piękne dni, jeśli mówić o pogodzie. Nareszcie można wyjść o poranku z kawą na deck. Nie trzeba wieczorem skręcać parasola i przykrywać mebli ogrodowych. Wprawdzie o poranku jest 18C ale i o to chodziło, żeby słońce nie piekło, smaliło, parzyło. Żeby też i nie lało i nie robiło sauny na powórzu.

A więc, wyszłam z kawcią na deck i zachwycam się spokojem. Spokój? Żołdzie spadają z drzew z hukiem. Parasol chroni przed urazami głowy. Już nie raz myślałam żeby sobie hełm sprezentować. Jeśli chodzi to moje urazy: prawe kolano boli i na nie, nie mogę uklęknąć nawet na miękkie podłoże, lewe kolano jest w lepszej kondycji. Dłoń się zagoiła. Szyja czasami daje znać o sobie. Policzek zagojony a przy lewym oku narósł podskórny guzek. Jeszcze rozmasowywać go nie mogę, wciąż trochę boli. Za tydzień lub dwa będzie (tak myślę) dobrze.

Za pół godziny przyjedzie serwis sprejujący yard przeciw komarom. Tych owadów jest bardzo dużo. Mam różne specyfiki, świece, pochodnie itd, ale na taką ilość komarów powinnam brać kąpiel w OFF Deep Woods

To nie jest reklama!!!!!

Komary już się uodporniły na wszystkie rodzaje anty. Świece również mało pomagają. Spryskanie przez firmę pomaga na około 20 dni. Dają gwarancję na 30 ale z mego wieloletniego doświadczenia, 30dni to jest tylko chwyt reklamowy. Z 20 dni spokoju również jestem zadowolona. Po spryskaniu nie wolno wychodzić na zewnątrz zwierzaczkom i ludziom przez 30 minut. Zdaję sobie sprawę, że chemia zabija nie tylko komary i kleszcze, ale jestem zmuszona się bronić, pamiętając o tym, że komary i kleszcze przenoszą różne choroby, czasami tragiczne w skutkach. Jak najbardziej, są i inne sposoby walki z owadami, wypróbowałam chyba już wszystkiego łącznie z czosnkiem ale nie sposób obsadzić całego yardu czosnkiem którego listki dają zapach po ich złamaniu lub roztarciu. Podobno komary wyczuwają czosnek z daleka, tylko nie dotyczy to moich☹️komarów. Niedaleko mamy strumyk, brzegi strumyka są w postaci naturalnej, zalesionej i bagnistej. I tutaj mogę powiedzieć komarom … witam…. Nie tak daleko jest dość rwąca rzeka i jezioro. Z tamtych okolic, moim zdaniem nie przylatują.

Zdjęcia sprzed 10 dni, wyskoczyłam między jednym a drugim deszczem. Ludzie wymęczeni tygodniowymi deszczami wyszli podobnie jak ja pooddychać świeżym powietrzem. Po godzinnym odpoczynku trzeba było uciekać, zaczęło padać.

Pan od spryskiwania przyjechał. Mam czas na przygotowanie się do prac polowych.

_____________

Po sprystaniu, komary śpiące, zdychające, w takim stanie że mogę w dłoń złapać. Niewiele jest takich śniących komarów. Bez dodatkowego spryskiwania całej mojej osoby mogę siedzieć na decku i popijać frappuccino.

Telefoniczne rozmowy

Wczorajszy dzień to właściwie przespałam. Na przemian, budziłam się i spałam, spałam i budziłam się. Czułam się bardzo zmęczona i wykończona. Noc przespałam bez żadnych niespodzianek.

O poranku. Pierwsze spojrzenie w lustro. Spuchnięta ale bez kolorowych siniaków. Po południu, mogłam się udać do lokalnej meksykańskiej restauracji celem uczestniczenia w urodzinach niemęża mojej córci.

Jutro niedziela to oczywiste, że mam wolne. Poniedziałek wolny. ożliwe, że i wtorek będę miała wolne. Zobaczymy jak będę się czuła i czy opuchnięcie zejdzie. Rany goją się i mam nadzieję, że wolny wtorek nie będzie mi potrzebny.

Dziś dzwoniłam do mamusi. Demencja przeplata się z rzeczywistością. Trudno momentami się porozumieć. Ale daję radę, nie jest łatwo kiedy rozmowa jest na podsłuchu. Lepiej tak niż, żebym zostawiła mamusię bez rozmów. Starsza wogóle nie dzwoni, młodsza nie zajmuje się takimi sprawami jak rozmowa z matką. Mojej mamusi została rozmowa tylko ze mną. Raz w tygodniu wprawdzie, lepsze to nic wogóle, tak jak to było przez 5 miesięcy. Odłączyli mamusię od ipada/skypa, wyłączyli telefon i tylko od mamusi brata otrzymywałam informacje o jej zdrowiu. Teraz mamy kontakt telefoniczny. Podobno chcą mnie finansowo ukarać. Nie szkodzi. Nie narzekam, mogę płacić za połączenia telefoniczne aby mamusia miała ze mną kontakt. Przykre to wszystko jest, bo nie tylko chodzi o połączenia. Tłumaczę mamusi wiele spraw np. dlaczego jej emeryturę zabierają, dlaczego jak ręce ją bolą i utrzymać łyżki nie może to talerz zabierają z niedokończoną zupą, dlaczego dają jedynie jedną buleczkę kiedy prosi o dwie. Między tym narzekaniem przeplata się dom w którym się wychowała i na młodszą i jej córkę mówi dwie blondyny tutaj mieszkają. Opowiada mi też, że blondyny obgadują mnie. Po jakimś czasie wraca do rzeczywistości aby za chwilę spytać gdzie jej rodzice teraz mieszkają. Tak mija mi godzina rozmowy, tłumaczenia i słuchania.

Dużo czytam o demencji i uczę się prowadzenia rozmów z takimi osobami. Nie jest łatwo, potrzebna jest anielska cierpliwość.

Przykro mi, że młodsza dając słuchawkę mamusi wydziera się i kurwami rzuca. Niestety mamusia nie odbierze już telefonu, mówi że słuchawka jest maleńka i nie widzi gdzie ma nacisnąć. Aparat telefoniczny który kupiłam 2 lata temu dostosowany był dla osób starszych, został wyrzucony.

Co za świat, co za ludzie?

Mamusia chce już umrzeć. Tylko to umieranie jej się przedłuża. Na urodziny 13 września miała kwiatki od młodszej, miała też awanturę z wyzwiskami. Młodsza wraz ze swoim mężem, zapomiała się, byłam po drugiej stronie telefonu, słyszałam. Awantura była o kromkę chleba, którą mamusia położyła na łóżku i przykryła kocem.

Czasami jest lepiej umierać z daleka od rodziny.

Przypomnienie o sobie

Uwieńczeniem (jeśli można to tak ująć) moich stresów, problemów, kłopotów, był mój poranny upadek, groźny z wyglądu ale (na szczęście )w skutkach już mniej groźny. Teraz obita z mniejszymi i większymi ranami leżę w łóżku. Oglądając filmy z przykrymi upadkami, zawsze zwracałam uwagę na odbicie się głowy od podłoża. No to przeżyłam odbicie się mojej głowy od betonu a padałam na twarz. No nic zagoi się, dojdę jakoś do siebie, wyleczę się, nic nie połamałam.

Zajmowałam się innymi, pomagałam i pomagałam. Głowa pełna trosk o innych. Zapomniałam o sobie. Zostawiłam siebie gdzieś daleko, jakbym nie istniała dla siebie. Zabiegana, zapracowana, bez odpoczynku biegłam przed siebie i tak przez całe życie w biegu. Przysiadałam jak już biec i pracować ze zmęczenia nie mogłam. Szkoda mi było czasu na odpoczynek. Odpoczywałam zmuszona do odpoczynku, przystopowania, zatrzymania się. Ostatni wyjazd był niewypałem, więc …

Wszystko było ważniejsze dla mnie odemnie samej. No taka moja natura.

Na raz wielkie bum o beton kością policzkową. Ułamek sekundy i uleciałam, straciłam przytomność? Krew polała się po oku, policzku na sweter. Na dłoni i kolanie zdarta skóra, krwi mniej ale też boli. Boli też druga dłoń i kolano. Szyja i kość policzkowa najbardziej ucierpiały. Teraz, dopiero teraz zrozumiałam, że ja mam być dla siebie najważniejsza a inni dadzą radę bezemnie.

Teraz oni martwią się o mnie, teraz ja obdzieliłam innych swoim kłopotem. Kurcze, nogi zaczynają boleć. Chyba teraz wszystko odchodzi. Przeciwbólowa tabletka.

Pierwsze kroki w szkole

Starsza przetarła już “szlak” do szkoły, dwa lata wcześniej. Ona cicha i bojaźliwa nie mogła mnie niczego nauczyć, nic pokazać. Byłyśmy z różnych planet. Mój “szlak” do szkoły i w szkole musiałam sama rozpoznać.

Biała bluzeczka na guziczki, plisowana granatowa spódniczka, półkolanówki białe i do tego białe sandałki. Wszystko miałam nowe i nie otrzymane w “spadku” po starszej.

Do szkoły było bliziutko ale jak do niej dotarłyśmy było już dużo ludzi, stałam z mamusią na szarym końcu. Apel odbywał się na podwórzu. Niestety, wśród dorosłych, nic dojrzeć nie mogłam, jedynie coś słyszałm. Nie zainteresował mnie ten szkolny apel pierwszoklasistów. Wycofałam się, poszłam na zwiady, słoneczko pięknie świeciło i zachęcało do zwiedzania obszarów przy płocie szkolnym.

Grządki na których rosła marchewka, buraczki i inne warzywa. Z kwiatów pamiętam nasturcję i malwy. Był tam również żywopłot który posiadał białe kulki.

Nie znałam tego krzewy. Od zwiedzania oderwał mnie głos mamusi. Był czas na zwiedzanie szkoły. Sala gimnastyczna posiadała lśniący parkiet. Po oby stronach sali były bardzo duże okna. Na wprost ogromnych dwuskrzydłowych drzwi wejściowych były drewniane gimnastyczne drabinki. Do sali wchodziło się po dwóch stopniach w dół.

Drzwi do klas były pomalowane na biało i były bardzo wysokie. Obejrzałam też swoją klasę.

Zdjęcie z i.pinimg.com

Ławki, kałamarze

Zdjęcie z alegro.pl

i dwie duże tablice na ścianie. Nie było to wszystko nowiuśkie jeśli chodzi o stan użytkowania ale coś nowego dla mnie.

Zawsze lubiłam nowości ale…szybko nudziło.

Powrotu do domu nie pamiętam. Możliwe że zaszłyśmy jeszcze do mojego stryja który mieszkał tuż za szkolnym płotem. Możliwe, że pobiegłam do domu aby jak najprędzej zdjąć to świąteczne ubranie i pobiec na łąki bawić się z innymi dziećmi.

Wszystko możliwe, że wszłam do ogrodu i zaczęłam pielić naszą marchewkę.

Na pewno nie czytałam elementarza, na pewno nie ćwiczyłam kaligrafii.

Rozpoczęłam edukację!

Aby się nie spełniła czarna wizja mego wyjazdu.

Dziś musiałam obudzić się o 5am aby dotrzeć do pracy na 6:30am. MM (podobno) zawsze był rannym ptaszkiem a, że potrafi tupać już o 3:30am to ja wiem. Czasami zdurnieć można od tupania i wyjmowania naczyń ze zmywarki. A więc zeszłam na parter do kuchni i od słowa do słowa, dowiedziałam się, że…..MMa starsza córka będzie nam towarzyszyć, to nie jest problem, ponieważ będzie naszym przewodnikiem. Tylko….ten pies. Bardzo lubię jej psa ale …. nie lubię zapachu psa, szczególnie po kąpieli w jeziorze czy rzece. Onon będzie nam towarzyszył podobno wszędzie. Nie wiem jaki samochód MM zarezerwował, ale na pewno nie autobus. Tam to było by sporo miejsca dla naszej trójki i psa.

Córka MM bardzo podekscytowana. Ja trochę mniej po otrzymanych informacjach. Chciałam nawet zrezygnować z brania dużego aparatu bo swoją wagę ma. MM zaoferował się, że on to wszystko będzie targać. Ok, jeśli tak to jestem ZA.

Tylko ten pies mi z głowy wyjść nie może. To nie jest jakiś mini piesek, jest dużych rozmiarów. Starsza rozpieściła go, wszystko jemu wolno. Bo to trzeba przytulić zwierze, pogłaskać, dobrze że całusy z języczkiem nie będą wymagane. No jestem złośliwa, i co z tego? Ja wiem co mnie czeka. Wolałabym już zostać w domu, co tam gwieździste niebo i inne atrakcje. W domu spokój, dwa pieski ale z kulturą. A ten zbój jak mnie zobaczy (no kocha mnie) to rzuci sie na mnie. Później mnie nie odstąpi, będzie łazić wszędzie za mną. A wiecie co? Mam nadzieję, że mnie zapomniał, przecież już chyba 3 lata minęły. A może ma demencję?

Wiem, wiem, przetrzymam, przeżyję, nie dam się, będę na uboczu. Uciekać nie ucieknę bo zabłądzę.

Dobrze, że mamy hotel a nie ze starszą w apartamenie, bo na to, to bym się nie pisała. Wolałabym sufit w sypialni oglądać a nie gwiazdy na niebie. A ciekawa jestem czy ten zbój będzie wyć do księżyca.

Mam nadzieję na udany wyjazd.

Jesienne kroczki🍁🍂🍄

Wprawdzie powolutku ale nadchodzi. Drugi dzień mgliście. W ciągu dnia dochodzi do 33C.

Mgliście o poranku

Czekam na ochłodzenie i wtedy dopiero będę mogła cieszyć się kubkiem kawy na decku. To lato było inne od poprzednich. Zamęczyło deszczami. Wszystkie dróżki, patia, podjazdy, fundamenty i deck, pozieleniały. Kupiona nowa maszyna do ciśnieniowego mycia, czeka na użycie. W planach mam co innego, a że planować nie lubię bo żyję spontanicznie, moje plany związane są z wyjazdem. Bilety kupione i polecę na zwiedzanie i barłożenie w pokoju hotelowym.

Będę zwiedzać chłodniejsze miejsca gdzie temperatura w nocy spada do +7C. U mnie w nocy +26C. Ogromna różnica.

Będę łazić po górach i patrzeć na gwieździste niebo nocą. To tylko plany co będę robić na wyjeździe. Co zostanie zrealizowane, zobaczymy na miejscu.

Oczywiście, że jestem podekscytowana. Dlaczego nie? Ubiegłoroczny wyjazd do Savannah był udany i jednocześnie nudny. Wypoczęłam ale …. nie było uniosłości.

Wracając do jesieni.

Nie ma jeszcze żótych liści ale żołędzie już spadają.

Jeszcze nie jesień ale i nie lato. Słońce bardzo parzy parzy 33C mimo że jest już nisko.

Moja jesień to dmuchanie liści, nie tęsknię za ich pakowaniem do worów. Jak trzeba to trzeba.

Nie wyrażam zgody

aby z moich podatków były premier fundował kanapki, opiekę zdrowotną, mieszkania, paczki papierosów, może i samochody, nielegalnym koczującym na granicy.

Nie wyrażam zgody na darowanie nielegalnym choćby 1zł z moich podatków.

Wyrażam zgodę na zatrudnienie (sprzątanie lasów, ulic, szpitali itd) nielegalnych i aby każdy z nich zarobił na swoje utrzymanie.

Zanim polityki zatrudnienia nielegalnych nie posiadamy, nich zostaną tam gdzie są.

Byłam nielegalną, nie wyciągałam ręki po datki, niczego od nikogo nie oczekiwałam. Jadłam zielony spleśniały chleb i pracowałam ponad siły, chora i nie raz cierpiąca. W tym samym czasie moje dzieci do szkoły chodziły w porwanych trampkach i nie raz, nie miały na bułkę ze szkolnego sklepiku. Nie płakaliśmy z tego powodu. Płakaliśmy z tęsknoty.

13 letni syn aby zarobić, układał kostkę na prywatnych posesjach.

Nie wyrażam zgody na utrzymywanie nielegalnych!!!

Ten kto tak bardzo współczuje, niech weźmie ich na utrzymanie pod swój dach.

Przedtem proponuję z uwagą przeanalizować koran.

Widziałam wiele i nie godzę się na wykorzystywanie uczuć ludzi o dobrych sercach przez koczujących na granicy.

Ulewnie

Od 11pm przez całą noc ulewa. Ogłoszony stan powodziowy, a padać będzie cały dzień.

Po 2pm trochę mniej tej wody ale wciąż, pada. Około 4pm ma przestać ale …. zapowiadali ptzecież do póżnych godzin nocnych.

Meteorolog (ten od prognoz pogody) ma dobrze, za nic nie odpowiada, przecież tylko prognozuje. W więc wróży, nie hak wróżka z kart lecz z chmurek. Żadnej odpowiedzialności. Jak pozwać do sądu za brak precyzji? Co ja mówię o precyzji, ja mogę postawić prognozę na te kilka minut w przód.

Pokazują na mapce, że nie pada u mnie, jak nie pada? jak pada!

Ogólnie to cieszę się z deszczu. Krzaczek potrzebował wody ale był taki upał, że nie wychodziłam ba pole. Dzięki opadom deszczu, krzaczek dostał picie i podniósł listeczki do góry.

Jednym słowem: cieszmy się z tego co mamy. 😁😁😁

Ponarzekam…. eh życie

Mieliśmy bardzo biedne miesiące i dni. Nie tylko my, covid wszystkich przycisnął do muru. Nam się też dostało. Budżet domowy się skurczył. W prwnym momencie zarabiałam na nasze utrzymanie i rachunki, a MM intensywnie szukał pracy. Zgodnie z wykształceniem była jak najbardziej praca, pod warunkiem przeprowadzki do innego stany w przeciągu miesiąca. Istna komedia. Zostawić dom i przeprowadzać się …. do innego stanu, chyba pod namiot na trawnik miejski. Ostatecznie zatrudnił się do UPS na stawkę $15,50/h (pracownik fizyczny) minus tax i ubezpieczenia na rękę było +|- $12/h. Praca stojąca na taśmie, nic ciężkiego, nic lekkiego. Nie kamieniołomy i nie fabryka puchu. Narzekał, jęczał, marudził każdego dnia, uspokajałam, plecy, stopy, ręce masowałam. Pocieszałam mówiąc, że nie musi już męczyć się podnoszeniem swoich hantli, biegać z 20kg plecakiem po dzielnicy, że za ćwiczenia fizyczne dostaje teraz kasę.

Patrzyłam jak fajnie schodzi z wagi i cieszyłam się wraz z nim. Kurcze zawsze z nim i obok niego jestem.

Ostatecznie, facet zrobił się z niego!! Jak mi się podobał!!! No jestem wzrokowcem i nic na to nie poradzę.

No i bańka pękła. Rozpoczęły się tel od rekrutorów. Jeden przebijał drugiego. Na raz zrobiło się “tłocznie” na łączach. A że to tylko propozycje to kazałam MMowi w UPS pracować, bo już już….miał rzucić pracę, częściej i ostrzej narzeka, że UPS to nie jest jego. 15,50$/h brutto to nie jest cud ale żebrząc na ulicy można i tego nie nazbierać przez cały dzień, tłumaczyłam. Ofert było kilka, każda kusząca. Oczywiście fajnie jeśli jest z czego wybrać, ale jak dobrze wybrać? to już jest karkołomna gimnastyka. Po długich dyskusjach, analizach i namysłach, wybraliśmy. Wtedy też zrezygnował z UPS. To nie było tak, że zadzwonił i poinformował. Kierownictwo już wcześniej zostało poinformowane, że zatrudnił się do momentu znalezienia pracy zgodnej z zawodem i byli też infirmowani na jakim etapie są te poszukiwania.

Zaczęły się moje rozterki.

Lodówka otwierała się za często.

– a gdzie jest salami? Było całe opakowanie! – pytał zdziwiony stojąc przy otwartej lodówce

– Krysia!!!kto zjadł mój dżem!? – wołał

A na kolację pół kurczaka sobie robił w mimrofali. Jeszcze to wszystko zagryzał lodami. I tak od rana do nocy.

– co ty dziś jadłaś? czemu nic nie jesz? – nieustannie mnie pytał. – jem kiedy potrzebuję, nie będę jeść wraz z tobą, kiedy ostatnio swoją wagę sprawdzałeś? – pytam – wszystko pod kontrolą – słyszałam odpowiedź – ok

Widzę, jak MM się powiększa i powiększa i aby ukryć brzuch, nakłada większe, luźniejsze koszulki. Patrząc na jego rozmiary można wiarę stracić nie tylko humor.

Był rok kiedy byłam okrąglejsza. Jak nie być? przechodząc z jednej do drugiej restauracji. Słysząc – jedz bo zachorujesz, jedz bo smaczne, jedz bo potrzebujesz energii. Tylko po kiego licha potrzeba jest eneria przed samym spaniem? Zastosowałam dietę IDIOT – pierwsze 3 dni były bardzo ciężkie. Trwała prawie 2 miesiące. Ogólnie tę dietę stosowałam dwa razy. Obecnie moją dietą jest MT oraz PCOŻ. To znaczy: MniejszyTalerz oraz PatrzCoŻresz. Nie zjadam do ostatniego kawałeczka, nie zapycham się.

Trzeba chcieć a nie tylko o tym gadać!

MM przestał chodzić z plecakiem. Mimo, że każdego poranka o tym mówi. MM zaczął stosować dietę, wszystko i dużo i pełny brzuch.

Rozmowy żadnej z nim nie mogę przeprowadzić (na razie). Obrazi się i nie na żarty, a i tak to nic nie da. Kiedy lekarka powiedziała, że musi zrzucić wagę, nie chodził około 2 lat, do momentu aż go przycisnęło.

Poleci do NYC lub Chicago, wróci podwójny.

Jak na razie jest jak jest.

Dziwne jest jedno, komentuje grubasów.


Porozmawiałam z MM. Nie mogę na dzisiejszej randce być bez humoru.

Już nie marudzę😁

Dzień naszych urodzin🎂

2 sierpnia obchodziliśmy moje urodziny. Nie było żadnego gwizdania, okrzyków, ciche happy birthday i sto lat odśpiewane w naszej lokalnej meksykańskiej restsuracji. Sto lat odśpiewałam jedynie z moją córcią. Spędziliśmy bardzo miło czas w rodzinnym gronie. Jedynie syn nie uczestniczył w uroczystości, obowiązki służbowe – niestety.

A że mam wszystko, otrzymałam mnóstwo tulipanów od męża i córci. No i książki mojego ulubionego autora. od syna wiązankę kwiatów.

Tulipany od córki, musiałam podzielić na kilka flakonów, są jeszcze białe, żółte i fioletowe.
Żółte od MM. Nie przepadam za czerwonymi kwiatami i nie bawię się w odgadywanie znaczenia kolorów kwiatów.
Plik książek do przeczytania w prezencie od córci.
Wiązanka syna. Jak widać żółty kolor u mnie przeważa.

Jedną książkę już zaczęłam czytać. Nie jest ujęta w pliku powyżej. Otrzymałam dzień przed urodzinami.

Dziś natomiast były urodziny MM. Wybraliśmy się tylko we dwoje. Co za wspaniały wieczór spędziliśmy. A że MM również ma wszystko co potrzebuje. Dostał urodzinową kartkę i całusy.

Uwieńczeniem naszych urodzin będzie kolacja we dwoje w restauracji z dancingiem. Nie jesteśmy pewni co do dnia, piątek czy sobota. Na rezerwację miejsc mamy jeszcze ciutkę ale nie za wiele czasu. Nałożę nowo kupioną sukienkę na tę okazję. Oczywiście kolor paznokci muszę ponownie zmienić. Zrobię to jutro.

W takim razie do juta. 😁

I don’t like shopping ☹️😓

Zapowiadają na dziś troszkę mniej opadów. Mam na swoim polu całe mnóstwo gałązek i grubych gałęzi. Deck jest usłany nimi i trzeba dodać do tego moc zielonych liści. Czeka mnie dużo pracy. Konary i gałęzie trzeba posprzątać przed dmuchaniem. Po pierwsze nie chce mi się po drugie mi się nie chce. Postawiłam chlebek w maszynie do rośnięcia i siup do łóżeczka. No roczek przybył ale nie tak bardzo to mnie zmieniło abym zwłok swoich nie mogłam wziąć w garść.

Ten tydzień mam luźniejszy od pracy zawodowej. W następnym to będzie urwanie głowy. MM 3 tygodnie w domu, później chyba NYC lub Chicago. Bez znaczenia dla mnie. Córcia drugi rok z domu pracuje. Na zoomie od czasu do czasu konferencje. Wstaje około południa siedzi do rana. Ma wolne od szkoły bo MBA już zakończone. Zdecydowała uczyć się dalej. Synowi zostały 2 klasy na uniwerku i tez koniec. To był przerywnik zawodowo-edukacyjny.

Jeden look przez okno i wiem czym się zajmę. Będę przycinać krzewy!!!!

Kobieta zmienną jest. Krzewy poczekają. Wyjeżdżam na shopping, bardziej atrakcyjne zajęcie. Omal zapomniałabym o chlebku, gdyby nie timer. Zapiszczał przeraźliwie, oj chlebek!!! Musiałam się zatrzymać na godzinę. Chlebek potrzebował następnych minutek do podrastania w foremce i oczywiście pieczenia. Tym razem microfale leciutko pogrzałam i przykryte ciasto workiem foliowym wstawiłam do środka.

Nie przepadam za chlebkiem pieczonym w maszynie. Pozbawiony jest formy i wydaje mi się, że ma inny smak. Takim to sposobem, zatrzymałam się w domu na dłuższą chwilę. Zanim się wypiękniłam, chlebuś gotowy😁

Ponad 5 godzin na zakupach to podobno nie tak dużo. Dużo czy mało, dobrze że nałożyłam pantofle na niskim obcasie, trampki byłyby najwygodniejsze. Kupiłam dwie sukienki. Jedną ( z cieniutką pelerynką) w prestiżowym sklepie, drugą w mniej prestiżowym. Drugą muszę skrócić i w pasie pozszywać bo kurcze, za obszerna. Mniejszego rozmiaru niestety ale nie było. Maszynę do szycia mam, nożyce, nici i chęci są, jutro to zrobię.

Dobrze, że jedzonko na wynos kupiłam. MM cały dzień o kanapce 2×2 siedział. Wierzyć czy nie? Nie bardzo w te bajki wierze. Lodówki na łańcuch i kłódki nie zamykamy.

Steków nie kupowałam, ja nie przepadam. Sałatki, tylko sałatki dla siedzącego przed komp są odpowiednim daniem. Umęczona ale najedzona padłam na łóżko, nałożywszy przedtem pidżamę. Nie byłam pewna czy nie usnę. Zakupy to jest bardzo ciężka praca.

Teraz wiem dlaczego nie lubię łazić po sklepach.

Beznastrojowo

Wczoraj byle jak. Dziś nie lepiej. Zapowiadany barszcz ukraiński już ugotowany. MM nie może doczekać się kiedy wystygnie.

Myślałam, że dorosłam, dojrzałam, już przyszedł czas na oglądanie zdjęć w pudle. Jutro jakby nie było, będę starsza o cały rok. Rozłożyłam kilka zdjęć, otworzyłam album, nie jestem gotowa i chyba nigdy nie będę. Bo czego niby miałabym tam szukać? Siebie ładnej i powabnej? Ależ wciąż taka jestem tylko …. na inny sposób. Rodziny? Przeżywam zmęczenie starszą. Mamusię i tatusia pogłaskałam na zdjęciu a moje dzieci mam na codzień. Ex już nie żyje i ślubne zdjęcia nie aktualne. Obecny MM tak jak zgubił wagę, tak “fajnie” jemu jej przybywa. Pudło ze zdjęciami spakowałam i w closet wstawiłam. Nie ma potrzeby swojej głowy zamęczać wspomnieniami kiedy ciśnienie wysokie.

Zupka pyszności i humorek poprawiła. A może ja tylko głodna byłam. Wczoraj o suchej kanapeczce takiej 3×3 i nawet kawy nie wypiłam. Dziś kawy nie dopiłam i kanapeczka 2×2. Późne popołudnie zupkę wszamałam i góry mogę przenosić a doliny prostować.

Eh …..

Czas na położenie maseczki na twarzyczkę. Roczek przybędzie kalendarzowo a ubędzie maseczkowo. 🤣

Jutro mam być boska i nie tylko urodą i powabnością tryskać, humorkiem również. 🤣 Wiem, już się nakręcam.

Dlaczego mnie wczoraj nikt nie nakarmił ? zamęczałam rodzinkę i siebie samą.

Maseczka pomogła, bo to leżenia prawie 40 minut. Warto było.

W takim razie do jutra. 😊

PYTANIE

Dlaczego nic nie jadłaś?

Czy będziesz dziś zupę gotować?

Dlaczego tutaj sama siedzisz?

Czy pójdziesz ze mną na spacer?

………………………………………………..

Czy pozwolisz mi nic nie chcieć?

Niedziela – groch z kapustą😂☹️

Z zaplanowanego spania w sobote do 10am, wyszło spanko do 9am. Można sobie planować, pani Życie skoryguje. Więcej planów nie mam, polecę z żywiołem. Podobnie wczoraj po pracy. Otworzyłam lodówkę. Truskawki kupione kilka dni temu, czekały na zużycie. Za duże opakowanie aby je zjeść wszystkie. Zostawiłam na chwilę truskawki ale wyjęłam zakwas z lodówki. Upiekłam chlebek. To była chwila😁😁 Pyszniutki.

Wyjęłam truskawki z lodówki już miałam pomysł. Pomysł na ciasto truskawkowe. Wyszło? Wyśmienite!!

Po sobotnim śniadanku już jestem. Oczywiście, że zjadłam kawałeczek ciasta truskawkowego😋.


Polecieliśmy z MM z żywiołem. Na początek sklepy. Kupiłam flakon na kwiatki.

Ciągle zmieniałam flakony w hollu, nie pasowały. Dziś kupiłam, postawiłam. Ceny nie obrywam, możliwe że odpodoba się. W następnym sklepue kupiłam letnią bluzkę, ceny już obcięłam. Zwracać nie będę, jest cudna. Zajechaliśmy na lunch a po nim, po odtatni zakup. Palemkę.

Dawno temu w Polsce miałam palmę. Liście palmy zginały się przy suficie i opadały w dół. W pokoju stały dwa fotele kontiki i sofa, mała komoda i ogromna palma. To tylko wspomnienia. Po palmie i meblach nawet cienia nie zostało.

Na deser mieliśmy ciasto truskawkowe, które zjedliśmy “pod palmą”. 😁


Niestety syn mojej starszej siostry jest pomiędzy haucynacjami a rzeczywistością. Rzeczywistości jest mniej. O wypisaniu do domu nawet mowy nie ma. Co dalej? Rokowania dobre ale stan pacjenta bez zmian. Podtrzymuję siostrę jak mogę ale uważam na słowa aby nic nie obróciło się przeciwko mnie.

Mam nadzieję, że wyjdzie z chrześniak wyjdzie z tego.

Ciąg dalszy …Trwoga…

Syn siostry odłączony od respiratora lecz ….. nie podjął oddychania samodzielnego

Co dalej? Żadnych prognoz…oczekiwanie.

Mam nadzieję, że organizm zawalczy.

_____

MM wraca dziś z pracy. W tym i przyszłym tygdniu pracuje na Long Island/NY. W domu będzie koło północy. Czy będę czekać, nie wiem. Jutro mam do pracy. Jeśli usnę to budzić mnie nie będzie.

Doczekałam się MM, przywitałam.

PIĄTEK

Próba odłączenia od respiratora się powiodła. Ma jeszcze zaniki pamięci jakieś majaki ale wraca do zdrowia. Rokowania bardzo dobre.

Cieszę się😁😁😁

Jak trwoga….

Wczoraj miałam, jak nigdy dotąd, popołudniową zmianę. Nie wiedziałam nawet, że tak można. Ale na pewno wiem, że nie lubię pracować po południu. Ale jak mus to mus. Przyszlam a raczej przyjechałam. Byłam o czasie i od razu zabrałam się do pracy. Czym wcześniej i szybciej zacznę tym szybciej i wcześniej skończę, przynajmniej tak myślałam.

W pewnym momencie. Na wyświetlaczu – siostra B. – myśl goni myśl, bo co może chcieć starsza siostra? Jaką wiadomość może mi przynieść i czym się podzielić? Podzielić? Krysia zejdź na ziemię!!!! Podzielić, czym? to ja się dzieliłam. To ja starszej dzieci pilnowałam, kiedy zostawiała dzieci na ulicy i wyjeżdała na następną wycieczkę. Zabierałam do siebie tuliłam i rozmawiałam do późnych godzin nocnych. Po wielu latach usłyszałam – oni Ciebie bardziej kochają niż mnie. Dla mnie absurd. To ja każdego niedzielnego poranka stałam pod jej balkonem i krzyczałam – B. wstawaj kawę już zrobiłam!!! Nie lubiła kiedy zwracałam się o pomoc do jej męża, a ja jedynie chciałam pożyczyć jakiś klucz żabka lub inny. Krysia tylko połóż na miejsce – mówił. Tylko tłumaczysz i tłumaczysz swoim dzieciom, już słuchać nie można – mówiła. Nie wiem czy cokolwiek i kiedykolwik lubiła. Zawsze była niezadowolona z wszystkiego. Krytykowała wszystkich i za wszystko – za chuda – za gruba, za mądra – za durna, nic nie umiesz – po co się uczysz, za słodkie – za kwaśnie, za stara – za młoda. Przyzwyczaiłam się do tego. Nie zwracalam uwagi kiedy nakładała bluzkę po swojej córce, w której na piersiach guziki trzaskały. Czerwona pomadka malowała jej zęby itd. Nie zwracałam uwagi bo uważała, że zazroszczę.

A ja do dziś nie wiem co to jest ZAZDROŚĆ.

Kiedy przyjechałam do ameryki, siostry dzieci były na programie studenckim. Dwa dni do wyjazdu, a zapłaty za pracę nie otrzymały ( to nie pierwszy i nie ostatni przypadek w ameryce). Dzięki mnie otrzymały pieniądze. Bo poruszyłam niebo i ziemię. Starszej siostry dzieci są dla mnie jak moje własne. Cieszę się z ich sukcesów i martwię z upadków. Nie lubię siostry durnego chwalenia się i przerabiania jej marzeń o “osiągniętych sukcesach” w rzeczywistość. Realia są jakie są, a marzenia niech pozostaną w sferze marzeń. Nie jestem marzycielką, nie umiem marzyć. Ale o zatańczeniu walca jak najbardziej.

Siostra na wyświetlaczu. Chwila niepewności. Chwila lekkiego strachu. Mamusia!!!!! Młodsza nie zadzwoni, nie wyśle smsa jeśli mamusia trafi do szpitala lub co gorsze, umrze. Po kiego licha ta zazdrość, że co? jest mi lepiej? Tylko na wszystko co miałam w kraju i tu za granicą, sama zapracowałam. Przed wyjazdem powiedziałam – dajcie mi pieniądze na spłatę domu dla mego exa to zostanę. Mogli się zrzucić. Oddałabym. To nie była wygórowana kwota. To była ostatnia rata do spłaty. Dwie największe raty już były spłacone . Cisza nastała!!! Zostawiłam dzieci na cztery długie lata samym sobie. Nie powiem młodsza siostra ze swoim mężem zabrała mego syna z komisariatu. Wrzucił z kolegami petardy do kościoła, o tak dla zabawy. Młodym w wieku 12 lat durnoty przychodzą do głowy, tym bardziej tym pozbawionych opieki rodzicielskiej. Siostrze i szwagrowi podobno było wstyd. A co przed moim odjazdem powiedziała, zapewniała – będziemy się opiekować. Powinno być im wstyd nie z powodu wybryku mego syna, tylko z brania kasy za opiekę.

Na odległość nie dopilnujesz, a moje dzieci mieszkały same. Starsza zamiast choć jeden raz zaprosić na obiad, to zapraszała córkę na oglądanie męskich penisów w internecie. No i okradała z czego mogła, nawet stolik wyniosła.

Wybaczyłam ale nie zapomniałam.

Która ukradła i … spaliła, wyrzuciła, zniszczyła moje najważniejsze dokumenty? do dziś nie wiem. Wybaczyłam ale to nie znaczy, że zapomniałam. Dokumentów tych nie odtworzyłam, odczułam wielkie straty finansowe. To nagroda, za moją pomoc fizyczną i finansową.

Tak jak zawsze w razie potrzeby, jestem pierwsza do pomocy, pomimo krzywd jakie mi wyrządziły. Przed wyjazdem do ameryki i po wyjeździe.

Mimo wszystkich krzywd jestem z nimi i jestem gotowa im pomagać, tym razem kiedy poproszą o pomoc, tym razem już nie czytam w ich myślach i ich myśli nie wyprzedzam. Chociaż nie raz, jestem gotowa serce na dłoni podarować. Wstrzymuję się.

Na wyświetlaczu, siostra B. – a ja nie skora byłam odebrać. Pytanie… co ona może chcieć jeszcze? Serce już im swoje oddałam, czego można jeszcze. Odebrałam, a tam lament, płacz i krzyk. Prośba o pomoc. Nareszcie przyznanie się do czegoś czego nie jest w stanie zrobić. Prośba o wykonanie tel. do NYC szpital i zapytanie o stan zdrowia jej syna. I takim sposobem dowiedziałam się, że mój chrześniak jest w szpitalu pod respiratorem i śpiączce. Moje kontakty z siostry synem były bardzo częste 2-3 razy w miesiącu. Jeszcze w czwartek do mnie dzwonił ale nie było połączenia, coś na liniach było, zadzwoniłam do niego z myślą że może ja się połączę ale niestety cisza. Ostatnia rozmowa była 11 lipca – oj pogadaliśmy bardzo długo. Zawsze prosił – ciociu tylko nie mów mamie, no jak zadzwoni, że ja dzwoniłem. Ale ta jego mama nie dzwoniła, bo przecież tak nienawidzi mego męża. A przecież mego męża nie zna. Nie zamieniła z nim słowa po angielsku. Po polsku MM nie rozmawia i nie rozummie.

W piątek syn siostry zemdlał podczas wsiadania do samochodu. Karetką odwieziony został do szpitala.

Nie ma ani poprawy ani pogorszenia.

Teraz moja starsza dzwoni do mnie, nie ukrywam, ja też do niej dzwonię bo tak naprawdę to ona mimo, że jest z rodziną swojej córki, jest sama. Nie potrafi nawiązywać kontatów. Krzykiem i rozkazami nic się nie osiąga. Rodzina to nie koszary. Wiem, że inaczej nie potrafi. Bardzo dużo z nią rozmawiam.

Jej córka, jak usłyszała, że przyjadę to szaleje z radości. Wiem, że otwarte serce dużo może zdziałać. Tylko nie każdy ma serce, a co dopiero otwarte.

Bardzo mi przkro z powodu mojego chrześniaka.

Mam nadzieję, że wyjdzie z tego i jeszcze go zobaczę.

Rosołek

Dziś wyjątkowo jadę do pracy na 1pm. Nie musiałam zrywać się z łóżka, w pośpiechu wypijać kawę i lecieć na złamanie karku. No nie dosłownie. Leniwie wstałam z łóżka, w lusterku obejrzałam zmiany na twarzy po użyciu nowego gold kremu, po jednorazowym użyciu nic a nic nie spostrzegłam. A szkoda bo chciałabym zauważyć coś co mnie zaszokuje ale w dobrym kierunku. Wzięłam lusterko 10x powiększenie i ….. NIC! Na ulotce wprawdzie pisało 28razy użyć. No dobra, cudu nie ma. Przeczekam te je 27 dni.

Po wałęsaniu się w pidżamie po domu. Zaczęłam gotować rosół. Coś z czasem trzeba zrobić. Coś pożytecznego.

Nie wiem jak u was, ale u mnie od jakiegoś czasu, udka kurczaków są z żywą krwią. Co producenci robią takiego, że w udkach pozostaje krew? W jaki sposób zabija się te stworzenia? Jestem zszokowana, co nie znaczy, że z dnia na dzień zastosuje wegańską dietę.

Nic nie robienie może zmęczyć

To był bardzo ciężki tydzień. Przetrwałam. Przeżyłam. Mam za sobą. Dziś sobotka na którą czekałam. Tylko nie wiem jak tę sobotkę wypełnić. Pięć dni wracałam z pracy i padałam dosłownie na twarz, nie mając ani chęci ani siły wziąć wieczornego prysznica. Poranny zimny stawiał na nogi.

A dziś sobota! Wolna! Zbudziłam się przed 4am i rozmyślam. – może lodówkę wewnątrz umyję, jak nie umyję to przynajmniej powyrzucam część jadła. – może domek poodkurzam. – może jak padać nie będzie, wyjdę na taras i tak po ludzku odpocznę.

Wiem co zrobię. Podjadę na siłownię i wznowię swoją kartę. Czas rozruszać swoje kosteczki. W towarzystwie zawsze łatwiej.

Dochodzi 5am. Nie mam jednak pomysłu na sobotkę. Poddam się i popłynę z …. co będzie to przyjmę.

_______

Po późnym śniadanku, dwie rozmowy tel z koleżankami z Kanady i Polski. Pożegnanie córci. Pojechała na urlop na Florydę. Wyjazd z MM na kawcię i bzdurne zakupy. chciałam kupić błyszczące letnie sandałki. Nałożyłam i chodziłam w nich robiąc inne zakupy. Odłożyłam, jednak “nie przemówiły” do mnie. Torebki też nie znalazłam. Kupiłam tylko lakier do włosów. Chociaż rzadko używam, ale w razie poprawienia fryzury powinien być.

Obejrzany film nie przypadł do gustu.

Kociaczki córci pochowały się, tęsknią.

Lodówki nie wymyłam, nie odkurzałam, po prostu niczym się nie zajmowałam.

Odpczęłam.

Zmęczona złożyłam swoje kosteczki w łóżeczku.

Kto mnie zaprosi do walca?

Mam dość tańczenia samej lub z miotłą. Chcę zatańczyć z mężczyzną. Niech to będdzie w czterech ścianach ale niech to będzie WALC‼️ w którym popłynę, polecę, uniosę się ponad codzienność. Walc który zapamiętam na setki lat, taki jaki zapamiętałam tańcząc z marynarzem Krzysiem. Czułam się motylem, piórkiem, listkiem i marzeniem. Cała sala należała tylko do nas, tylko i wyłącznie. Wszyscy wstrzymali oddech a my wirowaliśmy i wirowaliśmy. Byliśmy młodzi i uroczy. On miał na imię Krzysztof a ja Krysia. Oni nas już pożenili a nam było daleko do żeniaczki. My płynęliśmy w rytm walca nad nimi, nad obserwatorami. Ich podziw dodawał nam skrzydeł a młodość i nasza uroda była ponad nimi.

Wszystko ma swój koniec i walc również. On odjechał ja zostałam i zapomniałam o walcu i o nim. Pewnego razu ktoś mi o nim przypomniał, że jest w moim mieście i chętnie się ze mną spotka. Co oznaczał to chętnie, za kilka dni się dowiedziałam. Marynarz już nie był marynarzem, łowił ryby w Centrali Rybnej, miejskim przedsiębiorstwie. Nie uniósł mnie, jak w tym walcu, swoją rozmową. A szkoda był urodziwy, przystojny ale po za tym nic. Szkoda. Ale walc pamiętam i marzę aby zatańczyć jeszcze raz, jeszcze raz zatańczyć. Powiem, że nie ważne z kim, ale z mężczyzną, ale aby zatańczyć.

Chcę zatańczyć WALCA z Tobą❗️

Piątkowe wypieki

Żeby nie było, że po pracy leniuchuje. Ugotowałam rosołek z kurczaczka. Postawiłam do rośnięcia ciasto chlebowe na zakwasie.

Zakwas pszenny i żytni. W lodówce stoją bez dokarmiania ponad 2 miesiące. A co nawet zakwas przyuczyłam😅😂🥲

Do ciasta chlebowego wzięłam zakwasu po połowie. Nie przepadam za żytnim chlebkiem. No i wyrósł mi po brzegi garnka do pieczenia. Gdybym wstawiła do pieczenia uciekł by mi po całym piekarniku. Żeby nie trzeba był czyścić, myć, szorować, włączać na 4h clean, podzieliłam ciasto na dwie foremki, a gdy ponownie podrosło, siup do piekarnika. Więc, piecze się chlebuś i mam nadzieję, że będzie udany. Jakby co, worki w pojemnikach na śmieci wymienione😀😀. Przecież płakać nie będę, samochód-sklep-dom. Pieką się chlebki. Pękają naturalnie jak popadnie.

Włczyłam termoobieg bo się niecierpliwię czekaniem.

Wyjęłam z piekarnika, popukałam, postukałam, posmarowałam masełkiem, powrót na 2 minutki do piekarnika i ponownie, maseczka z masełka.

Pierwszy większy
Drugi mniejszy

Owinowszy leciutkim “szalem” dała odpocząć nieszczęśnikom😀😀😅😅😂🤣

Piątkowy dzień zakończony. 6pm mimo świecącego słoneczka, witam wieczorek z lampką wina – vermouth.

A dziś znów mieliśmy ulewę z błyskawicami!!! ⚡️⚡️🌦💨🌦💧💦

Za piękny świat,

żeby głowę w książkę schować. Piękne lato, nawet to deszczowe, słońce, wszędzie zielono i kolorowo. Czytam zimą, kiedy za oknami szaro-buro i oczekiwanie na śnieg męczy i nudzi. Jeśli już książkę wybrałam to pochłaniam ją całą sobą. To nie znaczy, szybko aby następną zliczyć. Nie biorę udziału w wyścigach, konkursie. Czytając książkę bardzo często wracam do poprzednich zapisanych kartek. Nie, nie robię notatek, nie zakładam stronic i w książce sporadycznie coś podkreślam. Po przeczytaniu, jeszcze kilka dni ją “trawię”. Odstawiam i zapominam. Nie ważne, czy miała wpływ na moje poglądy i uczucia.

Mam swoje ulubione książki jednostkowe, pisane przez autora jednej książki, zostają w moim sercu na zawsze. Zawarta w nich historia życia autora jest na tyle tragiczna, że nie sposób zapomnieć. Zadaję pytanie, …dlaczego się tak dzieje, że nikt kiedy może pomóc nie pomoże, przechodzi obojętnie…

W wielu przypadkach systemy opieki, pomocy, sądownictwa itd. mimo że za nimi kryją się ludzie, żywi ludzie, są bezduszne. Najlepiej sprawę jak najszybciej zamknąć i nie widzieć problemów.

Przed Świętami Bożegonarodzenia czytam książki christmasowe. W ameryce jest ich bardzo dużo. Lubię w tych książkach klimat świątecznej magii. Najważniejsze, zawsze kończą się happy end.

Jesienią nie czytam, zapełniam 100-tny 110-199- ty czarny wielki worek o ogromenj pojemności oraz wytrzymałości. Panowie śmieciarze głośno przeklinają a ja na następny raz przyczepiam do worka napiwek w postaciu banknotu. Po załadowaniu machają ręką w stronę domu.

Nie zawsze udaje mi się wzystkie liście uprzątnąć więc w moim leście pnie się po liściach Ivy. Już przestałam z tymi pnączami walczyć. Las to las i tak ma być.

Gdybym chciała poczytać, to nie mam czasu na przewracanie kartek w książce. W nocy zmęczona padam nie myśląc o czytaniu.

Wiosną czytanie też nie idzie ze mną w parze 600 tulipanów wsadzam do ziemi, a prócz tulianów inne cebulki kwiatów, w sumie około 1000 cebulek. W nagrodę mam kolorowy back yard, w którym lubię przebywać.

Ostatni dzień domowych wakacji poświęcę na … planów nie ma.

Spontaniczny dzień mnie czeka.